Chyba kombinuje czy tam da się zrobić chatę? A my zdechnięci po Walijskich przygodach. Ale było bardzo fajnie W samej Walii zakochałem się chyba. Zaczynała się niepozornie. Mostem nad Severn. Foty (przynajmniej moje) nie oddają tego co gały widziały. To faktycznie jakby inny kraj. Mają lepsze drogi, mniej śmieci. Ale nic dziwnego skoro są bardzo uprzejmi i chętnie pomagają turystom w sprzątaniu na parkingach. My postanowiliśmy sami zadbać o porządek w zagrodzie. Żeby uniknąć ew. kłopotów językowych. Bo oni gadają całkiem innym językiem. Na szczęście po ludzku też robią dodruki. Wyglądają też dosyc podobnie jak olbrzym z legendy. Może nie tyle wzrostem, ale reszta pasuje. Co innego walijki Taka pierwsza z brzegu co pracowała na stacji benzynowej. Mmmmmm. Mówiła wprawdzie dziwnie, ale bardzo ładnie. Warto by było pouczyć się troszke tego jej języka. Ale nie było czasu bo...................... Jechać trzeba było dalej. Tamtejsza orkiestra Presley zbierał na szpital i zarządził szlaban na drodze No ale u nich to normalne. Za królową nie przepadają. Ona sama nazywa ich piratami, zdaje się że ma troszkę racji. Bo takie oznaczenia spotyka się u nich. No i ta nasza pierwsza ofiara. Z poziomu trawy nie wyglądała jakoś szczególnie. Ot taka se górka. Wleziemy, zejdziemy i wskakujemy na następną. Kto był w wojsku to wie że dzida bojowa dzieli się na: przeddzidzie dzidy bojowej, śródzidzie dzidy bojowej i zadzidzie dzidy bojowej. Zaś przedzidzie dzidy bojowej, dzielimy na: przedzidzie przedzidzia dzidy bojowej ....... itd. nie bedę pisać wszystkiego. W każdym razie da się to też zastosować do przeciętnej walijskiej górki. Z czego nie zdawałem sobie wcześniej sprawy Przedgórze góry walijskiej: Śródgórze góry walijskiej: Zagórze góry walijskiej: Każdy etap zajmował maaaaaaasę czasu. Nasi sąsiedzi ze sródgórza przedgórza zagórza góry walijskiej Fajną miejscówę nam zajeli dranie z Cornwalii. Mieli za to dużo soku który się przydał po wchłonięciu Ducha Luizjany. Bo nasze zapasy były , hmmmmm. No jak to powiedzieć. Nie ja je przygotowywałem. Mała powiedziała że zajmie się tym osobiście. Przed wyjazdem pobiegła do Lidla i zakupiła wpip żarcia. Wsadziła siatę do bagażnika i jazda. Z jej słów wynikało że uwzględnia moje łakomstwo. Uspokojonym, jechałem bez żadnych niepokojów. Na miejscu spoczynku Cytryna a przed zdobywaniem górki wysypałem zawartość tej torby żarcia. Zobaczyłem : Przy czym dowiedziałem się jeszcze że styropianowy chleb i puszka śledzi jest dal niej. Bo ona może sobie pozwolić. Ja się odchudzam i że stykną mi te jabłkowe muesli. ....Ale dostanę tez kawałek papryki..... Ja pie....... se myślę. Toż to nie ma kalorii żeby mała muszka się wzbiła w powietrze. A tu taka górka przed moim nosem...... Sto lat świetlnych do najbliższej wiochy............... E tam, nie zdechnę chyba..... Było i tak za***iście Następny nocleg juz nie był na górze tylko w jakimś zwierzęcym hotelu. Igle, Lion czy jakoś tak. O świcie pobudka i jazda dalej. Tzn do domku. Po drodze parę innych za***istych miejsc. Które nie wymagały umiejętności Kukuczki żeby sie do nich dobrać. Jeszcze tam wrócimy