UWAGA - Spoiler!
Wczoraj obejrzałem Bonda i był to mój ostatni Bond. Przykro mi, ale nie spodobała mi się większość filmu. Fakt, były ciekawsze, wciągające, a nawet wzruszające momenty, ale reszta była przezabawna, zwłaszcza pościgi (loty na motocyklu, fruwające Land Rovery Defendery i driftujący, robiący bączki Aston DB5). Moja dziewczyna łapała się za głowę, a ja szczerze chichotałem. Nie mogłem się powstrzymać, bo sceny te, jak np. ucieczka starą Toyotą Land Cruiser przed najnowszymi Range Roverami i helikopterem były wprost komiczne. A chyba nie taki był zamiar twórców. Ogólnie można powiedzieć, że chcieli oni za bardzo i trochę im nie wyszło. Za to końcówka bardzo mnie zasmuciła. Po prawie 60 latach agent JKM odszedł...
Ale założę się, że chęć zarobku filmowców i producentów sprawi, że 007 powróci. I nie będzie on czarnoskórą kobietą... choć "to tylko numer".