Moim zdaniem najprostszą metodę podał Namor. Jeżeli już się zdecydowałeś na kwas ortofosforowy, to on co prawda usuwa tlenki, ale tworzy fosforany, osadzające się na powierzchni żelaza. Mnie to wkurza, bo mają charakterystyczny, szary kolor, a ja chciałbym zwykły żeloz mieć. Czasem jednak z tej metody korzystałem, przy poważnej i rozległej rdzy. Wtedy moczyłem dobę, następnie stalową szczotką usuwałem co się dało, powtarzałem proces i powtórnie szczotkowałem, żeby zedrzeć tym razem szare fosforany. Piszę oczywiście o czymś na podób Fosolu, niewypracowanym, nieprzereagowanym, nierozcieńczonym, o znanych parametrach. Oczywiście używałem stalowej szczotki obrotowej, mosiężna nada całości niemiły, żółty kolorek i znowu trzeba czyścić. Trzecia metoda kiedyś przeze mnie używana (zbierałem dawno temu broń białą), to moczenie w nafcie ze dwa dni i potem szczota stalowa obrotowa. W razie konieczności- powtórzyć. Teraz to nie ma co kombinować, tylko zrobić jak Dziadek radzi.