W kinie na Smoleńsku byłem wczoraj - seans na 21 w niedzielę w Wałbrzychu tłumów nie przyciągnął, ale ogólnie w CC straszne puchy były, więc pewnie frekwencja zdeterminowana przez porę dnia i dzień tygodnia. Co do samego filmu to trudno doszukać się tam choć odrobiny artyzmu, kunsztu aktorskiego, czy chociażby zaskakującej fabuły. Sporą cześć obrazu stanowią wplecione urywki z relacji reporterskich publikowanych w kanałach informacyjnych, co w mojej ocenia stanowi plus Smoleńska, gdyż obawiałem się ciągłej obecności na ekranie postaci znanych ze sceny politycznej. Co więcej, sam Prezydent Kaczyński pojawia się zaskakująco rzadko. Moje odczucia po wyjściu z kina były zgoła odmienne od typowych odczuć po filmach z gatunku kina akcji/sensacji. Przedstawione przez reżysera fakty nastrajają raczej refleksyjnie, gdyż poprzez zebranie ich w jednym filmie dociera do nas fakt bezradności państwa polskiego, niechęci lub braku interesu w wyjaśnieniu przyczyn katastrofy, przy jednoczesnych próbach zamknięcia tej sprawy maksymalnie szybko. (porównanie Pawła do katastrofy z 43 roku, bardzo trafne). Ostatnia scena - wybuch samolotu jest w moim odczuciu zbędna, wszak film rozpoczyna odgłos dwóch wybuchów i na tym reżyser mógłby pozostać... wszak przyczyny katastrofy nie dla wszystkich są jasne i pozostawienie tej kwestii niezobrazowanej byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem. Co najciekawsze, największym i najważniejszym przekazem Smoleńska nie jest oczekiwane przez wszystkich forsowanie wizji zamachu, lecz pokazanie rzeczywistości medialnej towarzyszącej relacjonowaniu i interpretowaniu faktów związanych z katastrofą i śledztwem smoleńskim, co stanowi dość ostry i personalny atak na TVN i część zatrudnionych tam osób. Podsumowując - film wart obejrzenie (niekoniecznie w kinie), pod warunkiem że jest się w stanie spojrzeć na przedstawione w nim fakty (nie tezy) w sposób otwarty.