Marek Szajerka
Użytkownik-
Liczba zawartości
1166 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Marek Szajerka
-
Budzik Europa z 1901 r.
-
Najnowsze zakupy, niemieckie chodziki Mercedes.
-
Dziękuję Państwu za wyrażone opinie, niewątpliwie są motywujące. Temat budzików łódzkich nadaje się na rozprawę doktorską. Są tu elementy międzynarodowej polityki gospodarczej, wzornictwa przemysłowego, naśladownictwa, rozwiązań własnych, zakupu licencji, analizy jakości w porównaniu z budzikami tej samej klasy z innych państw. Warto tu jeszcze raz podkreślić, że Poltik przez cały okres produkcji budzików utrzymał wysoką jakość produktu. Warto np. porównać Poltika z Thiel/Ruhla w latach 1945-1999. Poltik do stosował wychwyt kołkowy. Po względem jakości drogi Poltika i Ruhli rozeszły się na początku lat 70. Jakość Ruhli spadła. Wprowadzono plastykowe kotwice i koła wychwytowe. Pod wpływem tarcia kotwice plastykowe się deformowały. Na zdjęciach pokazałem Ruhlę z lat ok. 1952-1962, która ma mechanizm podobny do miniaturki Poltika z lat 60 oraz Ruhlę z plastykową kotwicą, z 1971 r. Podobnie w porównaniu do czechosłowackiego Prima, , którego mechanizm 71 B był podobny do Ruhli. Niewątpliwie oficjalna licencja Junghansa miała wpływ na utrzymanie wysokiej jakości budzików Poltik. W przypadku zasadniczego mechanizmu w sekcjach chodu i budzenia Poltik był odporny na plastykowe nowinki. Plastykowe koła przekładniowe były pod tarczą. Rosjanie np. w przypadku Sław zastosowali plastykowe bębny w sekcji budzenia, co pogorszyło jakość Sław. Plastykowe zęby się odkształcały, częściej pękały. Wyroby w państwach ościennych pod względem jakości mechanizmów zaczęły się upodabniać do jednorazowych w zasadzie budzików produkcji chińskiej, z plastykowymi kołami. Zawarta tu ocena posiada charakter opinii historyka. Rozdział produkcji mechanicznych w Europie jest zamknięty. Przyszedł więc czas na oceny historyczne tych produktów.
-
Jak już przeprowadzamy renowację, to nie powinno być mowy o szkodzie ale lepiej niż było. Tu takie dwa moje przykłady. W jednym zrezygnowałem z pomalowania zgodnie z oryginałem. Natomiast w drugim przypadku pomalowałem, zostawiając w niewidocznym miejscu fragment oryginalnego lakieru. Foregina zostawiłem, tak jak nabyłem. Drugi natomiast pomalowałem, gdyż lakieru prawie nie było. Pozdrawiam.
-
W tym wątku tematycznym pojawia się kwestia czyszczenia budzików. Jak najbardziej temat wskazany. Są jednak granice ingerencji. Czy Pani Kasia zastanawiała się lub ktoś inny, który podobnie uważa, budzik musi być wypucowany, iż być może przez Swoje polerowanie, nie ważne, że ręczne, wyczyściła jakiemuś budzikowi kartę pamięci, zapisana na dekielkach? Może nie zauważyła jakiś niezdarnie wydrapanych znaków przy pomocy lupy zegarmistrzowskiej? Pokaże tu przykład budzika warszawskiego GF, który jest pamiątką rodzinną z 1908 r. Należał do konkretnej osoby, znanej z imienia i nazwiska. Znane są okoliczności pozyskania tego budzika przez te osobę. Na tylnym dekielku wydrapane informacje o datach napraw. Wypolerowanie takiego budzika doprowadziłoby bezpowrotnie do zniszczenia tej osobliwej karty pamięci. Jest to o tyle ważne, że wiem, iż nie jest to żaden składak, jakich mam wiele. Oglądając aukcje bardzo drogich budzików np. HAU, wypolerowanych do czystej miedzi, zastanawiam się nieraz, czy to aby nie świetnie wykonana replika z wstawionym oryginalnym mechanizmem. Ile tam jest z oryginału? Zielony nalot to nie brud. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pozdrawiam. Marek Szajerka
-
W zasadzie to już funkcja ozdobnego chodzika. Posiada on jednak mechanizmy Sław. Na zdjęciach odlewy wykonywane w latach 80 przez Pomorskie Zakłady Urządzeń Okrętowych "Warma" w Grudziądzu. W "Warmie",na przełomie lat 70/80 wykonywano m.in. świeczniki dla odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Przy wykonywaniu tych odlewów pracownicy nabrali doświadczenia i takim efektem ubocznym była produkcja mosiężnych zegarów gabinetowych, z wykorzystaniem mechanizmów Sławy. Wyroby nie były sygnowane. Najpopularniejszym odlewem jest św. Jerzy na koniu. Na widocznym egzemplarzy wstawiłem chodzik przedwojennej warszawskiej firmy GF. Drugi wzór jest podobny sygnowanych poznańskich Juwelia. Z tym, że poznańskie chodziki miały też odlewany ozdobny cyferblat. Sygnowane były od tyłu, na osłonie mechanizmu. Także miały mechanizm Sławy, z tym, że z wymontowaną sekcją budzenia. Zegary warmowskie mogły być używane do funkcji budzenia.
-
Dziękuję za miłe słowa. Teraz kolej na inne niszowe firmy. Zabytkowy zegar sygnałowy firmy INCO, używany np. przy naświetlaniach rentgenowskich. Przypuszczalnie niewiele się ich zachowało. Brakuje mu oryginalnego dzwonka.Ten posiada numer 597.
-
Często przy polerowaniu obudowy, łącznie z tylnymi deklami, płyt werku, można stracić bezcenne informacje o przeprowadzonych naprawach, pomocnych w datowaniu. Przykładowo nabyłem Blessinga, który ktoś tak czyścił przy pomocy wiertarki, że aż dziury porobił. Wiele osób na to nie zwraca uwagi. Widać to po egzemplarzach wystawianych na np. na aukcjach. Tylny dekielek jest często wypolerowany tak, że widać kolor miedzi. Później są dociekania a z którego to okresu? Dosłownie archiwum danego budzika zostało zniszczone. To tak, jakby ktoś utracił dysk w komputerze. Pozdrawiam.
-
Lata 1981– 1999. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Jest to okres schyłkowy w produkcji budzików mechanicznych Poltik. W tym przeglądzie datę końcową zamyka mi mój najmłodszy budzik tej marki, jaki obecnie posiadam. Nie znam roku zakończenia produkcji budzików mechanicznych w Łodzi. Przypuszczalnie było to w 1 dekadzie XXI w. Jak trudno określić koniec produkcji, może służyć przykład artykułu z Internetu wybitnego znawcy tematu Henryk Golki Rozwój i zmierzch mechanicznego budzika. http://gazeta-kolekcjonera.myvimu.com/rozwoj-i-zmierzch-mechanicznego-budzika/ Autor napisał, że Junghans zaprzestał produkcji budzików mechanicznych w 1976 r.: Wszystko jednak ma swój kres. W roku 1976 wiodąca na rynku europejskim firma JUNGHANS zaprzestała produkcji mechanicznych budzików [10]. W przypisie 10 powołał się na opracowanie: Przypis 10: G. Lixfeld, R. Krämer, Amerikanische Wecker aus dem Schwrzwald, jak w przyp.11, str.29. W swoim zbiorze mam datowane budziki mechaniczne Junghansa z lat 1980-2001. W omawianym okresie jest produkowany jeden zasadniczo jeden model werku w dwóch wersjach budzenia ciągłego i repeat, czyli powtarzającego się. Jeszcze do połowy równolegle produkowane były budziki z mechanizmem z lat 1979-80. Kończąc prezentację budzików Mera – Poltik warto zauważyć, że do końca produkcji zachował on wysoką jakość w swojej klasie, porównaniu z innymi firmami. Zapewne na to wpływ miała tez prestiżowa licencja Junghansa. Budziki z tego okresu charakteryzują się precyzyjnym oznakowaniem daty produkcji. Warto jeszcze przytoczyć istotną informację z książki: Jerzy Bezpałko HISTORIA ZAKŁADÓW MECHANICZNO-PRECYZYJNYCH „MERA-BŁONIE” 1953-2003 Błonie J. Bezpałko na s. 40-41 napisał: W 1962 roku sprawy nabrały nieoczekiwanego i niezrozumiałego do dzisiaj kierunku, przeczącego gospodarności. W istniejącej już wówczas Radzie Wza-jemnej Pomocy Gospodarczej krajów socjalistycznych obowiązywał podział pracy. Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej krajów bloku socjalistycznego miała swoją siedzibę w Moskwie. Jej celem, formalnie, była pomoc wzajemna w rozwoju gospodarczym. Przemysł zegarowy był najbardziej rozwinięty w ZSRR. Następnymi w ko-lejności krajami pod względem wielkości produkcji były Czechosłowacja, NRD i PRL. ZSRR, mający Instytut Naukowo-Badawczy Przemysłu Zegarowego, szybko rozwijał się jakościowo i ilościowo. Każda z fabryk zegarków w ZSRR produkowała po 8-10 milionów zegarków rocznie. Czechosłowacja, która jak już wspomniano, wzbogaciła swój przemysł przy pomocy Armii Czerwonej, wywożąc z Dolnego Śląska najcenniejsze obrabiarki, za cenę obietnic usług przemysłowych, nie zlikwidowała swego przemysłu, mimo uchwał RWPG. NRD, mająca dwie fabryki, rozszerzyła zakres produkcji, powiększając ją ilościowo. PRL na konferencję w sprawie likwidacji przemysłu zegarowego skierowała premiera Jaroszewicza oraz dyrektora departamentu mgr. inż. Podgórskiego. Zdania obu delegatów były odmienne. Premier godził się na likwidację polskich fabryk. Dyrektor Podgórski się nie zgadzał. Premier na miejscu zdymisjonował dyrektora i zobowiązał się do zlikwidowania fabryk zegarowych w Polsce. Produkcja zegarków z części własnych w Błoniu została zlikwidowana. Importowane ze Szwajcarii obrabiarki przejęła I Moskiewska Fabryka Zegarków, inne – „zbrakowano”. Część sprzedano innym zakładom. Rozkaz „właścicieli” PRL-u został wykonany. Łódzka Fabryka Zegarów wybroniła się. Produkowała zegary i szybkościomierze dla FSO do samochodów Warszawa, a dla FSM w Bielsku do Syreny. Do 1969 roku w ZMP „Błonie” kontynuowano montaż zegarków z części importowanych z I Moskiewskiej Fabryki Zegarków, własnej produkcji były tylko koperty, tarcze, wskazówki, główka naciągowa. W 1969 roku zmontowano jeszcze dla polskich lotników ostatnią partię 1.700 zegarków w wersji antymagnetycznej [3]. Był to okres, w którym autor niniejszej publikacji podjął pracę w zakładzie jako technolog montażu, z teoretycznym przygotowaniem, po uczelni kształcącej w zakresie przyrządów do pomiaru czasu. Miał niemało pracy w następnych latach, by między innymi doprowadzić do montażu zgodnego z jakościowymi założeniami licencyjnymi. Tłustym drukiem zaznaczyłem fragment dotyczący Poltika. Warto tu, w nawiązaniu do zdania J. Bezpałko o Łódzkiej Fabryce Zegarów, pokazać ośmiodniowy chodzik z tej firmy do pojazdu mechanicznego. Mam nadzieję, że w tych kilku postach pokazałem panoramę produkcji budzików w Łodzi. Gdyby pracownicy tej firmy nie obronili jej przed zakusami z Moskwy o likwidacji w 1962 r., ile byśmy stracili.
-
Junghans, produkt firmy działającej w Chinach. Junghans and Wm Meyerink & Co Carriage Clock
-
Lata 1976 – 1980. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Jest to druga połowa okresu gierkowskiego. We wzornictwie budzików Poltika widać ożywienie. Na szeroka skalę zaczęto stosować obudowy plastykowe. Generalnie jest jeden model werku, pomniejszonego w porównaniu z modelem M 21 z poprzednich lat. Ok. 1980 r. pojawiły się oficjalnie Poltiki na licencji Junghansa. Nie znam uregulowań prawnych Mera-Poltik z Junghansem. Po produkcji z końca lat 70. Jednoznacznie wynika, że Mera-Poltik zakupiła licencję od Junghansa. Odnośnie mechanizmu, dominującego w tym okresie, to można zauważyć istotne różnice z 1976 r. i z ok. 1979 r. W 1976 r. koła napędowe wykonane były z mosiądzu. Blokada naciągu to był mosiężny ząbek ze sprężyną dociskową. W mechanizmie z 1979 r. mamy koła z perforacją, wykonane z blachy. Blokadę stanowiła blaszka dociskowa w formie krzyża, z końcówkami, ślizgającymi się po perforacji. Wprowadzenie gorszej jakości kół było dużą oszczędnością dla firmy. Przy produkcji setek tysięcy budzików rezygnacja z mosiądzu niewątpliwie była korzystna. Z drugiej natomiast strony uderzała ona w rzemieślników. Prywatne rzemiosło w ówczesnym ustroju nie cieszyło się poparciem władzy państwowej. Sprężynki dociskowe na kołach mosiężnych też oczywiście pękały. Jednak ich naprawa była prosta. Wystarczyło wstawić nową sprężynkę w formie podkowy. Rozmiary sprężyny są różne dla kół chodu i dzwonienia. W przypadku blaszki dociskowej na koło z perforacją trzeba rozebrać mechanizm i wymienić koło lub blaszkę dociskową. To drugie jest często mniej efektywne, gdyż wtórnie nałożona nowa blaszka może po pewnym czasie odpaść. Trzeba pamiętać, że naciągnięte sprężyny posiadają ogromną siłę. Mój zegarmistrz podpowiedział mi inny wariant naprawy bez demontażu blaszki dociskowej. Trzeba nasunąć ułamaną końcówkę na otwór w perforacji. Po przeciwnej stronie ścisnąć blaszkę z kołem i następnie zrobić punktakiem ząbek w miejscu pierwotnego ułamanego. Łatwiej, gdy to wykonają dwie osoby. Jedna ściska kombinerkami blaszkę z kołem a druga robi nowy ząbek. Dlaczego zmiana blokady uderzała w rzemiosło? Otóż tylko część zegarmistrzów miała licencjonowany serwis – umowę z Poltikiem. Dla pozostałych w tym czasie części zamienne były nieosiągalne. Dlatego w tym okresie lepiej opłacało się kupić budzik nowy, aniżeli naprawiać stary. W jakimś stopniu takie modele Poltików stawały się jednorazówkami. Pod koniec lat 70 zegarmistrz, który nie miał podpisanej umowy z Mera-Poltik nie mógł nawet liczyć, że uda się mu kupić sprężyny. Te szczegóły znam z opowiadań mojego znajomego zegarmistrza, który, bodajże jako jedyny w Grudziądzu prowadził autoryzowany serwis gwarancyjny budzików Mera-Poltik. Już jego szwagier, też zegarmistrz nie miał co liczyć na takie preferencje. Nie posiadał licencji serwisowej. Obecne pokolenie 30-40. latków już tych czasów nie zna, kiedy w gospodarce był handel wymienny towar za towar. Ludzie mieli pieniądze a nie było towaru. Czy mogą oni sobie wyobrazić, że były listy kolejkowe np., by kupić telewizor, bo do sklepu dostarczono kilka sztuk. W jakimś stopniu odbiciem stanu ówczesnej gospodarki są wyroby prezentowanych budzików. Na jednym ze zdjęć jest budzik z kopulastą szybką. Nie znam wzoru tarczy. Trzeci od końca budzik w tej galerii to zwiastun nowej epoki, produkcji na licencji Junghansa. Nie posiadam precyzyjnie datowanego budzika z tej serii licencyjnej z omawianego okresu. Nie wykluczam, że pochodzi on już z ok. 1981 r.J eszcze ma zaklejony otwór od sekundnika. Będą one pokazane w następnym poscie.
-
Budziki francuskie Lille Jaz Made in France Japy Bayard. Zdjęcie Bayarda zrobiłem kilka lat temu, gdy był u zegarmistrza. Jaza kupiłem już przemalowanego. Jest on mały, ale ciężki. Prawie 400 gram. Akurat, jak przycisk do papieru. Pozdrawiam
-
Lata 1973 - 1975 Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. W tym okresie w ofercie dużych budzików są nadal z mechanizmem M 21, z obydwoma wzorami płyt. We wzornictwie w zasadzie się wiele nie zmienia. Wprowadzono wariant innej podstawy, obok tej na wałkach. Budziki mniejsze omówię w następnym przedziale czasowym, ponieważ nie mam precyzyjnie datowanego budzika z 1975 r. Dlatego przesunę ich omawianie od roku 1976. Zapewne produkowano budziki miniaturowe z poprzedniego okresu. Te od 1976 r. posiadają inny mechanizm. Stąd ten wprowadzony tu przeze mnie przedział.
-
Lata 1967-1972 Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Lata 1967-1972, to w polityce społecznej i gospodarczej schyłkowy okres gomułkowski i początek okresu gierkowskiego. Okres gomułkowski, czyli lata 1956-1970 to okres stagnacji i tzw. szarzyzny we wzornictwie przemysłowym. W przypadku budzików nadal produkowano duże budziki blaszane z mechanizmem M 221 oraz małe budziki z mechanizmem M 224, ze średnicą obudowy 6,3 cm. Tak jak z modą damską, tak i tu samodzielnie czasami „upiększano” tarcze. Przykładem jest budzik z pierwszego kwartału 1967 roku. Jest też charakterystyczna pamiątka z tamtego okresu. W datacji budzików z mechanizmem (werkiem) M 221 być może przełomowy jest rok 1972. W jednym roku mamy dwa wzory płyt. Tu pokazuję mechanizm z trzeciego kwartału 1972 r., a może to jest marzec, Zależy jak interpretować rzymską III/72 17 grudnia 2019 uzupełniłem o inne budziki z tych lat. Niech to będzie jakaś namiastka katalogu.
-
Lata 50 i 1 poł. l.60. Zawarte w poscie spostrzeżenia i wnioski oparte są na analizie własnego zbioru budzików Poltik, liczącego 140 egzemplarzy. Zbiór ma charakter wybiórczy i nie zawiera pełnej oferty Łódzkiej Fabryki Zegarów, zwanej też Poltikiem lub Mera-Poltik. Stąd też te spostrzeżenia i wnioski posiadają wyłącznie charakter przyczynkarski i nie mogą być przyjmowane jako jakieś wnioski ostateczne. Pokazuje on jednak dorobek tej polskiej firmy w produkcji budzików, w ciągu ok. 60 lat. Wcześniejszym poscie pokazałem lata 40. W latach 50. 1 poł. lat.60. popularne były budziki pod nazwami Zuch i Druh. Równolegle produkowano mniejsze budziki pod nazwami m.in. Poltik i bez nazwy, tylko z logo firmy. Pokazany tu w stylu Art Deco jest z marca lub trzeciego kwartału 1964 r. Tu takie spostrzeżenie dla kolekcjonerów. Zwracajcie uwagę Państwo, czy budziki z nazwami Zuch i Druh mają w lewym górnym rogu na płycie numer seryjny. Jeśli tego nie ma to prawdopodobnie jest to składak. Budzik z 1 poł. lat 70, z tarczą Zucha lub Druha. 17 grudnia 2019 uzupełniłem o inne budziki z tych lat. Niech to będzie jakaś namiastka katalogu.
-
Kilka zdań o tych najstarszych łódzkich budzikach, z lat ok. 1945-1950. Produkowano je krótko. Zegarmistrz, który mi je naprawiał, powiedział, że były one zbyt pracochłonne dla większej produkcji. W montaż takiego budzika zaangażowanych było mniej pracowników, przez co produkcja trwała dłużej. Dotyczy to mocowania tarczy. Dlatego zapewne ten budzik przegrał z modelami Junghansa, z którymi Poltik nie pożegnał się do końca produkcji budzików. Te pierwsze budziki pochodziły zapewne z przejętych zasobów niemieckich. Podobnie jak do Torunia przewieziono wyposażenie fabryki Beckera z zapasami magazynowymi. Budzik z pełną płytą i bez loga ŁFZ ma numer seryjny 14 221 . Natomiast z logo 151 196. Czyli ten bez logo na obudowie pochodzi zapewne z zapasów poniemieckich.
-
Myślę, że znajdziemy wspólny język. Mam ok. 150 polskich budzików. Kataloguję je w przybliżone daty produkcji, jeśli nie ma konkretnej daty. Z tym, że dla własnego ułatwienia, oznaczenia kwartałów przyjąłem, jako miesiąc. Komputer lepiej to segreguje. Dotyczy to również np. Junghansów, jeśli nie ma oznaczeń A i B. Przykładowo: 1972.03. Jak komputer informuje, że już taki jest, dodaję , i jest kolejny 1972.03.,. Pozycja jest wprowadzona do katalogu. Inny wariant, to datowanie w przedziale, np. 1960-70. Jest np. mało już Zuchów i Druhów. Spotkałem się z takim przykładem, że ktoś przymierzał się do przełożenia tarczy Zucha do Poltika. Tarcze pasują, mechanizmy identyczne. Na bazarze cena skacze do góry. Łatwo odróżnić, (przepraszam, zapewne dla Państwa piszę o rzeczy oczywistej), Zychy i Druhy posiadały na płycie wybite numery seryjne. Tego w Poltikach już nie ma. W datowaniu przybliżonym, opierając się na własnym zbiorze, biorę pod uwagę wzór płyty. Jak to bywało w PRL, ktoś w ramach projektu racjonalizatorskiego coś np. wyciął i były jakieś oszczędności materiałowe. Racjonalizator dostał nagrodę. Jeśli można, poproszę o link do tego tematu Budziki polskie. Przypuszczam, że wspólnymi siłami zrekonstruujemy katalog polskich budzików. Proponowałbym też zamieszczać chodziki. Często są to werki docelowo przeznaczone dla budzików a dla chodzika fabrycznie pozbawione sekcji budzenia. Widoczny na zdjęciu kosz budzików otrzymałem od zegarmistrza ze słowami jeśli się panu do do czegoś to proszę bardzo a jakie nie to pan wyrzuci. Z tego kosza uruchomiłem 50 budzików. Często brakuje im jakiś drobiazgów. Są to budziki popularne różnych firm, po 1945 r. Przykładowo w Grudziądzu obecnie na działające 4 zakłady zegarmistrzowskie tylko 1 przyjmuje się naprawy budziki. Z rozmów z tymi zegarmistrzami wiem, że ze względu na brak części problemem jest naprawa Sław. Są różnice w średnicy czopów Sław z lat 60 od tych z lat 80. Pozdrawiam. Pozdrawiam Państwa
-
Junghans z 1907 r. byłby tylko złomem a z Kienzle koronę można zdjąć wedle gustu. Dobrze, że wystawca na Allegro go do końca nie rozebrał. Zarobiłby więcej: tarcza osobno, dzwonki osobno, werk osobno.
-
Szanowni Państwo, pisząc o o zegarach, budzikach w przytoczonych biuletynach traktowałem to w kategoriach popularyzacji ochrony zabytków. Podawałem linki, by się nie powtarzać. Kto chce to przeczyta. Pisze zawsze pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, dlatego cudzysłów przy nazwisku nie jest potrzebny. Od takich wąskich kręgów zainteresowań zaczyna się dostrzeganie wartości zabytków z innych dziedzin. Reklamy nie potrzebuję, działalności gospodarczej nie prowadzę, stoisk na giełdach antyków nie mam. Czy jestem zadowolony z tego co zrobiłem, tak. Ponieważ eksponaty, które Państwo pokazujecie ze swoich zbiorów są dla mnie często z różnych względów nieosiągalne, szczególnie cenowych. Wydanie np. połowy emerytury na budzik, to na to się nie zdecyduję. Dlatego zadowala mnie posiadanie chociażby 60-80 % takiego egzemplarza. Powodem satysfakcji jest też często samodzielne naprawienie werku, nie będąc ani zegarmistrzem, ani mechanikiem, tylko emerytowanym nauczycielem historii. To jest przyjemność. W programach nauczania historii brakuje takich tematów z historii przemysłu. Jedni traktują kolekcjonerstwo jako lokatę kapitału a inni jako zabawę. Ja należę to tych drugich. Doskonale Państwa rozumiem, kiedy oglądacie prymitywnie naprawiony budzik, mający np. 120 lat. Wasze negatywne opinie są uzasadnione, kiedy tak potraktowany został budzik, który doprowadzony do staniu fabrycznego kosztowałby np. kilkaset złotych. Postaram się Państwa nie denerwować tymi rekonstrukcjami. Zasadniczo nie mam ich więcej. Budzik Junghansa, który wywołał taką ożywioną dyskusję. Przypuszczalnie, po kalkulacji wystawca na Allegro zrezygnował z jego naprawy, ponieważ w przypadku jego sprzedaży w stanie zbliżonym do fabrycznego byłby na minusie. Wylicytowana cena była niższa od kosztów przesyłki. Na Naszych oczach do masowo do hut trafiają rodzime Poltiki. Warto je chyba ratować. Już tych blaszanych do połowy lat 70. na aukcjach jest coraz mniej. Te pierwsze budziki z lat 40 są też już rzadkością. Nie spotkałem się z katalogami Poltików w Internecie, jakie posiadają np. budziki Ruhla, Westclock. Wiele firm ma charakter w innych państwach kultowych. Czy tak traktowane są w Polsce Poltiki. Tego nie zauważyłem. Pozdrawiam Państwa. Marek Szajerka
-
Odpuszczam sobie w renowacjach bardzo często. Żeby tylko urzędnicy - konserwatorzy zabytków tak ściśle przestrzegali tej rzymskiej maksymy. Tu inne moje przykłady. Kienzle z lat ok. 1898-1921. Dorobiłem tylko stylizowaną koronę. Pozostała część jest nietknięta, nawet nie ma nowej politury. Drugi przykład to Junghans. Nie posiadam zdjęcia sprzed renowacji. Napisze tylko, że z oryginału była tylko szafka bez podstawy, bez bocznych aplikacji, tylko aplikacje z blachy mosiężnej i oczywiście mechanizm z tarczą i wskazówkami. Reszty nie było, okleina zniszczona z ubytkami. Korona i boczne aplikacje zostały dorobione. Pozdrawiam.
-
W jednym i drugim przypadku byłyby to tylko materiał na dawcę. Podobnie jak w tym przypadku, nieznanego producenta. Zdjęcia pokazują stan po zakupie i po naprawie. Dołożyłem kołnierz, dzwonek. Usterki można w przyszłości skorygować. W przypadku Junghansa na zdjęciu była tylko deska z cyferblatem, dzwonkami i werkiem. Tak, ja na zdjęciu. Nic więcej. Na podstawie śladów po nieistniejącej skrzynce dorobiłem nową. Też wiele egzemplarzy pozostawiam w stanie pierwotnym, chociaż podpowiadano mi, bym pomalował. Przykład tego budzika amerykańskiego. Pozdrawiam.
-
Pod nazwą Rythm, wyprodukowany w Japonii, przypuszczam że w latach 60. XX w.
-
Zdaję sobie sprawę, że wiele mu brakuje mu do wierności z oryginałem , ale jako zabytkowy został uratowany przed ostatecznym zniszczeniem . Inny przykład Junghansa z sygnaturą B 07. Decydując się na zakup na aukcji, moją uwagę zwróciła forma Art Deco sprzed I wojny światowej. Zdjęcia pokazują stan po zakupie i po odnowieniu. Pozdrawiam.
-
5 lat temu w serwisie internetowym Nasze Miasto napisałem artykulik o renowacji budzika. By się nie powtarzać, podaję link. W zestawieniu zbiorowym linków swoich artykułów już go podawałem wcześniej. Wracam do tego tematu, by pokazać, jak po kilku latach od napisania tego artykułu zakończyłem rekonstrukcję tego budzika. https://grudziadz.naszemiasto.pl/opowiesci-o-zegarach-budzik-hau-motywacja-naprawy/ar/c8-2598920 Wracam do tego tematu, by pokazać, jak po kilku latach od napisania tego artykułu zakończyłem rekonstrukcje tego budzika. W ubiegłym chyba roku obserwowałem licytację obudowy do takiego modelu. W licytacji wzięło udział kilkanaście osób. Wylicytowana cena była bardzo wysoka. Dla swoich, poglądowych potrzeb postanowiłem zrekonstruować samodzielnie dzwonek. Na kowadle, w zakładzie kowalskim, wyprofilowałem kołnierz w dzwonku z mosiądzu. Jako mocowanie wykorzystałem uchwyt od szuflady. W efekcie budzik dzwoni. Jego dźwięk przypomina terkot karabinu maszynowego.
-
Dzień dobry. To mój pierwszy wpis w temacie budziki. Też miałem w kolekcji podobny problem. Budzik blaszany firmy Badische Uhrenfabrik z lat ok. 1900-1918, przerobiony na detektor, zapewne w czasie II wojny światowej. Wolałem go nie mieć w kolekcji. Jego obecne miejsce jest w Muzeum im. ks. Władysława Łęgi w Grudziądzu, jako pamiątka historyczna. . Zaznajamiając się z zawartością tego koszyka forum, widzę, że podobnie podchodzicie Państwo to tego tematu, jak ja z kuratorem wystawy budzików w Grudziądzu, (marzec -sierpień 2019), pokazując czasami również i chodziki. Przy okazji jeszcze raz Państwa pozdrawiam. Pozwolą , że do tego postu dodam jesze teksty moich artykułów, które opublikowałem w 2015 r. i 2017 r. w Biuletynie Koła Miłośników dziejów Grudziądza. 2015 r. Marek Szajerka Budziki mechaniczne, jako przedmiot kolekcjonerstwa Zegary od zarania ich dziejów były podziwiane, jako kunszt rzemiosła. Dotyczy to zarówno dużych zegarów wieżowych oraz tych które trafiły do komnat pałacowych, mieszczańskich pokoi, czy pod chłopskie strzechy. Chociaż zasada działania zegara mechanicznego, wypracowana w czasach nowożytnych, przetrwała do czasów nam współczesnych, to jednak setki firm, które produkowały zegary oraz produkują starały się dodać coś od siebie i w ten sposób zaakcentować swoją obecność na rynku. Jak wielka jest ilość firm wytwarzających zegary mechaniczne, świadczy niemiecki leksykon internetowy firm produkujących zegary i zegarki: http://www.mikrolisk.de/show.php?site=280&letter=9&searchWhere=trademark&searchMode=exact&id=1#sucheMarker Obecnie, gdy czasomierze zdominowane są przez zegary i zegarki elektroniczne, te mechaniczne przechodzą do historii. Coraz mniej firm produkuje zegary i zegarki mechaniczne. Wraz z drastycznym kurczeniem się produkcji zegarków mechanicznych w skali światowej, zmniejszeniu ulega też infrastruktura związana z tym przemysłem. Zanikają rzemieślnicze warsztaty zegarmistrzowskie, które nie szkolą już uczniów w tym zawodzie. Odmianą zegarów są budziki. Kolekcjonowanie budzików mechanicznych, z napędem sprężynowym, od kiedy w zasadzie pod koniec XX w. zaprzestawano ich produkcji, stało się modne. Świadczy o tym np. strona internetowa ogólnopolskiego Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków: http://zegarkiclub.pl/forum/ O budzikach ojcowie franciszkanie Wawrzyniec A. Podkowiński, (jeden z najwybitniejszych polskich zegarmistrzów) i Bernard St. Bartni napisali: XI. Budziki Podział i rodzaje budzikówNiektóre zegary domowe, a czasem i zegarki noszone, wyposażone są w dodatkowy mechanizm, dający sygnał dźwiękowy o dowolne uprzednio nastawionej godzinie. Ponieważ sygnał ten wykorzystuje się najczęściej do budzenia, dlatego zegary z takim mechanizmem nazywa się budzikami. Większość współcześnie produkowanych budzików oparta jest na mechanicznej zasadzie działania. Jednak coraz więcej wytwórni , wprowadzając napęd elektryczny w mechanizmie chodu, stosuje także elektryczne urządzenia do budzenia, np. dzwonek lub brzęczyk. W zależności od przeznaczenia, wielkości i kształtu obudów oraz jakości wykonania rozróżnia się budziki: stołowe: popularne, gabinetowe,noszone: portfelowe, czyli podróżne, kieszonkowe, naręczne.Najbardziej rozpowszechnione są budziki popularne. Są to tanie zegary średnich rozmiarów w różnych obudowach, przeważnie blaszanych, okrągłych, z dzwonkiem na wierzchu, wewnątrz lub z tyłu. Średnica płyt wynosi powyżej 70 mm. Budziki gabinetowe wyróżniają się przede wszystkim pięknymi obudowami o różnych kształtach oraz trwałymi i dobrze wykonanymi mechanizmami. Są one zwykle mniejsze od budzików popularnych. Budziki gabinetowe produkcji radzieckiej pod nazwą MIR lub SLAVA mają proste obudowy, ale bardzo dobre mechanizmy, których balans i wychwyt szwajcarski mechanizmu chodu pracują na 11 kamieniach[1]. Budziki portfelowe, czyli podróżne, maja mechanizmy podobne do małych budzików gabinetowych. Są jednak zwykle cieńsze i umieszczone przeważnie w skórzanych futerałach portfelowych. Budziki kieszonkowe, a zwłaszcza naręczne, produkuje wiele wytwórni. Odznaczają się bardzo małymi rozmiarami. W Polsce znane są radzieckie budziki naręczne SIGNAŁ i POLIJOT. Istnieją też budziki naręczne, które zamiast sygnalizacji dźwiękowej, dają sygnalizację dotykową, np. przez lekkie ukłucie.[2] Tak jak w wielu innych kolekcjach przedmiotowych, tak i w tym przypadku kolekcjonerzy przyjmują różne kryteria tematyczne. Jedni kolekcjonerzy np. specjalizują się w zbieraniu budzików wg firm, przykładowo budziki radzieckie Slava lub enerdowskie Ruhla[3]. Mogą być również kolekcje wg przeznaczenia, podanego w cytowanym podręczniku, czyli np. gabinetowe, podróżne. Produkcja budzików jest też odbiciem przemian gospodarczych i ideologicznych. W grudniu 2013 r. na serwisie Nasze Miasto opublikowałem artykuł na temat wpływu zbrojeń na produkcję budzików, pt.: Opowieści o zegarach. Konflikty zbrojne i zegary[4]. Napisałem wówczas m.in.: Koniec każdego roku skłania do refleksji nad mijającym czasem, Jest on również okazją do pokazania historii zegarów, tak indywidualnej jakiegoś egzemplarza, przypisanej konkretnej osobie, rodzinie, jak i tej niejako wydobytej z anonimowego tłumu. W tym drugim przypadku jest to spojrzenie na dany zegar, zegarek w powiązaniu ze znaną historia polityczną. Zegary są zabytkami historii gospodarczej, ściśle związanej z historią polityczną. Artykuł p. Ryszarda B. Kucharczyka z 2011 r. o budzikach radzieckich Slava http://www.mmgrudziadz.pl/artykul/historia-zegarow-slava podsunął mi temat pokazania wpływu aktualnej polityki zagranicznej i wewnętrznej danego państwa na produkcję zegarów. Zegary były wprzęgnięte w propagandę polityczną. Wojny i przygotowania do nich wpływały na jakość produkowanych zegarów. Budziki radzieckie z mechanizmem podobnym do Slavy nosiły też nazwę Mir, czyli pokój i miały gołąbka na cyferblacie. W 2014 roku przypada 100 rocznica wybuchu I wojny światowej, która również odbiła się na wyglądzie zegarów. Na lekcjach historii, które prowadziłem, starałem się w miarę możliwości pokazać jakiś eksponat z danego okresu, który był aktualnie omawiany. Takim łącznikiem w czasie są również zegary. Mechaniczne. Za pośrednictwem zegarów, zbiorze szeroko pojętym, można przywołać wspomnienia z przeszłości a jeśli dawny właściciel jest anonimowy, podziwiać kunszt wykonania oraz obecnych rzemieślników - zegarmistrzów, w tym grudziądzkich, którzy te eksponaty potrafią przywrócić do życia. W dobie elektronicznych zegarów naprawdę warto wspomnieć o tych rzemieślnikach, którzy ratują niejednokrotnie dzieła sztuki a niewątpliwie zabytki z historii przemysłu. Popularnością widzów cieszą się programy o renowacji starych aut i motocykli. Dyskusyjne portale internetowe na temat zegarów są również liczne. Środowisko grudziądzkich kolekcjonerów też jest dosyć liczne i aktywne. Warto poznać, co np. te osoby wciąga do zajmowania się zegarami. Ten temat mogłem podjąć dzięki uprzejmości i życzliwości kolekcjonerów, członków Grudziądzkiego Towarzystwa Kolekcjonerów i Miłośników Sztuki Dawnej „Pomorze”, panów Grzegorza Miedzianowskiego oraz Wojciecha Rudnickiego oraz grudziądzkiego zegarmistrza Janusza Bałdygi. Wpływ wojen na produkcje zegarów można zaobserwować m.in. na przykładzie budzików. Dla porównania podaję budziki francuskie sprzed I wojny światowej oraz niemieckie sprzed I wojny światowej oraz z okresu międzywojennego, czyli z lat 1918-1939. Dokonam prezentacji kilku budzików a następnie wysunę wnioski końcowe. Nie będą to jakieś specjalistyczne porównania dotyczące mechanizmów, tylko ciekawostki, na które zwracają np. m.in. uwagę kolekcjonerzy. 2 połowa XIX w., to fascynacja architekturą gotyku, w tym zamkami średniowiecznymi. W tym okresie powstaje wiele neogotyckich budowli. Ten okres zbiega się z upowszechnieniem budzika mechanicznego. Budziki posiadają często obudowę drewnianą, też w formie zamku, jak ten na zdjęciu, niemieckiej firmy Kienzle, (fot.1-2). Popyt na budziki był od końca XIX w. tak ogromny, że wielkie firmy produkowały je w setkach tysięcy egzemplarzy. Cały czas poszukiwano takich rozwiązań konstrukcyjnych, by obniżać koszty produkcji. Widać to np. na przykładzie budzików niemieckich. Niemcy nie były taką potęgą kolonialną, jak Anglia, czy Francja. Do rywalizacji o kolonie weszły późno, dopiero po zjednoczeniu Niemiec w 1871 r. Dlatego w budzikach niemieckich, w przeciwieństwie do francuskich, już wcześnie widać oszczędności materiałowe. Mechanizmy budzików firm francuskich Japy i Bayard z lat ok. 1893-1914 posiadają mechanizmy z pełną płytą, wykonaną z mosiądzu, (fot. 3-4). Natomiast budziki niemieckie, takich firm jak Junghans i Gustav Becker posiadają płyty ażurowe, (fot.5-6). Dekle przykrywające puszkę wykonane są z blachy mosiężnej. Podobnie okrągła ramka pod szkłem zdobiąca cyferblat. Wynalezienie płyt ażurowych przypisuje się firmie Junghansa. Płyty ażurowe ułatwiały montaż mechanizmów zegarowych. Bardzo ciekawie wygląda też porównanie budzików niemieckiej firmy Junghans z 1938 r., przed wybuchem II wojny światowej. Firma ta dosyć precyzyjnie datowała swoje wyroby. Stąd też można porównać wyroby, które od powstania dzieli dosłownie kilka miesięcy, (fot. 7-8). Miniaturyzację mechanizmów można skojarzyć z przygotowaniami do wojny i związanymi z tym oszczędnościami przy stosowaniu metali kolorowych. Werk Junghansa z czerwca 1938 r. , werk model W 231, posiada płytę ażurową o wymiarach 5,6 cm x 7 cm. Prawdopodobnie wówczas jeszcze stosowano mosiężną, okrągłą ramkę pod szkło, osłaniające papierowy cyferblat. Junghans z października 1938 r, werk model W 350, posiada płytę ażurową o wymiarach 5,3 cm x 5,7 cm. Budzik nie posiada już okrągłej mosiężnej ramki pod szkłem. Jest tylko drukowana bordiura cyferblatu, imitująca wcześniej stosowane ramki z mosiądzu. Również dekiel, przykrywający werk wykonany został ze stalowej blachy a nie z blachy mosiężnej, na której wytłaczano logo firmy. Opisy zdjęć Drewniany budzik niemieckiej firmy Kienzle, z ok. 1910 r. Korona odtworzona w XXI w. , stylizowana na wzór korony z katalogu. Drewniany budzik niemieckiej firmy Kienzle, z ok. 1910 r. Mechanizm budzika z ażurową płytą. Budzik francuskiej firmy Japy z lat 1893-1901. Budzik francuskiej firmy Japy z lat 1893-1901. Mechanizm budzika z pełną płytą. Budzik firmy Gustav Becker, okres I wojny światowej Budzik firmy Gustav Becker, okres I wojny światowej. Mechanizm budzika z ażurową płytą. Budzik Stella, firmy Junghans , wyprodukowany w październiku 1938 r. Budzik Stella, firmy Junghans , wyprodukowany w październiku 1938 r., werk budzika. Przy jednostkowych egzemplarzach budzików tego nie widać. Natomiast na podstawie licznego zbioru, z różnych państw i okresów widać, że przemysł zbrojeniowy miał też wpływ na postęp technologiczny w produkcji zegarów i przyczynił się do ich miniaturyzacji. Przykładowo przy tradycyjnych budzikach pozostały zewnętrzne obudowy w rozmiarach przyjętych w latach dziewięćdziesiątych XIX w., przeznaczonych do umieszczenia dużych mechanizmów. Takie rozmiary obudów są np. w budzikach produkowany w Chinach, na przełomie XX/XXI w. Natomiast w środku są zminiaturyzowane mechanizmy, przykład niemieckich budzików Ruhla. Powodem zainteresowania kolekcjonerskiego może być też unikalny mechanizm danego budzika, np. sposób zamontowania młoteczka dzwonka. Jak przykład może służyć budzik firmy Hamburg und American. Budzik pochodzi z lat dwudziestych XX w. i jego katalogowa nazwa Phonos. Budzik swoim wyglądem nawiązywał do ówczesnych telefonów. Bardzo ciekawym tematem są również budziki produkowane w Polsce, tak przed 1945 rokiem w Warszawie ("G.F." - Gebruder Fortwängler), jak i od 1945 r. w Łodzi (Mera- Poltik). Firma warszawska produkowała budziki przez ok 50 lat, w l. 1891-1944 również przez ok 60 lat produkowano budziki w Łodzi, do pierwszej dekady XXI w. Budziki produkowane w Łodzi były oparte szczególnie na licencji niemieckiej firmy Junghans. Można się spotkać z egzemplarzami, które na werku mają logo firmy Junghans a na cyferblacie logo Mera-Poltik. Kolekcjonowanie zegarów mechanicznych, w tym budzików jest, jak przypuszczam podobne do idei ratowania starych aut, motocykli. Budzików wyprodukowano miliony sztuk. Jak przedmiot codziennego użytku, były intensywnie eksploatowane. Ze względu na użyty do ich produkcji materiał (mosiądz), były i są cenne dla recytylingu. Masowo były kiedyś złomowane. Podobnie było z zegarami wiszącymi. Żywotność mechanizmu zegarowego z przełomu XIX/XX w. określona była na ok. 150 lat, ale w praktyce jego użytkowanie kończyło się, gdy drewniana obudowa została zjedzona przez kołatki. Mechanizmy wyrzucano na złom. Obecnie, gdy z tych kiedyś wyprodukowanych milionów sztuk pozostała tylko zapewne mniejsza część, są one doceniane przez kolekcjonerów i są powszechne na straganach jarmarków staroci. Nie bez znaczenia jest również fakt, że świadomym kolekcjonerstwem zaczyna się zajmować pokolenie urodzone w dobie elektroniki a przecież generalnie produkcji mechanicznych budzików z napędem sprężynowym zaprzestano ok. 20 lat temu. Budziki produkowane już w schyłkowym okresie, lata 70-80 XX w. posiadają już cześć zębatek wykonanych z plastyku, co też skracało ich żywotność. Obecnie do wielu marek brakuje nowych, fabrycznych części serwisowych. W tej sytuacji tylko wzajemne kontakty koleżeńskie i współpraca kolekcjonerów oraz zegarmistrzów pozwalają na ratowanie tych zabytków techniki z duszą. Tak jest m.in. w środowisku grudziądzkim. Odnośnie historii budzików to Grudziądz w zasadzie się niczym szczególnym nie wyróżnił w XX w. Warto tylko wspomnieć o epizodzie montowania budzików radzieckich Slava w mosiężne odlewy, wykonywane w „Warmie”, np. św. Jerzy na koniu. Odlewy były wykonywane w latach 70-80 XX w. [1] Określenie 11 kamieni dotyczy łożysk, które były dawniej wytwarzane ze szlachetnego rubinu a później syntetycznego. Dlatego np. zegarki z kamiennymi łożyskami były porównywalne do drogich wyrobów jubilerskich. Im więcej było kamieni, tym zegarek był wyższej jakości i droższy. Dlatego Slavy należą do kategorii najlepszych budzików. [2] Wawrzyniec A. Podwapiński, Bernard St. Bartnik, Technologia mechanizmów zegarowych. Mechanizmy. Wyd. I, 1976, s. 256-257. [3] Wyjaśnienie dla młodego pokolenia, urodzonego po 1990 r. Budziki radzieckie, to określenie budzików wyprodukowanych na obszarze b. Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich. Po rozpadzie ZSRR na tym obszarze usamodzielniło się wiele państw. Określenie, spotykane często na portalach aukcyjnych, informujące, że są to budziki rosyjskie jest bardzo nieprecyzyjne. Natomiast określenie budzik enerdowski odnosi się do firmy działającej na terenie ówczesnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Obecnie jest to część Republiki Federalnej Niemiec. [4] Nasze Miasto Grudziądz, http://grudziadz.naszemiasto.pl/artykul/opowiesci-o-zegarach-konflikty-zbrojne-i-zegary,2598854,artgal,t,id,tm.html 2017 r. Marek Szajerka Mechaniczne budziki podróżne z XX w. Temat budzików mechanicznych gościł na spotkaniu KMDG we wrześniu 2015 r.[1] Wówczas ogólnie zaprezentowane zostało zagadnienie kolekcjonerstwa budzików mechanicznych. Tym razem tematem będą budziki podróżne. Wg opinii kolekcjonerów budziki podróżne należą do bardziej cenionych okazów. W tej kategorii są np. tzw. budziki oficerskie, miniaturki. Nie była to masowa produkcja w porównaniu z budzikami popularnymi, których wyprodukowano miliony sztuk. Często posiadały one wyrafinowaną, ekskluzywną obudowę, którą projektowali zapewne uznani i uzdolnieni projektanci sztuki użytkowej, zgodnie z panującą w danym okresie modą, w tym Art Deco. Tak, jak w innych dziedzinach, tak i tu można zaobserwować ewolucję miniaturyzacji budzików. Prekursorem budzików podróżnych były tzw. kareciaki. Były to duże mechanizmy, starannie wykonane, w oszklonych metalowych szafkach. Stalowe płyty „kareciaków” z 1 poł. XX w. były wypolerowane. Często zaopatrzone w pozytywkę, były dawane w prezencie na chrzciny. W przenośni dawano je na podróż życia. Popularnymi budzikami podróżnymi były chowane w miniaturowe walizeczki. Wydawałoby się, że wynalazek kuferka z wieczkiem na zawiasach jest oczywisty od wieków. Jednak dopiero w okresie 1 wojny światowej XX w. opatentowano budzik chowany w miniaturowej walizeczce. Wcześniej takie rozwiązanie było powszechne w przypadku kopert zegarków kieszonkowych, które często też miały dodatkowe, osobne metalowe etui z wieczkiem na zawiasie. Informację o tym patencie można m.in. przeczytać na budziku podróżnym firmy amerykańskiej Westclox, wyprodukowanym w Chinach, w latach 70 XX w. [2] Zmiany geopolityczne po zakończeniu II wojny światowej miały też wpływ na produkcję modeli budzików podróżnych. Można to zaobserwować na przykładzie budzików Europa. Przypuszczalnie ten model mechanizmu został już opracowany przed II wojną światową w Niemczech. Budziki Europa, z lat 60 2 Jewels oraz Ruhla 2 Jewels posiadają identyczne mechanizmy ze sygnaturą W 00. Jest to o tyle ciekawe, że w przypadku Ruhla, na tarczy kraj pochodzenia Germany a w przypadku identycznego budzika Europa nie ma na tarczy podanego kraju pochodzenia. Wizualnie Europy nawiązują do miniaturowych Junghansów, z l. 30-40 XX w.[3] Jak wiele wynalazków, tak i budziki miniaturowe, mają zapewne swoje korzenie w produkcji dla wojska. Miniaturowe budziki z 2 poł. XIX w., przypominające czasami kostki, zwane są często oficerskimi. Są one bardzo cenione przez kolekcjonerów, ponieważ nie wyprodukowano ich zbyt wiele, w przeciwieństwie do wielomilionowej produkcji budzików popularnych. Tak, jak napisałem wcześniej, podziały geopolityczne po II wojnie światowej miały wpływ na dalsze losy produkcji budzików. Można to pokazać na przykładzie niemieckiej firmy Thiel, z rodowodem sięgającym 2 poł. XIX w. Również po zmianie nazwy firmy, w następstwie powstania Niemieckiej Republiki Demokratycznej, (w oryginalnym skrócie GDR), nadal produkowano ten sam model z logo UMF Ruhla. Przypuszczalnie dopiero po 1962 r. zaczęto produkować budziki podróżne z mechanizmem Europa, pod nazwą Ruhla. Wg opinii renomowanego grudziądzkiego zegarmistrza Janusza Bałdygi[4], najprościej było odróżnić Europę produkowaną w Niemczech Zachodnich od modelu produkowanego w Niemczech Wschodnich po konstrukcji werku. Model produkowany na Zachodzie posiadał wspólny napęd chodu i budzenia, natomiast na Wschodzie dwa odrębne napędy. Trudno powiedzieć w jakim procencie produkcji, były też budziki Ruhla z jednym napędem. W tzw. Bloku Wschodnim potentatem w produkcji budzików był Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, występujący w Polsce Ludowej popularnie pod nazwą Związek Radziecki a obecnie zwany Związkiem Sowieckim. W temacie budzików podróżnych, w tym przypadku są to mechanizmy popularnych Sław. Mechanizmy tych budzików są wysokiej jakości. Stosowano w nich łożyska wykonane ze syntetycznych kamieni i nie tylko. Palety kotwicy są również wykonane ze syntetycznych rubinów. Zapewne do budzików podróżnych można zaliczyć miniaturowy budzik radziecki o nazwie Raketa, z lat 70-80 XX w. Wprawdzie nie ma on etui do schowania budzika, jednak jego miniaturowe rozmiary predestynują go do miana budzika podróżnego. Jest on konstrukcyjnie ciekawy z tego powodu, iż posiada mechanizm chodu, identyczny, jak w zegarku naręcznym Raketa. Jest to budzik dwuwarstwowy, czyli tak, jakby posiadał trzy płyty, pisząc w uproszczeniu. Bezpośrednio pod cyferblatem mechanizm chodu, tak ja w zegarku naręcznym. I taki mechanizm jest wówczas schowany do koperty. W tym przypadku, na mechanizm chodu nałożono mechanizm budzenia. To rozwiązanie stosowano np. w zegarach figuralnych, na przełomie XIX /XX w., w najstarszych modelach budzików. Masowa produkcja budzików zaczęła się w latach 90 XIX w. W przypadku powojennej Polski łódzki Poltik wypuścił na rynek budzik podróżny, z mechanizmem wzorowanym na budzikach Junghans. Rozmiarami podobny do mechanizmów Thiel. W wersji popularnej były to budziki o nazwach Mewa, Czajka, Poltik. Były też budziki Poltik dużych rozmiarów z płytami prostokątnymi. Mewa, Czajka miały płyty okrągłe, jak przedwojenne zegary figuralne. Jak, napisałem na początku, budziki podróżne były też oznaką elegancji, miały też w sposób pośredni informować o statusie osoby podróżującej, np. obsługę hotelową. Zamykane etui wykonywano często ze skóry, w tym np. gadów. [5] Produkowano również budziki z mechanizmem Europy, w obudowie secesyjnej, adresowane do konbiet. Przykładowe średnice tylnej obudowy budzików podróżnych w etui. (Tłustym drukiem zaznaczone budziki, pokazane w galerii.) L.p. i nr fot. Model Państwo Przybliżone lata produkcji Uwagi Kaliber tylnej obudowy i grubość mm 1. Europa 2 Jewles Niemcy Zachodnie 1950-1960 Wspólny naciąg chodu i budzenia. Waży 196 g. 54 x16 2. Ruhla 2 Jewles Niemcy Wschodnie po 1962 r. Wspólny naciąg chodu i budzenia 54 x16 3. Blessing Niemcy Zachodnie 1950-1960 Wspólny naciąg chodu i budzenia 54 x16 4. Westclox Niemcy Zachodnie Wspólny naciąg chodu i budzenia 54 x16 5. Westclox Chiny (Tajwan) 1960-1970 Wspólny naciąg chodu i budzenia 54x16 6. Schatz Niemcy Zachodnie 1962 Odrębne naciągi budzenia i chodu 49x13 7. Europa 7 Jewles Niemcy Zachodnie 1950-1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 48x13 8. Mauthe Niemcy Zachodnie 1950-1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 58x15 9. Europa 2 Jewles Niemcy Wschodnie 1950-1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 49x13 10. Podróżnyj ZSRR 1950-1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 61x19 11. Slava 11 Jewles ZSRR 1960-1970 Odrębne naciągi budzenia i chodu 61x19 12. Allegro ZSRR 1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 61x19 13. Thiel Niemcy Wschodnie 1945-1948 Odrębne naciągi budzenia i chodu 51x14 14. UMF Ruhla Niemcy Wschodnie 1948-1962 Odrębne naciągi budzenia i chodu 51x14 15. Kienzle Niemcy Zachodnie 1950-1960 Odrębne naciągi budzenia i chodu 48x14 16. Rhythm Japonia 1960-1970 Odrębne naciągi budzenia i chodu. Budzik w mosiężnej obudowie, waży 349 g. 52x15 17. Travel Ben Westclox 7 Jewels Japonia 1960-1970 Odrębne naciągi budzenia i chodu 54x14 Obecnie, w drugiej dekadzie XXI w. rozdział produkcji mechanicznych budzików podróżnych jest zasadniczo zamknięty. Produkowane są w Chińskiej Republice Ludowej popularne budziki mechaniczne, które nazwą tylko nawiązują do historii produkcji budzików od XIX w. Często można spotkać na tarczy napis: Germany Design. Zastosowanie plastykowych kół zębatych w mechanizmach w budzikach podróżnych najmłodszej generacji, z końca XX w. skłania kolekcjonerów do ratowania od przetopienia w piecach hutniczych tych wyprodukowanych 40- 50 lat temu[6]. Wprawdzie ten temat nie dotyczył bezpośrednio historii Grudziądza, ale mówi o tak niedawnej obyczajowości, przedmiotach, którymi się otaczano tak dla podkreślenia swojego prestiżu, jak z konieczności. Dla ówczesnych dygnitarzy różnego szczebla, wyjeżdżających na częste delegacje taki budzik podróżny był niezbędny. Pozyskane np. budziki Thiel i UMF Ruhla z lat 40-50 mówią coś o ich właścicielach. Thiel w granatowym etui, z brązowa wyściółką należał do zakonnicy. Natomiast UMF Ruhla w brązowym etui i zielona wyściółką posiada na wieczku polską szachownicę. Być może należał do polskiego oficera. Obydwa egzemplarze do obecnej kolekcji trafiły w Grudziądzu. [1] M. Szajerka, Budziki mechaniczne jako przedmiot kolekcjonerstwa, Biuletyn koła Miłośników Dziejów Grudziądza, nr 28(440), z d. 23.09.2015 r. [2] Wówczas Chiny na arenie międzynarodowej oznaczały na takich produktach Tajwan. [3] Średnica tylnej osłony miniaturki Junghansa z lat 30-40 XX w. 49 mm. Średnica mechanizmu oficerskiej kostki z lat 20-30 XX w. to m.in. 54 mm. [4] Obecnie, z ogromną stratą dla środowiska kolekcjonerów grudziądzkich i nie tylko p. Janusz Bałdyga nie prowadzi już działalności gospodarczej i nie ma jego zakładu zegarmistrzowskiego. Nawet wśród zegarmistrzów grudziądzkich, nadal posiadających swoje zakłady była opinia, że jeżeli zegara nie naprawi w Grudziądzu p. J. Bałdyga, to już nikt go tu nie naprawi. Ten zegarmistrz zapisał się trwale złotymi literami w historii, grudziądzkiego zegarmistrzostwa 2 poł. XX w. i zasadniczo 1 dekady XXI w., chociaż nie był członkiem grudziądzkiego cechu. Warto jednak chociaż w ten sposób utrwalić p. J. Bałdygę w historii grudziądzkiego rzemiosła. [5] Niemiecka firma Mauthe w latach 50 XX w. produkowała budziki w etui ze skóry żmii. Inne wówczas było podejście do ochrony zwierząt. Okładziny klawiatury fortepianów wykonywano z kości słoniowej. [6] Jeszcze 2-3 lata temu naprawy budzików typu Europa podejmował się wspomniany tu zegarmistrz p. J. Bałdyga. Obecnie, po likwidacji jego zakładu, sytuacja uległa pogorszeniu. Tradycyjny zawód zegarmistrza zanika. Jest to kwestia kilku lat, że młodzi kolekcjonerzy zegarów i zegarków będą szukać z przysłowiową świecą zegarmistrzów w innych miastach, za pośrednictwem ofert internetowych.
