-
Liczba zawartości
1933 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
6
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez fibo
-
Ja tam lubię, jak maszyna jest troszkę większa... Taka PRGrega śliczna! I nie tylko do zegareczków damskich, ale i w domu, i w zagrodzie. No, piękna, z wyposażeniem, bardzo mi się podoba. Bym zanabył i nie marudził . Gratulacje! Nie to, żeby zaraz takie coś, no to już przesada...
-
Ja tam drożdżówkę z lukrem zżeram, ale z tytki jak i Ty . Tylko potem tytkę do puszki wywalam...
-
Moszna! Ale zmienił peron na 9 i 3/4, potem odjechał do Hogwartu. Albo jak zwykle, raz w miesiącu zajmuje się magicznymi klepsydrami, albo... Meteoryty, znaki na niebie, coś się kroi .
-
A to z oszczędności wielkopolskiej, szkoda nawozu na krowinie, skoro się może przydać... Na Wschodzie ludziska bardziej rozrzutne . Panowie, jeszcze chwila i zaczniemy wymieniać uwagi kto za Legią, kto za Lechem, a kto za Pogonią! Niewątpliwie zachodnia cywilizacja niewolnych usiłowała bardziej przeszkolić, żeby narzędzi nie psowali (do czasu), a wschodni carowie woleli poddanych rozpić do krańca, ale to już historia. Teraz Viribus unitis trzeba, Najjaśniejszy Pan miał rację .
-
Aż strach się odezwać, bo Dziadek zobaczy i rzeknie... i będzie poruta. Od wiedzy roczniakowej i analizy zdjęć, to On ci jest! Póki co: korona nie od niego, sterczyny korony nie od niego, osłony włosa brak, śrubek brak. Wahadło GB właściwego typu, ale czy od tego egzemplarza? Trzeba prosić o zdjęcie spodu. Kluczyk? Brak zdjęcia... Szkło wystaje w kosmos.
-
I Rozbicie Dzielnicowe . Mam tylko nadzieję, że wiz nie będzie i gdy zacznę sp***rzać do UK, to jakoś przejadę bez myta... Ale dla dobra porozumienia ponad podziałami OK, niech żyje! Z braterskim pozdrowieniem z Kongresówki (Boże broń, żadnego entuzjastycznego okrzyku) P.
-
Lepiej bym tego nie ujął . Dzięki! Plusy i minusy dodatnie, jak mówi klasyk... Czuję się jak mamut, rozpamiętuję "okazje", gdybym się zegarami zajmował jak odznakami, to może miałbym co pokazać, a tak... Ustawienie zalotu ciągle straszy Tempus fugit, aeternitas manet...
-
Do Ułana: W wymiarze czterdziestoletnim, ale ogólnie "starocie" to może tak: Mnóstwo było wspaniałych przedmiotów i mało znawców, a rynek pod laików ustawiony. Ludziska brali co bardziej eklektyczne i złotolem pomazane rzeczy, brudne, piękne zardzewialce miało się za grosze. Z każdej giełdy wracałem z jakąś zdobyczą, ograniczany finansami jedynie. Odznaki pułkowe często się odkręcało z pasków harcerskich i wymieniało na współczesne- bardziej świecące. Meble cudnej urody, prawdziwie stare, do odnowienia, książki, porcelana, o zegarach nie mówiąc. Stojących prawie nikt nie chciał, bo jak to w bloki obok meblościanki wdusić? Tylko kieszonki i ręczne targowali zawzięcie panowie o aparycji cinkciarzy, tworząc swój zamknięty klan. Potem się rozpoczął biznes, lata 80 i 90 już się charakteryzowały większą ilością "wiedzących", choć i wtedy można było jeszcze coś wytargać w całości i do renowacji 100% oryginał. Po 2000 już wracałem z pieniędzmi- w zalewie kopii nie było na co wydać kasy. Jeszcze przed 6 rano jakieś targi z profesjonalnymi handlarzami dawały efekt... Dziś jadę dwa razy w roku dla fanu bardziej i miłych wspomnień. 90% składaków, wtórne elementy, nówki robione na stare, cały przemysł się pojawił i działa pełną parą. Od kiedy staliśmy się bogatsi, jest na tym chyba bardzo dobry interes do zrobienia, więc kiedyś składak był efektem nieudolnej naprawy partacza, a teraz to "żądza pieniądza". Z czterech zegarów i części do motopompy powstaje nowy "wiedeniec" , wypalarką robi mu się dowolny napis na werku i heja! Jest kasa! Się sprzeda. Może same mechanizmy, części zegarowe, brakujące elementy można znaleźć, ale perełki albo pochowane dla stałych odbiorców, albo "w ludziach". A co do dostępności- myślę, że cezurą było otwarcie granic i rynków na całą Europę. Przez dziesiątki, setki lat z Polski się wywoziło wszystko, łącznie z kamiennymi portykami , więc ceny nielicznych pozostałości szybowały, nie było wiele do kupienia. Teraz np. zegary francuskie kominkowe się zwozi do Ojczyzny i traktuje z atencją, a jest tego na Zachodzie więcej niż krów w Indiach. Nie mówię, że brzydkie, no taki nie jestem . Ogólnie rynek się otworzył, internet umożliwił, sprytni ludzie się uwijają... Trzeba tylko kasy. Trochę tęsknię za atmosferą "polowania", grzebania w śrubkach i guzikach, przepatrywania pudeł, ale to se ne wrati. A przy okazji Kaina i Abla: mistrz Jan Sztaudynger taką fraszkę popełnił: " W końcu historia zapomina czy Kain Abla, czy Abel Kaina"
-
Tak sobie o sowach pomyślałem i: Przychodzi facet do sklepu zoologicznego i prosi o jakiegoś fajnego ptaka dla syna na imieniny. Proszę uprzejmie- tu mamy różne ptaki, sprzedawca pokazuje papugi, kanarki, gwarki. Klient ogląda, wybiera, w końcu widząc, że wszystkie mniej więcej w podobnych cenach dopytuje: - a co one potrafią? - Panie, jedne cudnie śpiewają, inne mówią jak ludzie, odpowiadają na proste pytania, mnożą do setki, znają się na zegarze i wiedzą gdzie północ, a wszystkie kosztują około 800 zł od sztuki plus klatka. - no dobrze, a ta sowa w kącie co robi, że cena na karteczce 20 000 zł?!! - nic nie robi, siedzi, drzemie, czasem sobie piórko poczesze, łypnie na inne... - no to zwariował pan, taka kasa za zwykłe ptaszysko? - niby tak, ale inne ptaki całują ją w łapę i mówią do niej "Szefie"!
-
topi w stawie z okrzykiem: GIŃ?
-
Do Rescha jestem przekonany jak cholera, tyle, że teoretycznie . Wolne miejsce na ścianie czeka z utęsknieniem. A orderów Najjaśniejszego Pana nie zbierałem, bo w Kongresówce było tego jak na lekarstwo. Dopiero gdy przeniosłem swoje poszukiwania do Krakowa, no tam to była kopalnia! Tyle, że wtedy to już bardzo aktywnie jechałem Polskę w 1WŚ. Ten od gwiazdy chyba nawet gdzieś mi się wala, niestety w piątej, najniższej klasie, dla ludu prostego. Komandoria z gwiazdą to już było coś, co miało wagę! Swoją drogą, KuK medalierzy byli moim zdaniem najdoskonalsi w tamtym czasie w Europie. To co wyprawiali... no, cacka biżuteryjne! Najjaśniejszy Pan odznaczał nawet szefa kurnika, czy młotkowego stacyjnego, by lojalność poddanych zapewnić, więc odmian, typów, rodzajów tysiące- a wszystkie wspaniale wykonane! Doskonale to widać np. po odznakach patriotycznych zamawianych przez NKN w Wiedniu w początkach wieku- najśliczniejsza robota ze wszystkich... Ło matko, to dopiero "off" wyszedł, PRZEPRASZAM! PS. to mogła być też pierwsza klasa, ale nie wiem jakie wymiary gwiazdy...
-
obstawiam to drogi Watsonie :
-
Oj, Tolkien... Niektórzy mają przepastne piwnice, inni przepastne marzenia. A wszyscy się tu spotykają... Jednym o ułamki milimetra chodzi, drudzy tylko pragną uruchomić, ale jak kto umie- pomaga nowym entuzjastom. Już to pisałem kiedyś- gdyby nie koledzy, miałbym dużo złomu na strychu, a dzięki wiedzy "tuzów" chodzi dużo zegarów w moim domu. Nie ma co wytykać, że niektórym z nas smak nakazuje kolekcjonować unikalne konstrukcje, trzeba się cieszyć, bo piękne egzemplarze żyją dłużej i przetrwają nas. I jeszcze zrobione lepiej niż w muzeum... Były zegary robione fabrycznie, ujęte w katalogi- te próbuję odtworzyć zgodnie z manufakturową normą, były inne, zamawiano do nich obudowy pod styl mebli- wtedy można poszaleć. Poza tym, ilu pasjonatów, tyle poglądów na sposoby konserwacji i rekonstrukcji. Myślę, że nie należy zbytnio "podsypywać do pieca", z postów wszystkich kolegów wynika wiedza, WIEDZA, dzielą się nią życzliwie i to jest sens bycia na forum. pozdrawiam ciepło P. PS. Naprawdę, nie mam porcelanki do soczewki, ja linkowe głównie...
-
a u mnie się ostało tylko tak: numer mechanizmu 1188956 (z medalem po lewej, GB po prawej), "krzywy" numerator. Z UK, na bank nie grzebany. Różnice w kroju stempla, mogły się zmieniać przez lata chyba. Chociaż, po namyśle... może i taki sam... Z drugiej strony, wykonanie takiej pieczęci to sekund pięć, no dobra, godzina. Kiedyś robiłem exlibrisy... Ale wszystko możliwe, mój z wilgotnego kraju , się zdefasonował przez sto lat z dużym okładem. W suchym domu, zadbany, mógł przetrwać jakby wczoraj nabity.
-
Wiesz Ulan, to co napiszę, to już pełne bajkopisarstwo "na dobranoc", ale zadając moje pytanie kilka dni temu, wyobrażałem sobie jedyne logiczne wytłumaczenie bardzo przystające do hipotezy WueMa. Miałem wrażenie, że loga i numery z tylnej płyty nabijano przed wierceniem, następnie po przewierceniu, wstępnym spasowaniu i wykończeniu dobijano kolejne numery tworząc komplet (myślałem o stanowisku fachowców od frezów i wierteł). To coś w rodzaju kontroli międzyoperacyjnej. Dopiero po tym zabiegu całość byłaby transportowana do pracowników o umiejętnościach ściśle zegarmistrzowskich. Ci składaliby zegar. No i jeszcze ten podpis na wahadle jako ostateczna kontrola techniczna- odbiorcza. Ze smutkiem oświadczam, że nie pracowałem u GB i to tylko takie pytlowanie, ale na mój prywatny użytek wyjaśnia mi to trzy wzory stempli używanych w jednym zegarze (plus czwarty- pisany ). 1- płyta tylna (śliczniutkie) 2- przednia (nierówne, innego kroju) 3- flaki i trzpień (małe) 4- wahadło Tak czy inaczej numerki coś mówią...
-
Dziękuję bardzo WueM za podzielenie się swoimi przypuszczeniami, też mi się tak wydawało, ale ponieważ niewiele roczniaków widziałem, a jeszcze mniej rozebranych, więc chciałem opinii kolegów bardziej doświadczonych. Twoje hipotezy wzmacniają to, co i mnie się wydaje, więc będę zwracał na numeratorki uwagę. Mam takiego roczniaka, z nabitymi numerami, lub końcówką trzycyfrową prawie wszędzie, nawet na pokrywce bębna od środka . Twoje zdanie jest moim zdaniem przypuszczalnie prawdopodobne, pozdrawiam serdecznie PS. a to giówno ze srebrzonej tarczy oparło się wszystkim znanym mi rozpuszczalnikom. Trochę się poddaje tylko żelowi do usuwania powłok malarskich. Powoli jednaki i niechętnie.
-
Kiniol ma rację! Germanistka JEST przystojna, bo kiepsko czyta tę cholerną czcionkę! A w trzydziestym szóstym to przestała być powabna Babka tejże (Germanistki, nie czcionki). No! Ad rem: ona twierdzi, że kaligraf mocno "pojechał" i "przeozdobił" napis. W źródłach nie znalazła nic stuprocentowego niestety, za dużo w napisie nonszalancji. Ale skłania się najbardziej ku H lub K (imię), oraz F lub B (nazwisko), biorąc pod uwagę szkielet liter i to, czego się nie powinno modyfikować, wyginać etc. Wydaje się jednak, że rysownik chciał bardzo ładnie logo zaprezentować i włożył w to zbyt dużo fantazji. Przez co wzorniki oficjalne mało się przydadzą. Chyba trzeba szukać kombinacji z zastosowaniem różnych liter... Czemu my tacy drażliwi w Nowym Roczku jesteśmy? Każda praca posuwa wiedzę do przodu, coś z niej wynika, jest z czym polemizować, dokąd się księgi handlowe nie odnajdą w jakimś loszku- wszystko będzie hipotezą. Hipotezy są na stałe "w konstrukcji". Dobrze, że się Waszmościom chce je tworzyć! Pax, pax między rodakami lubymi
-
* fibo - ratuj ! Jestem gotów do zbawiania Świata! Miecz ostry, zbroja naoliwiona i nie skrzypi, koń nażarty! Tylko kierunek nieznany- statystyk ze mnie żaden, w Gotyku nie czytam, Rescha nie mam... Ale w gotowości pozostaję . Swoją drogą: litery na tarczy wydają mi się malowane z ręki, więc o wzorniku- żarcik taki. A co kaligraf miał w głowisi... Spróbuję dopytać u pewnej bardzo przystojnej Germanistki.
-
To piękna, stara, otwarta czwórka, ale... nie ta. Inny komplet, inny wzór. Na roczniaku z prostą kreską i z szeryfem na poprzeczce, Twoja z łukiem i bez szeryfa. Chyba zacznę sobie numeratory obserwować. A czy koledzy mają wiedzę na którym etapie produkcji bito numery i logo? Czy mogło być tak, że tylna płyta miała już wszystko ponabijane przed wierceniem i pasowaniem z przednią? A w związku z tym przód był znakowany później, w innym miejscu i innym kompletem? Jeśli wyważam otwarte drzwi i wszystko wiadomo, to przepraszam za zaśmiecanie, mam jeszcze małe rozeznanie . Nie daje mi spokoju ten śliczny, z równą siłą wytłoczony i starannie wybity widoczny tył, oraz przód przesłonięty tarczą- nierówny, z różną energią i ułożeniem pukany, innym kompletem.
-
No więc właśnie o tym sobie pomyślałem- że jest różnica (chyba) czasami występująca między krojem numeratora na płycie przedniej, oraz tylnej... Staranność nabicia też wg. tego samego klucza- z tyłu perfekcja (bo klient widzi???), z przodu jako pomoc w montażu tylko. Za mało wiem o zegarach, żeby tu się mądrować, ale do krojów cyferek, punc i innych gmerków zawsze przywiązywałem wagę . Noworocznie pozdrawiam!
-
Mam pytanie do WueMa, Dziadka, innych kolegów: czy spotkaliście się w roczniakach GB z takim wzorem (krojem) numeratorów jak te z przedniej płyty? Zastanawia mnie, że wszystkie moje roczniaki mają numer nabity krojem takim, jak w płycie tylnej 2005468. Ja ich mam niewiele, ledwo osiem, ale numerator od najstarszego do takiego z końca produkcji jest ten sam chyba. Przez lata "na stanowisku numerowania" stosowano numeratory o tym samym wzorze czcionki (moim zdaniem ). Poza tym równiutko wybite, z jednakową siłą. Tutaj numery 2005451, oraz 468 jakby lekko na bani były, nie mówiąc o odmienności w 4 i nie tylko. Nie wiem o czym to może świadczyć, może o innym komplecie na hali montażowej do nanoszenia korekt, aż się boję snuć teorii, więc wrócę do pytania: widzieliście na roczniaku GB "otwartą czwórkę"? A jeśli tak, to na tylnej płycie? I z nonszalancją wytłuczone cyferki?
-
Śliczny gwiżdżący budzik z malutkim wahadełkiem
-
Albo stare śrubki szczotą obrotową oczyścić i użyć, albo opcja kiniol (błagam- bez szczotki obrotowej, kiniol delikatnym jest), albo ja, również bezszczotkowo (pewnie też coś znajdę). A budzik mniam wyszedł! Cukiereczek! I ślicznie się tarcza domyła! Czym ją tak dopieściłaś? pozdrawiam
-
Mam jeden zegar podobny do Twojego, z identycznym mechanizmem. "Nie je, nie pije, a chodzi i bije" blisko sto lat pewnie i jeszcze pochodzi . W rodzinie "od zawsze". No, mniej wykwintny werk od pełnopłytowych cudów solidności techniki, ale pracuś. Daje radę. Kolekcjonersko to szału nie ma, ale jako pierwszy zegar, stary, klasyk, szybki szlifowane są w komplecie, pionizery, nieobity... Fajny do przygarnięcia, co ma się po obcych poniewierać. Pokaż, jaki kupisz drugi .
-
To nie była krytyka! Przepraszam jeśli tak to odebrałaś! Nie miałem takich intencji! Ja napisałem o moich wrażeniach, które miałem, oglądając zegar, ale to były tylko moje odczucia. Zresztą okazało się, że wielu ludzi go doceniło, bo byli skłonni zapłacić duże pieniądze (poszedł za 560 z kosztami). Ponieważ nie handluję, więc nie brałem pod uwagę odsprzedaży, tylko własne wrażenia. Poza tym, najbardziej lubię linkowe, to pewnie też miało wpływ... Miłośnik firmy GB patrzyłby na niego inaczej pewnie. A, że niezbyt perfekcyjny? Takie GB robił, to takie są. Znak czasu. nic mu to nie ujmuje. I mechanizm ciekawy- jak Tarant napisał. Cenę z aukcji podałem, bo kilka zegarów spadło poniżej kosztów, kilka wycofał w ostatniej chwili, więc pomyślałem, że gdyby nie sprzedał, to ewentualny zainteresowany miałby dobrą podstawę do negocjacji . Podsumowując: podsyłaj informacje, bo może dzięki temu więcej się zauważy, jeszcze raz się kajam, gdyby nie długa droga z Manchesteru- dostarczyłbym bukiet osobiście, a tak, tylko wirtualnie... ukłony
