fajny temat i fajne wypowiedzi mialam kiedys podobne fobie do kolegow, ale teraz luzuję... doszlam do wniosku, ze zegarek jest dla mnie, a nie ja dla niego i jesli sie kosztuje to po to by uzywac, nosic i cieszy sie nim.. w koncu zycie tak szybko biegnie choc do tej pory nosilam automaty teraz mam na reku o zgrozo- kwarzową Omegę. bo..jest ladna i cienka i lekka. Lubie duze zegarki, ale zaczyna bolec mnie przegub. Podobaja mi sie u innych zegarki na bransolecie, choc osobiscie wolę pasek skorzany. przecieram szkielko, oczywiscie lubie czyste zegarki, a nie..uwalone Nie jestem uprzedzona do zadnej z marek, czasem spie w zegarku, a juz na pewno on zawsze lezy kolo mnie, kolo glowy :] Przed snem zawsze poslucham sobie jak tyka... Boze co ja tu pisze