Inaczej do tego podchodzę. Dla mnie celebracją jest to ze noszę czy używam rzecz którą chciałem. Podciągam rękaw i widzę uśmiechające się do mnie wymarzone Pepsi, przez ten moment świat nie istnieje a u mnie endorfiny szaleją. NIe potrzebuję tego momentu w salonie. Do zakupów podchodzę tak samo czy są za 3 zł czy za 30 tysy (tak samo w sensie celebracji - bo jak mam wydać 2 zł na bułkę to przez moment się nie zastanawiam a jak mam wydać 30 k to przemyśle) ale nie potrzebuję w salonie tej otoczki itp. Ja tam idę coś kupić. Kupuję i wychodzę. Szkoda mi czasu na celebrację z gościem z salonu który jest dla mnie miły bo zostawiam u niego kasę. Wolę celebrować w samotności albo z kimś w jakiś sposób ważnym dla mnie. Szkoda mi czasu. Jego jedynego nie można kupić (za resztę zapłacisz kartą Master Card hihihihi czy jak to tam szło) Podsumowując to wolę zakupy bez celebrowania ze sprzedawcą. A przedmiotem cieszę się na codzień. W końcu po to go kupiłem.