Po raz kolejny miałem nieprzyjemność kontaktować się z serwisem Rolexa w Warszawie (W.Kruk) i po raz kolejny mam - delikatnie mówiąc - mieszane uczucia Za pierwszym razem przesłałem do nich zegarek, w którym były źle nałożone wskazówki - w chwili gdy wskazówka godzinowa idealnie wskazywała pełną godzinę, minutowa miała jakieś 15 min do 12-tej. Zegarek na serwis gwarancyjny. Po powrocie poprawa - z 15 min zrobiło się 10 - niby lepiej, ale pozwoliłem sobie odesłać ponownie do Panów serwisantów. Po kolejnej naprawie zegarek wrócił w stanie nienaruszonym. Zadzwoniłem więc do serwisu z pytaniem, dlaczego nie są w stanie/nie chcą skorygować wskazań. Usłyszałem dość długi wykład na temat budowy mechanizmów zegarkowych, norm, luzów na kołach i stwierdzenie "luz w granicach dopuszczalnych". Gdy pozwoliłem sobie na dalszą dyskusję Pan serwisant stwierdził autorytarnie, że niestety nie umiem poprawnie nastawić godziny w zegarku i uraczył mnie telefonicznym kursem obsługi koronki.... .Nie dalej jak pod koniec zeszłego tygodnia zostałem przez pracownika salonu W.Kruk skierowany do serwisu - powód chęć zakupu end linków lub całej bransolety do Tudora BB. Zadzwoniłem więc do serwisu, przedstawiłem cel swojego kontaktu wskazując model i referencje. Odpowiedź Pana serwisanta była szybka i zdecydowana - TEN ZEGAREK NIE WYSTĘPUJE NA BRANSOLECIE Oczywiście starałem się odpuszczać tak szybko wskazując Panu z drugiej strony słuchawki, że przecież mam trzy takie zegarki, wszystkie na bransoletach i wszystkie kupione w W.Kruk, że przecież to popularny/flagowy model Tudora , dość powszechny i pewnie Pan się pomylił..... Niestety, na nic moje wysiłki, Pan był nieugięty Może opisane przeze mnie sytuacje nie są jakimiś poważnymi problemami, ale w moim odczuciu ludzie pracujący w autoryzowanym serwisie renomowanej marki powinni wykazywać większe zainteresowanie swoją pracą i problemami zgłaszanymi przez użytkowników, oraz znać choć podstawową ofertę rynkową modeli serwisowanych marek