Dzieciństwo i wczesną młodość spędziłem mieszkając niedaleko Kirchola, ogromnej nekropolii żydowskiej. Tam chodziliśmy się bawić, dla nas był to ogromny, zarośnięty gęsto, dziki park (około 40 ha) wewnątrz blokowych osiedli. My, dzieciaki widzieliśmy setki "poszukiwaczy skarbów", którzy włamywali się do każdego większego grobowca, niszcząc przy okazji pomniki, łamiąc kamienne ściany, rozwalając drzwi... Szukali złota i biżuterii!!! Jak wszyscy wiemy, Żydzi to naród podstępny i kosztowności chowali w grobowcach, chcąc je zabrać do swojego nieba. Jeden z takich poszukiwaczy skręcił sobie kark, bo (dorosły człowiek!) wierzył, że sklepienie ogólnodostępnego mauzoleum Poznańskich (tych fabrykantów), jest od środka wyłożone złotymi rublówkami... Wysokość była znaczna, więc zlatując- wyzionął ducha, ciągle marząc o skarbie. Sufit zaś mienił się z powodu szkiełek, tworzących mozaikę. Obyczaj rabowania grobów, poszukiwania w nich złota, srebra, diamentów, oraz jajek Faberge, ma w narodzie długą tradycję, niestety.