Lec, piękna opowieść.. Przypomniałeś mi ,zapomniane określenie " spotkać się pod Patykiem" ( niekoniecznie w kwestii "patykiem pisanego" ) I choć moja Pani od Polaka to by Cię mocno wzięła w obroty.. za "rozłącznie-nierozłącznie" pisane to i tak, dzięki za kawałek prawdziwej Warszawy.. PS: nie każde wąskie spodnie to do razu 'rurki" a i Lambretta się znajdzie.. (tylko lata późniejsze nieco.. ) buty z tych czasów wciąż w szafie : nikt " na dzielnicy" nawet nie próbował sugerować,że "niemęskie" Z szaconkiem ! Pozdrowienia z Żoli Michał