Pojeździłem dwa dni opisywanym tu Mustangiem GT i mam swoje przemyślenia co do tego auta.
Ma sporo plusów dodatnich:
- wygląd
- praca silnika i dźwięk wydechu - tak brzmiącego fabrycznego wydechu jeszcze w żadnym aucie nie słyszałem, jest genialny, chociaż wiem, że moi sąsiedzi go aż tak nie polubili...
- emocje towarzyszące jeździe, a dodam, że jak jazda odbywa się w deszczu, to emocje bardzo mocno się nasilają
- wygoda w trasie, ale w końcu to GT, więc to nie powinno dziwić.
- dobrze zestrojone zawieszenie - w miarę komfortowe, ale jednocześnie pozwalające poszaleć na krętych drogach. Wymaga jednak pewnej ręki i nogi, bo jakiekolwiek zmiany obciążenia w łuku czy nerwowe korekty kierownicą wprowadzają go w niebezpieczne kolebanie, po prostu brakuje mu twardości.
Są też plusy ujemne:
- praca automatycznej skrzyni biegów - jest totalnie nieprzewidywalna, nieharmonijna i przy ostrzejszej jeździe wręcz niebezpieczna. Losowo pojawiające się potężne szarpnięcia przy zmianie biegów pojawiają się także w zakrętach pokonywanych na granicy przyczepności i robi się niebezpiecznie, bo potrafią wprowadzić w lekki poślizg. Przejechałem ok. 250 km w krętych górach i uznałem, że jedynym sensownym trybem jest jazda "na łopatkach", skrzynia wprawdzie też wtedy szarpie, ale przynajmniej wtedy, kiedy ja chcę, a nie na zakręcie. Pogodzić się jednak trzeba z ogromnymi lagami, czasami od klikniecia łopatki do zmiany biegu mija sekunda. Rozmawiałem na ten temat z Irkiem, który posiada takiego Mustanga i twierdzi, że sama skrzynia jest bardzo dobrym projektem, tylko Ford ją fatalnie oprogramował, nie mam powodów, żeby się z nim nie zgadzać.
- jakość materiałów we wnętrzu i ich montaż - jeździłem autem mającym niecały rok i 20k przebiegu, ale sporo rzeczy w środku klekotało, a plastiki w środku no cóż, są na poziomie Dacii.
Ale podsumowując, zrobiłem 900 km i były to bardzo przyjemne dwa dni. Nie kupiłbym jednak takiego samochodu dla siebie. Jest za mało uniwersalny na daily (mam 178 cm wzrostu a za mną ledwo wcisnął się mój 13-letni syn, bo prawie zgniotłem mu nogi) i za mało sportowy jako weekendowa zabawka.