Marek Szajerka
Użytkownik-
Liczba zawartości
1168 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Marek Szajerka
-
W datacji opieram się na konkretnych egzemplarzach, z czytelnymi oznaczeniami dat produkcji, stosowanymi przez danego producenta. Wg wcześniejszych opracowań też nie powinno być już budzików Junghansa po 1976 roku. http://gazeta-kolekcjonera.myvimu.com/rozwoj-i-zmierzch-mechanicznego-budzika/ Junghansy z 1984 r. i 2001 r. Dodałem również zdjęcie Kienzle. Orientacyjnie lata 1930-50 na podstawie wyrytych informacjach o naprawach. Budzik podróżny, brak oryginalnego etui. Na tylnej stronie płyty cyferblatu adnotacje o naprawach: 36823 5.64.K Oraz 67900 R6831 Przypuszczam, że najstarszy jest zapis R 6831, który odczytuje jako 6 sierpnia 1931 r.. Natomiast 5.64. K. odnosi się do maja 1964 r. Dla porównania jeszcze kilka budzików Kienzle z orientacyjną datacją.
-
Jak, go kupiłem, to wizualnie lata 50. Na chińskich Westclocx podróżnych , które mają podobne mechanizmy, jak Europa są numery patentów w USA, Wielkiej Brytanii i w Niemczech. Wprowadziłem numer amerykański do Internetu i wyszła mi historia od ok. 1907 r. Pisze teraz z pamięci. To skonfrontowałem z oznakowaniami Europy. W kółko cyfry rzymsaka i arabska. Mam niekompletny werk Europy z oznakowaniem XI 11 Ten sam system oznakowania jest na Europie z 1934 r. W przypadku tej Europy, która wywołała dyskusje, na obudowie profesjonalnie wygrawerowano cyfry rzymską i 1. Nie pamiętam teraz cyfry rzymskiej. Ryte rylcem dat napraw są byle jakie. Tu natomiast profesjonalny grawerunek. Co jest ciekawe, płyta jest czysta. Gdy wprowadziłem ten budzik do swojego katalogu w 2016 r., to jeszcze nie wiedziałem, że jest ta Europa tak stara i po drugie nie miałem jeszcze kolekcji porównawczej Europ. Dziwiły mnie tylko te potężne zawiasy w etui, które nie pasowały do innych modeli, generalnie podróżnych, po 1945 r. Za pomocą Mikrolist doszedłem do wniosku, że to jest produkt Bulovy . I takie moje domniemanie, że ten Czech nadał imię budzikowi na pamiątkę swojego rodzimego kontynentu.
-
Budzik Europa z 1901 r.
-
Najnowsze zakupy, niemieckie chodziki Mercedes.
-
Dziękuję Państwu za wyrażone opinie, niewątpliwie są motywujące. Temat budzików łódzkich nadaje się na rozprawę doktorską. Są tu elementy międzynarodowej polityki gospodarczej, wzornictwa przemysłowego, naśladownictwa, rozwiązań własnych, zakupu licencji, analizy jakości w porównaniu z budzikami tej samej klasy z innych państw. Warto tu jeszcze raz podkreślić, że Poltik przez cały okres produkcji budzików utrzymał wysoką jakość produktu. Warto np. porównać Poltika z Thiel/Ruhla w latach 1945-1999. Poltik do stosował wychwyt kołkowy. Po względem jakości drogi Poltika i Ruhli rozeszły się na początku lat 70. Jakość Ruhli spadła. Wprowadzono plastykowe kotwice i koła wychwytowe. Pod wpływem tarcia kotwice plastykowe się deformowały. Na zdjęciach pokazałem Ruhlę z lat ok. 1952-1962, która ma mechanizm podobny do miniaturki Poltika z lat 60 oraz Ruhlę z plastykową kotwicą, z 1971 r. Podobnie w porównaniu do czechosłowackiego Prima, , którego mechanizm 71 B był podobny do Ruhli. Niewątpliwie oficjalna licencja Junghansa miała wpływ na utrzymanie wysokiej jakości budzików Poltik. W przypadku zasadniczego mechanizmu w sekcjach chodu i budzenia Poltik był odporny na plastykowe nowinki. Plastykowe koła przekładniowe były pod tarczą. Rosjanie np. w przypadku Sław zastosowali plastykowe bębny w sekcji budzenia, co pogorszyło jakość Sław. Plastykowe zęby się odkształcały, częściej pękały. Wyroby w państwach ościennych pod względem jakości mechanizmów zaczęły się upodabniać do jednorazowych w zasadzie budzików produkcji chińskiej, z plastykowymi kołami. Zawarta tu ocena posiada charakter opinii historyka. Rozdział produkcji mechanicznych w Europie jest zamknięty. Przyszedł więc czas na oceny historyczne tych produktów.
-
Jak już przeprowadzamy renowację, to nie powinno być mowy o szkodzie ale lepiej niż było. Tu takie dwa moje przykłady. W jednym zrezygnowałem z pomalowania zgodnie z oryginałem. Natomiast w drugim przypadku pomalowałem, zostawiając w niewidocznym miejscu fragment oryginalnego lakieru. Foregina zostawiłem, tak jak nabyłem. Drugi natomiast pomalowałem, gdyż lakieru prawie nie było. Pozdrawiam.
-
W tym wątku tematycznym pojawia się kwestia czyszczenia budzików. Jak najbardziej temat wskazany. Są jednak granice ingerencji. Czy Pani Kasia zastanawiała się lub ktoś inny, który podobnie uważa, budzik musi być wypucowany, iż być może przez Swoje polerowanie, nie ważne, że ręczne, wyczyściła jakiemuś budzikowi kartę pamięci, zapisana na dekielkach? Może nie zauważyła jakiś niezdarnie wydrapanych znaków przy pomocy lupy zegarmistrzowskiej? Pokaże tu przykład budzika warszawskiego GF, który jest pamiątką rodzinną z 1908 r. Należał do konkretnej osoby, znanej z imienia i nazwiska. Znane są okoliczności pozyskania tego budzika przez te osobę. Na tylnym dekielku wydrapane informacje o datach napraw. Wypolerowanie takiego budzika doprowadziłoby bezpowrotnie do zniszczenia tej osobliwej karty pamięci. Jest to o tyle ważne, że wiem, iż nie jest to żaden składak, jakich mam wiele. Oglądając aukcje bardzo drogich budzików np. HAU, wypolerowanych do czystej miedzi, zastanawiam się nieraz, czy to aby nie świetnie wykonana replika z wstawionym oryginalnym mechanizmem. Ile tam jest z oryginału? Zielony nalot to nie brud. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pozdrawiam. Marek Szajerka
-
W zasadzie to już funkcja ozdobnego chodzika. Posiada on jednak mechanizmy Sław. Na zdjęciach odlewy wykonywane w latach 80 przez Pomorskie Zakłady Urządzeń Okrętowych "Warma" w Grudziądzu. W "Warmie",na przełomie lat 70/80 wykonywano m.in. świeczniki dla odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Przy wykonywaniu tych odlewów pracownicy nabrali doświadczenia i takim efektem ubocznym była produkcja mosiężnych zegarów gabinetowych, z wykorzystaniem mechanizmów Sławy. Wyroby nie były sygnowane. Najpopularniejszym odlewem jest św. Jerzy na koniu. Na widocznym egzemplarzy wstawiłem chodzik przedwojennej warszawskiej firmy GF. Drugi wzór jest podobny sygnowanych poznańskich Juwelia. Z tym, że poznańskie chodziki miały też odlewany ozdobny cyferblat. Sygnowane były od tyłu, na osłonie mechanizmu. Także miały mechanizm Sławy, z tym, że z wymontowaną sekcją budzenia. Zegary warmowskie mogły być używane do funkcji budzenia.
-
Dziękuję za miłe słowa. Teraz kolej na inne niszowe firmy. Zabytkowy zegar sygnałowy firmy INCO, używany np. przy naświetlaniach rentgenowskich. Przypuszczalnie niewiele się ich zachowało. Brakuje mu oryginalnego dzwonka.Ten posiada numer 597.
-
Często przy polerowaniu obudowy, łącznie z tylnymi deklami, płyt werku, można stracić bezcenne informacje o przeprowadzonych naprawach, pomocnych w datowaniu. Przykładowo nabyłem Blessinga, który ktoś tak czyścił przy pomocy wiertarki, że aż dziury porobił. Wiele osób na to nie zwraca uwagi. Widać to po egzemplarzach wystawianych na np. na aukcjach. Tylny dekielek jest często wypolerowany tak, że widać kolor miedzi. Później są dociekania a z którego to okresu? Dosłownie archiwum danego budzika zostało zniszczone. To tak, jakby ktoś utracił dysk w komputerze. Pozdrawiam.
-
Lata 1981– 1999. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Jest to okres schyłkowy w produkcji budzików mechanicznych Poltik. W tym przeglądzie datę końcową zamyka mi mój najmłodszy budzik tej marki, jaki obecnie posiadam. Nie znam roku zakończenia produkcji budzików mechanicznych w Łodzi. Przypuszczalnie było to w 1 dekadzie XXI w. Jak trudno określić koniec produkcji, może służyć przykład artykułu z Internetu wybitnego znawcy tematu Henryk Golki Rozwój i zmierzch mechanicznego budzika. http://gazeta-kolekcjonera.myvimu.com/rozwoj-i-zmierzch-mechanicznego-budzika/ Autor napisał, że Junghans zaprzestał produkcji budzików mechanicznych w 1976 r.: Wszystko jednak ma swój kres. W roku 1976 wiodąca na rynku europejskim firma JUNGHANS zaprzestała produkcji mechanicznych budzików [10]. W przypisie 10 powołał się na opracowanie: Przypis 10: G. Lixfeld, R. Krämer, Amerikanische Wecker aus dem Schwrzwald, jak w przyp.11, str.29. W swoim zbiorze mam datowane budziki mechaniczne Junghansa z lat 1980-2001. W omawianym okresie jest produkowany jeden zasadniczo jeden model werku w dwóch wersjach budzenia ciągłego i repeat, czyli powtarzającego się. Jeszcze do połowy równolegle produkowane były budziki z mechanizmem z lat 1979-80. Kończąc prezentację budzików Mera – Poltik warto zauważyć, że do końca produkcji zachował on wysoką jakość w swojej klasie, porównaniu z innymi firmami. Zapewne na to wpływ miała tez prestiżowa licencja Junghansa. Budziki z tego okresu charakteryzują się precyzyjnym oznakowaniem daty produkcji. Warto jeszcze przytoczyć istotną informację z książki: Jerzy Bezpałko HISTORIA ZAKŁADÓW MECHANICZNO-PRECYZYJNYCH „MERA-BŁONIE” 1953-2003 Błonie J. Bezpałko na s. 40-41 napisał: W 1962 roku sprawy nabrały nieoczekiwanego i niezrozumiałego do dzisiaj kierunku, przeczącego gospodarności. W istniejącej już wówczas Radzie Wza-jemnej Pomocy Gospodarczej krajów socjalistycznych obowiązywał podział pracy. Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej krajów bloku socjalistycznego miała swoją siedzibę w Moskwie. Jej celem, formalnie, była pomoc wzajemna w rozwoju gospodarczym. Przemysł zegarowy był najbardziej rozwinięty w ZSRR. Następnymi w ko-lejności krajami pod względem wielkości produkcji były Czechosłowacja, NRD i PRL. ZSRR, mający Instytut Naukowo-Badawczy Przemysłu Zegarowego, szybko rozwijał się jakościowo i ilościowo. Każda z fabryk zegarków w ZSRR produkowała po 8-10 milionów zegarków rocznie. Czechosłowacja, która jak już wspomniano, wzbogaciła swój przemysł przy pomocy Armii Czerwonej, wywożąc z Dolnego Śląska najcenniejsze obrabiarki, za cenę obietnic usług przemysłowych, nie zlikwidowała swego przemysłu, mimo uchwał RWPG. NRD, mająca dwie fabryki, rozszerzyła zakres produkcji, powiększając ją ilościowo. PRL na konferencję w sprawie likwidacji przemysłu zegarowego skierowała premiera Jaroszewicza oraz dyrektora departamentu mgr. inż. Podgórskiego. Zdania obu delegatów były odmienne. Premier godził się na likwidację polskich fabryk. Dyrektor Podgórski się nie zgadzał. Premier na miejscu zdymisjonował dyrektora i zobowiązał się do zlikwidowania fabryk zegarowych w Polsce. Produkcja zegarków z części własnych w Błoniu została zlikwidowana. Importowane ze Szwajcarii obrabiarki przejęła I Moskiewska Fabryka Zegarków, inne – „zbrakowano”. Część sprzedano innym zakładom. Rozkaz „właścicieli” PRL-u został wykonany. Łódzka Fabryka Zegarów wybroniła się. Produkowała zegary i szybkościomierze dla FSO do samochodów Warszawa, a dla FSM w Bielsku do Syreny. Do 1969 roku w ZMP „Błonie” kontynuowano montaż zegarków z części importowanych z I Moskiewskiej Fabryki Zegarków, własnej produkcji były tylko koperty, tarcze, wskazówki, główka naciągowa. W 1969 roku zmontowano jeszcze dla polskich lotników ostatnią partię 1.700 zegarków w wersji antymagnetycznej [3]. Był to okres, w którym autor niniejszej publikacji podjął pracę w zakładzie jako technolog montażu, z teoretycznym przygotowaniem, po uczelni kształcącej w zakresie przyrządów do pomiaru czasu. Miał niemało pracy w następnych latach, by między innymi doprowadzić do montażu zgodnego z jakościowymi założeniami licencyjnymi. Tłustym drukiem zaznaczyłem fragment dotyczący Poltika. Warto tu, w nawiązaniu do zdania J. Bezpałko o Łódzkiej Fabryce Zegarów, pokazać ośmiodniowy chodzik z tej firmy do pojazdu mechanicznego. Mam nadzieję, że w tych kilku postach pokazałem panoramę produkcji budzików w Łodzi. Gdyby pracownicy tej firmy nie obronili jej przed zakusami z Moskwy o likwidacji w 1962 r., ile byśmy stracili.
-
Junghans, produkt firmy działającej w Chinach. Junghans and Wm Meyerink & Co Carriage Clock
-
Lata 1976 – 1980. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Jest to druga połowa okresu gierkowskiego. We wzornictwie budzików Poltika widać ożywienie. Na szeroka skalę zaczęto stosować obudowy plastykowe. Generalnie jest jeden model werku, pomniejszonego w porównaniu z modelem M 21 z poprzednich lat. Ok. 1980 r. pojawiły się oficjalnie Poltiki na licencji Junghansa. Nie znam uregulowań prawnych Mera-Poltik z Junghansem. Po produkcji z końca lat 70. Jednoznacznie wynika, że Mera-Poltik zakupiła licencję od Junghansa. Odnośnie mechanizmu, dominującego w tym okresie, to można zauważyć istotne różnice z 1976 r. i z ok. 1979 r. W 1976 r. koła napędowe wykonane były z mosiądzu. Blokada naciągu to był mosiężny ząbek ze sprężyną dociskową. W mechanizmie z 1979 r. mamy koła z perforacją, wykonane z blachy. Blokadę stanowiła blaszka dociskowa w formie krzyża, z końcówkami, ślizgającymi się po perforacji. Wprowadzenie gorszej jakości kół było dużą oszczędnością dla firmy. Przy produkcji setek tysięcy budzików rezygnacja z mosiądzu niewątpliwie była korzystna. Z drugiej natomiast strony uderzała ona w rzemieślników. Prywatne rzemiosło w ówczesnym ustroju nie cieszyło się poparciem władzy państwowej. Sprężynki dociskowe na kołach mosiężnych też oczywiście pękały. Jednak ich naprawa była prosta. Wystarczyło wstawić nową sprężynkę w formie podkowy. Rozmiary sprężyny są różne dla kół chodu i dzwonienia. W przypadku blaszki dociskowej na koło z perforacją trzeba rozebrać mechanizm i wymienić koło lub blaszkę dociskową. To drugie jest często mniej efektywne, gdyż wtórnie nałożona nowa blaszka może po pewnym czasie odpaść. Trzeba pamiętać, że naciągnięte sprężyny posiadają ogromną siłę. Mój zegarmistrz podpowiedział mi inny wariant naprawy bez demontażu blaszki dociskowej. Trzeba nasunąć ułamaną końcówkę na otwór w perforacji. Po przeciwnej stronie ścisnąć blaszkę z kołem i następnie zrobić punktakiem ząbek w miejscu pierwotnego ułamanego. Łatwiej, gdy to wykonają dwie osoby. Jedna ściska kombinerkami blaszkę z kołem a druga robi nowy ząbek. Dlaczego zmiana blokady uderzała w rzemiosło? Otóż tylko część zegarmistrzów miała licencjonowany serwis – umowę z Poltikiem. Dla pozostałych w tym czasie części zamienne były nieosiągalne. Dlatego w tym okresie lepiej opłacało się kupić budzik nowy, aniżeli naprawiać stary. W jakimś stopniu takie modele Poltików stawały się jednorazówkami. Pod koniec lat 70 zegarmistrz, który nie miał podpisanej umowy z Mera-Poltik nie mógł nawet liczyć, że uda się mu kupić sprężyny. Te szczegóły znam z opowiadań mojego znajomego zegarmistrza, który, bodajże jako jedyny w Grudziądzu prowadził autoryzowany serwis gwarancyjny budzików Mera-Poltik. Już jego szwagier, też zegarmistrz nie miał co liczyć na takie preferencje. Nie posiadał licencji serwisowej. Obecne pokolenie 30-40. latków już tych czasów nie zna, kiedy w gospodarce był handel wymienny towar za towar. Ludzie mieli pieniądze a nie było towaru. Czy mogą oni sobie wyobrazić, że były listy kolejkowe np., by kupić telewizor, bo do sklepu dostarczono kilka sztuk. W jakimś stopniu odbiciem stanu ówczesnej gospodarki są wyroby prezentowanych budzików. Na jednym ze zdjęć jest budzik z kopulastą szybką. Nie znam wzoru tarczy. Trzeci od końca budzik w tej galerii to zwiastun nowej epoki, produkcji na licencji Junghansa. Nie posiadam precyzyjnie datowanego budzika z tej serii licencyjnej z omawianego okresu. Nie wykluczam, że pochodzi on już z ok. 1981 r.J eszcze ma zaklejony otwór od sekundnika. Będą one pokazane w następnym poscie.
-
Budziki francuskie Lille Jaz Made in France Japy Bayard. Zdjęcie Bayarda zrobiłem kilka lat temu, gdy był u zegarmistrza. Jaza kupiłem już przemalowanego. Jest on mały, ale ciężki. Prawie 400 gram. Akurat, jak przycisk do papieru. Pozdrawiam
-
Lata 1973 - 1975 Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. W tym okresie w ofercie dużych budzików są nadal z mechanizmem M 21, z obydwoma wzorami płyt. We wzornictwie w zasadzie się wiele nie zmienia. Wprowadzono wariant innej podstawy, obok tej na wałkach. Budziki mniejsze omówię w następnym przedziale czasowym, ponieważ nie mam precyzyjnie datowanego budzika z 1975 r. Dlatego przesunę ich omawianie od roku 1976. Zapewne produkowano budziki miniaturowe z poprzedniego okresu. Te od 1976 r. posiadają inny mechanizm. Stąd ten wprowadzony tu przeze mnie przedział.
-
Lata 1967-1972 Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Lata 1967-1972, to w polityce społecznej i gospodarczej schyłkowy okres gomułkowski i początek okresu gierkowskiego. Okres gomułkowski, czyli lata 1956-1970 to okres stagnacji i tzw. szarzyzny we wzornictwie przemysłowym. W przypadku budzików nadal produkowano duże budziki blaszane z mechanizmem M 221 oraz małe budziki z mechanizmem M 224, ze średnicą obudowy 6,3 cm. Tak jak z modą damską, tak i tu samodzielnie czasami „upiększano” tarcze. Przykładem jest budzik z pierwszego kwartału 1967 roku. Jest też charakterystyczna pamiątka z tamtego okresu. W datacji budzików z mechanizmem (werkiem) M 221 być może przełomowy jest rok 1972. W jednym roku mamy dwa wzory płyt. Tu pokazuję mechanizm z trzeciego kwartału 1972 r., a może to jest marzec, Zależy jak interpretować rzymską III/72 17 grudnia 2019 uzupełniłem o inne budziki z tych lat. Niech to będzie jakaś namiastka katalogu.
-
Lata 50 i 1 poł. l.60. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik, liczącego 140 egzemplarzy. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Pokazuje on jednak dorobek tej polskiej firmy w produkcji budzików, w ciągu ok. 60 lat. Wcześniejszym poscie pokazałem lata 40. W latach 50. 1 poł. lat.60. popularne były budziki pod nazwami Zuch i Druh. Równolegle produkowano mniejsze budziki pod nazwami m.in. Poltik i bez nazwy, tylko z logo firmy. Pokazany tu w stylu Art Deco jest z marca lub trzeciego kwartału 1964 r. Tu takie spostrzeżenie dla kolekcjonerów. Zwracajcie uwagę Państwo, czy budziki z nazwami Zuch i Druh mają w lewym górnym rogu na płycie numer seryjny. Jeśli tego nie ma to prawdopodobnie jest to składak. Budzik z 1 poł. lat 70, z tarczą Zucha lub Druha. 17 grudnia 2019 uzupełniłem o inne budziki z tych lat. Niech to będzie jakaś namiastka katalogu.
-
Kilka zdań o tych najstarszych łódzkich budzikach, z lat ok. 1945-1950. Produkowano je krótko. Zegarmistrz, który mi je naprawiał, powiedział, że były one zbyt pracochłonne dla większej produkcji. W montaż takiego budzika zaangażowanych było mniej pracowników, przez co produkcja trwała dłużej. Dotyczy to mocowania tarczy. Dlatego zapewne ten budzik przegrał z modelami Junghansa, z którymi Poltik nie pożegnał się do końca produkcji budzików. Te pierwsze budziki pochodziły zapewne z przejętych zasobów niemieckich. Podobnie jak do Torunia przewieziono wyposażenie fabryki Beckera z zapasami magazynowymi. Budzik z pełną płytą i bez loga ŁFZ ma numer seryjny 14 221 . Natomiast z logo 151 196. Czyli ten bez logo na obudowie pochodzi zapewne z zapasów poniemieckich.
-
Myślę, że znajdziemy wspólny język. Mam ok. 150 polskich budzików. Kataloguję je w przybliżone daty produkcji, jeśli nie ma konkretnej daty. Z tym, że dla własnego ułatwienia, oznaczenia kwartałów przyjąłem, jako miesiąc. Komputer lepiej to segreguje. Dotyczy to również np. Junghansów, jeśli nie ma oznaczeń A i B. Przykładowo: 1972.03. Jak komputer informuje, że już taki jest, dodaję , i jest kolejny 1972.03.,. Pozycja jest wprowadzona do katalogu. Inny wariant, to datowanie w przedziale, np. 1960-70. Jest np. mało już Zuchów i Druhów. Spotkałem się z takim przykładem, że ktoś przymierzał się do przełożenia tarczy Zucha do Poltika. Tarcze pasują, mechanizmy identyczne. Na bazarze cena skacze do góry. Łatwo odróżnić, (przepraszam, zapewne dla Państwa piszę o rzeczy oczywistej), Zychy i Druhy posiadały na płycie wybite numery seryjne. Tego w Poltikach już nie ma. W datowaniu przybliżonym, opierając się na własnym zbiorze, biorę pod uwagę wzór płyty. Jak to bywało w PRL, ktoś w ramach projektu racjonalizatorskiego coś np. wyciął i były jakieś oszczędności materiałowe. Racjonalizator dostał nagrodę. Jeśli można, poproszę o link do tego tematu Budziki polskie. Przypuszczam, że wspólnymi siłami zrekonstruujemy katalog polskich budzików. Proponowałbym też zamieszczać chodziki. Często są to werki docelowo przeznaczone dla budzików a dla chodzika fabrycznie pozbawione sekcji budzenia. Widoczny na zdjęciu kosz budzików otrzymałem od zegarmistrza ze słowami jeśli się panu do do czegoś to proszę bardzo a jakie nie to pan wyrzuci. Z tego kosza uruchomiłem 50 budzików. Często brakuje im jakiś drobiazgów. Są to budziki popularne różnych firm, po 1945 r. Przykładowo w Grudziądzu obecnie na działające 4 zakłady zegarmistrzowskie tylko 1 przyjmuje się naprawy budziki. Z rozmów z tymi zegarmistrzami wiem, że ze względu na brak części problemem jest naprawa Sław. Są różnice w średnicy czopów Sław z lat 60 od tych z lat 80. Pozdrawiam. Pozdrawiam Państwa
-
Junghans z 1907 r. byłby tylko złomem a z Kienzle koronę można zdjąć wedle gustu. Dobrze, że wystawca na Allegro go do końca nie rozebrał. Zarobiłby więcej: tarcza osobno, dzwonki osobno, werk osobno.
-
Szanowni Państwo, pisząc o o zegarach, budzikach w przytoczonych biuletynach traktowałem to w kategoriach popularyzacji ochrony zabytków. Podawałem linki, by się nie powtarzać. Kto chce to przeczyta. Pisze zawsze pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, dlatego cudzysłów przy nazwisku nie jest potrzebny. Od takich wąskich kręgów zainteresowań zaczyna się dostrzeganie wartości zabytków z innych dziedzin. Reklamy nie potrzebuję, działalności gospodarczej nie prowadzę, stoisk na giełdach antyków nie mam. Czy jestem zadowolony z tego co zrobiłem, tak. Ponieważ eksponaty, które Państwo pokazujecie ze swoich zbiorów są dla mnie często z różnych względów nieosiągalne, szczególnie cenowych. Wydanie np. połowy emerytury na budzik, to na to się nie zdecyduję. Dlatego zadowala mnie posiadanie chociażby 60-80 % takiego egzemplarza. Powodem satysfakcji jest też często samodzielne naprawienie werku, nie będąc ani zegarmistrzem, ani mechanikiem, tylko emerytowanym nauczycielem historii. To jest przyjemność. W programach nauczania historii brakuje takich tematów z historii przemysłu. Jedni traktują kolekcjonerstwo jako lokatę kapitału a inni jako zabawę. Ja należę to tych drugich. Doskonale Państwa rozumiem, kiedy oglądacie prymitywnie naprawiony budzik, mający np. 120 lat. Wasze negatywne opinie są uzasadnione, kiedy tak potraktowany został budzik, który doprowadzony do staniu fabrycznego kosztowałby np. kilkaset złotych. Postaram się Państwa nie denerwować tymi rekonstrukcjami. Zasadniczo nie mam ich więcej. Budzik Junghansa, który wywołał taką ożywioną dyskusję. Przypuszczalnie, po kalkulacji wystawca na Allegro zrezygnował z jego naprawy, ponieważ w przypadku jego sprzedaży w stanie zbliżonym do fabrycznego byłby na minusie. Wylicytowana cena była niższa od kosztów przesyłki. Na Naszych oczach do masowo do hut trafiają rodzime Poltiki. Warto je chyba ratować. Już tych blaszanych do połowy lat 70. na aukcjach jest coraz mniej. Te pierwsze budziki z lat 40 są też już rzadkością. Nie spotkałem się z katalogami Poltików w Internecie, jakie posiadają np. budziki Ruhla, Westclock. Wiele firm ma charakter w innych państwach kultowych. Czy tak traktowane są w Polsce Poltiki. Tego nie zauważyłem. Pozdrawiam Państwa. Marek Szajerka
-
Odpuszczam sobie w renowacjach bardzo często. Żeby tylko urzędnicy - konserwatorzy zabytków tak ściśle przestrzegali tej rzymskiej maksymy. Tu inne moje przykłady. Kienzle z lat ok. 1898-1921. Dorobiłem tylko stylizowaną koronę. Pozostała część jest nietknięta, nawet nie ma nowej politury. Drugi przykład to Junghans. Nie posiadam zdjęcia sprzed renowacji. Napisze tylko, że z oryginału była tylko szafka bez podstawy, bez bocznych aplikacji, tylko aplikacje z blachy mosiężnej i oczywiście mechanizm z tarczą i wskazówkami. Reszty nie było, okleina zniszczona z ubytkami. Korona i boczne aplikacje zostały dorobione. Pozdrawiam.
-
W jednym i drugim przypadku byłyby to tylko materiał na dawcę. Podobnie jak w tym przypadku, nieznanego producenta. Zdjęcia pokazują stan po zakupie i po naprawie. Dołożyłem kołnierz, dzwonek. Usterki można w przyszłości skorygować. W przypadku Junghansa na zdjęciu była tylko deska z cyferblatem, dzwonkami i werkiem. Tak, ja na zdjęciu. Nic więcej. Na podstawie śladów po nieistniejącej skrzynce dorobiłem nową. Też wiele egzemplarzy pozostawiam w stanie pierwotnym, chociaż podpowiadano mi, bym pomalował. Przykład tego budzika amerykańskiego. Pozdrawiam.
-
Pod nazwą Rythm, wyprodukowany w Japonii, przypuszczam że w latach 60. XX w.
-
Zdaję sobie sprawę, że wiele mu brakuje mu do wierności z oryginałem , ale jako zabytkowy został uratowany przed ostatecznym zniszczeniem . Inny przykład Junghansa z sygnaturą B 07. Decydując się na zakup na aukcji, moją uwagę zwróciła forma Art Deco sprzed I wojny światowej. Zdjęcia pokazują stan po zakupie i po odnowieniu. Pozdrawiam.
