Widział, widział, widział i widział. Nic z tego nie wynika, bo widział poważne obiekty, których amatorzy nie podźwigną, a odpowiednie instytucje, lub fundacje (piszę o UK) i owszem. Pod nadzorem wybitnych specjalistów, a nie majsterklepków. Mniejsze rzeczy oczywiście dają radę, za własne pieniądze i z wielkim pietyzmem. Tylko żeby władować w coś prywatną kasę, często dużą i tysiące godzin pracy, to trzeba mieć gwarancję własności. Na Wyspie rynek np. maszyn parowych jest obszerny, możesz bez trudu kupić sobie coś wspaniałego, spędzić nad tym trzy lata, wydać na renowację całe oszczędności i w razie kłopotów- po latach spieniężyć. Lub budować kolekcję w ramach dostępnych funduszy. Albo coś sprzedawać, coś kupować, aż się dojdzie do egzemplarzy najbardziej pożądanych. Cutty Sark i jego wielokrotna odbudowa, to najpierw dzieło Royal Navy, potem fundacji pod patronatem królewskiej rodziny etc. etc. A jedna z większych w świecie maszyn parowych działających nadal, w Sheffield Industrial Museum, to zadanie przekraczające nawet wzmocniony batalion rozentuzjazmowanych amatorów. To Council i kupa systemowych donacji + fundacje + agendy rządowe. Z czego nic nie wynika moim zdaniem, bo pewnie trzeba tak i owak próbować ratować jak najwięcej, jeśli się chce i potrafi. Jest poważna dysproporcja środków między UK a PL, więc IMO amatorzy w Polsce powinni o wiele większą wagę przywiązywać do ich pozyskiwania z zewnątrz. Ale nie ma sporu- dobrze jest ratować historię, niedobrze ją bezpowrotnie niszczyć. Do tego akurat nie trzeba mnie przekonywać. Amen.