Niezbyt często zaglądam ostatnio na forum, ale to mnie na tyle poruszyło, że muszę się podzielić. Dzisiaj byłem świadkiem smutnego wydarzenia, a w zasadzie dwóch: Byłem w Jaworznie, wyjątkowo, u nowo znalezionego na necie zegarmisztrza Macieja odebrać moje chrono Burana po wymianie szkła na nowy minerał. Nie po drodze było mi do p. Romualda z Butomia, który od lat zajmuje się moją kolekcją. Wszystko tu ok, zero uwag. Szybko i dobrze, choć nie powiem, że tanio. Przy odbiorze był pan, który przeglądal całą górę radzieckich należących do zegarmistrza i wybierał... same złocone i kraby kirowa chwaląc się, że połowa w kociołek, a kraby skupuje tylko po to, żeby wsadzić ukraińską tarczę Sputnika i opchnąć to na olx i allegro. To nic, że były tam firanki w ładnym stanie, które zegarmistrz sam pogoniłby za 3-4 stówki (serio ładne stany, tylko przegląd zrobić), on to sprzedawał targowiskowej mendzie za ułamek wartości. Co się sputnikowemu twórcy nie podobało, to majster brał i zrzucał z biurka w karton jak śmieci, bo to radziecki chłam. Co już mnie powaliło na kolana, to fakt, że zegarmistrz miał PODROBIONĄ Omegę Constellation z czym się nie ukrywał, i którą oczywiście łyknął sputnikowiec. Dziwi pogarda zegarmistrza wobec radzieckich zegarków przy czym nie przeszkadzało mu trzymać na wystawce na sprzedaż badziewie pokroju Gino Rossi, Jordan Kerr i resztę chińszczyzny. Dziwi, że miał i sprzedał podróbę Omegi. Dziwi, że sprzesał zegarki dziadowi wiedząc, że ten je zniszczy __________ https://www.instagram.com/prz.wil/