Tak, to jak w tym kawale:
- Chciałbym jeszcze raz pojechać do Paryża.
- To już tam byłeś?
- Nie byłem, ale już raz chciałem.
Podwyżki będą na pewno, nie tylko zegarków. Niektórzy zapowiadają wielki kryzys ekonomiczny, w którym ceny zegarków mogą się okazać najmniejszym problemem. Z punktu widzenia nas, kolekcjonerów i entuzjastów, podwyżki nie są takie złe, bo nadal można będzie sprzedać inną omegę albo dwie i kupić sobie moonwatcha. A jeśli ktoś akurat nie ma omegi albo innego dobrego zegarka na sprzedaż, zawsze może sprzedać coś niepotrzebnego i kupić sobie moonswatcha, jeszcze bardziej niepotrzebnego.
Znacznie gorszy byłby gwałtowny spadek cen, bo wtedy musielibyśmy patrzeć jak wartość naszych kolekcji leci na łeb, na szyję. Wszystko jedno czy to speedmastery czy g-shocki.
Na razie widać głównie podwyżki, więc można spać spokojnie, najwyżej się czegoś nie kupi. Bardzo doceniam taki aspekt życia, że zawsze mogę czegoś nie kupić, o ile oczywiście nie jest mi to niezbędne do życia. Internet wprawdzie brzęczy o rzekomym spadku cen roleksów, ale ja tego jakoś nie widzę. Może jeśli ktoś śledzi ceny na rynku wtórnym, zwłaszcza modeli drogich i mało popularnych, to odnotuje jakieś względne spadki. Ja się tym nie przejmuję.
Przejmują się ci, którzy uważają, że zegarek może być inwestycją. Teoretycznie Rolex, jako jedyna marka, może być pewnym długoterminowym zabezpieczeniem finansowym ale raczej w sytuacji, kiedy rynek jest stabilny. Co innego próbować szybko sprzedać drogi zegarek, nawet roleksa, w sytuacji załamania rynku. Wtedy jednak wartość pieniądza często spada szybciej niż wartość przedmiotów materialnych, więc nie jest to aż taki problem. Problemem jest czas, który trzeba wówczas mieć, żeby przetrwać do momentu aż znajdzie się zainteresowany nabywca.