Deszcz leje, jestem chory, więc naszło mnie na okołorowerowe rozważania. Nadal myślę nad zimówką - ten rower zaproponowany przez kolegę Revolta jest za duży, poza tym obawiam się, że mógłbym nie podołać z jednym przełożeniem. Rozglądam się też za mocniejszymi kołami do roweru trekkingowego. W sklepie rose znalazłem ciekawy zestaw za 179 euro. ATB wheelset, consisting of: · Rims: Mavic A 719, 36 hole (item no.: 1712087) · Front hub: Shimano XT HB-T780 silver, 36 hole (item no.: 1770285) · Rear hub: Shimano XT FH-T780 silver, 36 hole (item no.: 1770294) · Spokes: DT Swiss Champion, silver · Nipples: DT Swiss Double Square, brass Ważę sto kilogramów, poruszam się po mieście, więc koła muszą przetrzymać wszelkie dziury i krawężniki. Waga kół nie ma dla mnie znaczenia - ważne, żeby były pancerne. Te powyżej dadzą radę? Kolejna sprawa - mam w rowerze zwykłe v-ki, siła hamowania jak dla mnie wystarczająca, do tego prostota i niezawodność. Zastanawia mnie jednak, czy w moim przypadku, gdy jak to w mieście ciągle muszę hamować, to biorąc pod uwagę zużywanie obręczy przy hamowaniu nie byłoby lepiej przy okazji zainwestować w hamulce tarczowe. Tu znowu problem - przy zwykłych szybkozamykaczach te cholery dzwonią, więc może mechaniczny tarczowy z ruchomymi klockami jak np. trp spyre C? Wtedy można łatwo ustawić odległość klocków od tarczy i uniknąć dzwonienia/ocierania. Czy może przesadzam i obręcze zużywają się tak wolno, że zdążę już zmienić rower? Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka