Rano wstałem i natychmiast pognałem do kalendarza rączo, żeby sprawdzić, czy przypadkiem to nie Dzień Kobiet się zaczyna! Robię tak od stycznia, żeby nie przegapić, przysięgam. Niestety, w nocy wyrób psopodobny pożarł kilkanaście ostatnich kartek- nijak się nie mogłem więc zorientować. Zadzwoniłem do kolegi- biedak był przekonany, że zaczął pić wczoraj, a wczoraj to był przecież trzeci i to wiemy na pewno, bo żona rano wyjechała do sanatorium. Ustaliliśmy zgodnie: jest 4 marzec. Kolega zadał kłopotliwe pytanie: "dlaczego dzwonisz do mnie, skoro się widzimy?". Wpadłem w stupor. Czemu on śpi w mojej wannie? Potem poszliśmy na piwo i było fajnie. Raczej wszystko wokół wyglądało na czwarty, najpóźniej piąty dzień marca. W domu, na stole mieliśmy kilka 0.5, co nas upewniło w obliczeniach, a 0.7 uznaliśmy raczej za nastawiony budzik (żeby nie zapomnieć o Dniu Kobiet!). Naprawdę się staraliśmy. Chcąc się przygotować do zbliżających się obchodów, śpiewaliśmy ucieszne piosenki i ćwiczyliśmy składanie życzeń przy okazji toastów. Potem pies wyrzygał na kanapę zeżarte kartki. Na wierzchu leżała oskarżycielsko ta z ósemką (to taki mały bałwanek). Któryś z nas (bo przyszli jeszcze inni koledzy) zdołał otworzyć klapę laptopa i ... To naprawdę nie nasza wina, że nie sprzedają płynów w pojemności 0.8 z alarmem! Ja zawsze, ja co rano, kalendarz, ale pies.. I tego się będę trzymał! Ekspiacja: Kasiu, wszystkiego najcudowniejszego, budzika wielkości słonia, całego ze złota, wybacz, zegary jeszcze jakoś ogarniam, z kalendarzem już licho... Życzenia nieustające! Wszystkim Paniom oczywiście! Jak ja zapamiętam, że piętnastego Jejmość wraca??? Uff, od czego są koledzy- przynieśli 1.5, żeby nie latać po zimnie! Stoją dwie, ta druga dla przypomnienia.