-
Liczba zawartości
1559 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez ireo
-
-
A ostatnie? Rzecz w tym, że Kautsky’ego i innych „klasyków” od dawna się nie wydaje. Gdyby takie rzeczy wydawano, to by się wydało. Znaczy, wyszłoby na jaw, jak słabe intelektualnie są podstawy „myśli lewicowej”, w tym obecnych jej wersji i interpretacji.
-
Wygląda to na wiadomość od „Twojego Osobistego Doradcy AI z NFZ”.
-
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
O, spodek! 👍🏻 -
W tym roku, zanim zdecydowałem się na kolejny diver marki Orient, spędziłem sporo czasu na tropieniu historii tego zegarka, który - jak większość omawianych w dziale Heritage - jest reedycją modelu sprzed ponad 60 lat. Orient Star 75th Anniversary M42 Diver 1964 1st Edition F6 Date 200m Rzadko mi się zdarza napalić na zegarek bez odczekania co najmniej roku, a najlepiej kilku lat, od premiery danego modelu. Zazwyczaj przyjmuję postawę wyczekującą. Dodaję upatrzony model do obserwowanych na Ch24, przyglądam mu się ze wszystkich stron, przymierzam (jeśli się da), czytam recenzje i inne dostępne materiały. Jeżeli w międzyczasie zegarek nie przestanie mi się podobać lub nie zostanie zdetronizowany przez jakiś inny, to ewentualnie w końcu kupuję. Z moimi nurkami marki Orient było trochę inaczej. Najpierw w 2019 r., niecały rok po premierze, pojawił się u mnie diver zwany Triton albo Neptun, zależnie od rynku. Występował w trzech wersjach kolorystycznych (czarny, czarny ze złotym i niebieski), różniących się numerami referencji. „Przemówiła do mnie” wersja czarna z pozłacanymi detalami (RA-EL0003B00B), które dodawały zegarkowi głębi. Moja recenzja tego modelu pewnie jest jeszcze możliwa do odnalezienia w forumowym archiwum. Orient Triton (Neptune) RA-EL0003B00B Obła koperta z asymetrycznie umieszczoną skalą rezerwy chodu, z koronką i datą na godzinie czwartej, pomimo rozmiaru 43 mm bardzo dobrze się nosi i nadal robi wrażenie. Z czasem zrezygnowałem tylko z oryginalnej bransolety, średnio funkcjonalnej, na rzecz paska z grubo plecionego perlonu, na którym noszę ten zegarek do tej pory. Po dwóch latach Orient wycofał ten model z oferty a jego następca, pozbawiony wskaźnika rezerwy, nie zdobył aż tak wielu zwolenników. Sam fakt, że „tryton” nie wypadł z mojej kolekcji przez siedem lat (!) i nie został zastąpiony czymś innym, świadczy o moim niesłabnącym upodobaniu do tego zegarka. W roku 2026 marka Orient Star, utworzona w 1951 r., obchodzi 75. urodziny (Orient powstał w 1950, rok później wydzielono markę Star, na podobnej zasadzie jak Seiko i Grand Seiko). Z tej okazji pojawiło się kilka modeli rocznicowych, w tym Orient Start M45 F7, M34 F8, i oczywiście diver M42 F6 o pełnej nazwie Orient Star 75th Anniversary M42 Diver 1964 1st Edition F6 Date 200m. Pomyślałem, że są firmy zegarkowe biegłe w wyszukanych komplikacjach mechanizmów, a są też takie, które wyżywają się w komplikowaniu nazw. Długa i skomplikowana nazwa może w tym przypadku pomóc rozplątać pewne zamieszanie, którego autorem jest sam producent. Otóż nie jest to ani jedyny, ani pierwszy zegarek, odwołujący się do tradycji pierwszych japońskich nurków marki Orient z 1964 roku. Pierwszy był zegarek zwany Olympia Calendar Diver. Nieco później, w tym samym roku 1964, do Olympii dołączył jeszcze jeden zegarek nurkowy, nazwany po prostu Calendar Auto Orient. Orient Olympia Calendar Diver Calendar Auto Orient Na 70-lecie marki Orient Star producent zaoferował dość wierną reedycję Olimpii pod nazwą „Diver 1964” (RK-AU0501B), zachowującą charakterystyczne cechy pierwowzoru, takie jak wskazówka godzinowa typu broad arrow, obracana w jednym kierunku stalowa luneta i 200 m wodoszczelności. Zegarek ukazał się w 2021 r., miał czarną tarczę z rezerwą chodu i datą. Bardzo mi się podobał na obrazkach, ale nie zdołałem go obejrzeć na żywo. Była to edycja limitowana w liczbie 500 egzemplarzy. Niedawno pokazał go @acid w Jaki zegarek masz dziś na ręku?. Diver 1964 był flagowym nurkiem marki Orient Star i widocznie sprzedawał się nieźle, bo dwa lata później pojawiła się wersja ze srebrną tarczą, z ładnym szlifem słonecznym. Od wersji czarnej różniła się jeszcze limitacją, tym razem do 900 sztuk. Obydwa te zegarki to tzw. wersja pierwsza (Orient Star Diver 1964 1st Edition Series). W międzyczasie Orient przygotował nieco inny zegarek, również z „Diver 1964” w nazwie. Była to reedycja divera nr 2, Calendar Auto Orient. Reedycje te miały takie same mechanizmy (automatyczne F6N47 o częstotliwości 21,600vph, 22 kamienie, 50h rezerwy), 41-milimetrowe koperty i bransolety, ale różniły się istotnymi szczegółami (indeksy, kształt wskazówek i bezel, stalowy w wersji 1, wzorowanej na Olympii, aluminiowy w wersji 2, odwołującej się do Calendar Auto). Orient Star 1964 Diver 2nd Edition, reedycja divera Calendar Auto Orient, początkowo również składała się z dwóch modeli, RE-AUO601B z czarną tarczą i RE-AUO602E z gradientową zieloną. Nie były to wersje limitowane, lecz należały do regularnej kolekcji Orient Star. Jednak w 2024 r. upływało 60 lat od kiedy Orient zaprezentował Calendar Auto, więc pojawiła się dodatkowa okazja do świętowania i nowa wersja, tym razem tytanowa, ze złoconymi elementami na czarnej tarczy, limitowana do 365 sztuk. Czyli między 2021 a 2026 rokiem Orient Star umieścił na rynku łącznie pięć modeli zegarka Diver 1964, z tym że były to wznowienia dwóch różnych diverów: dwie limitowane reedycje Olympii (1st Edition Series) i trzy warianty Calendar Auto Orient (2nd Edition Series), z czego tylko jeden limitowany. I w lutym 2026 r., na 75-lecie marki Star, Orient dokłada do tego jeszcze jeden model wersji pierwszej, 1st Edition Series, czyli jeszcze jedną reedycję Olympii, od której zacząłem, i której zdjęcie załączam poniżej już po raz trzeci, żeby się nie pogubić. Z gradientową, szaroniebiesko-czarną tarczą, limitowaną do 700 sztuk (400 w Japonii, 300 na resztę świata). Wszystkie dotychczasowe, nowe wersje dwóch zegarków, które ujrzały światło dzienne w tym samym roku 1964, to w tej chwili sześć różnych modeli. Różnice dotyczą głównie tarcz i liczby egzemplarzy w limitowanych seriach, bo mechanizm jest wciąż ten sam, F6N47 z charakterystyczną, dodatkową wskazówką rezerwy chodu na godzinie 12. F6N47 nie powala specyfikacją. Według producenta dopuszczalna odchyłka dobowa wynosi -15/+25 s, tak samo jak w popularnych werkach Seiko. Lepsze parametry pojawiają się dopiero w wyżej wycenionych F7 i F8 (-5/+15). W praktyce mechanizmy F6 rzadko wykraczają poza -5/+5 s/d. Jest to ogólna cecha zegarków japońskich, że parametry podawane są „na papierze” bardzo konserwatywnie, minimalizując ryzyko, że w użytkowaniu mechanizm nie zmieści się w deklarowanym zakresie. W praktyce i w przeważającej większości przypadków mieści się z dużym zapasem, jak wiele razy miałem okazję się przekonać. Ten werk to typowy koń roboczy, oprócz trwałości wyróżniający się bardzo dobrą efektywnością naciągu automatycznego. Wystarczy jeden dzień noszenia zegarka, żeby wskaźnik rezerwy chodu osiągnął maksimum. Zamysł całej powyższej serii zegarków był dla mnie początkowo kompletnie nieczytelny, a materiały firmy Orient nie wyjaśniały co jest co. Dopiero wgryzienie się w historię dwóch równoległych diverów z 1964 r. dostarczyło wyjaśnienia. Dla większości nabywców nie ma to znaczenia, ale moja swoista odmiana „zegarkowej szajby” działa akurat tak, że lubię poznawać historię konkretnych wersji. W ten sposób nie tylko zajmuję swoją pamięć wiedzą doskonale zbędną, ale jeszcze narażam innych na taki sam los.
-
Ładny egzemplarz, nawet szlif na krawędziach jeszcze widać. Wersji z taką tarczą jeszcze nie spotkałem. Moim zdaniem bransoleta tu nie pasuje, dałbym pasek.
-
Wiesz, rafi, ta Forma Venti, czy jak to się tam nazywa, całkiem dobrze wygląda na Twojej ręce. Od dawna rozglądam się za jakimś fajnym jump hour, więc może się zainteresuję tym zegarkiem. Na papierze nie jest gruby, poniżej 11 mm to przyzwoity wynik. Teoretycznie, bo decydujące jest bezpoórednie wrażenie.
-
Pasek wygląda na tak samo nowy, jak zegarek, więc być może cały zestaw pochodzi z Państwa Środka 😜 To nic, i tak wszystko za duże. Fajny tekst. Do tej pory znałem tylko „to nie moja ręka”.
-
O, nawet numer zbliżony. Ja mam 398/700.
-
Moim zdaniem dobry wybór.
-
Że też przegapiłem taki fajny wpis! A on już tu sobie od kilku lat wisi.
-
-
Nosisz zegarek z limitowanej lub specjalnej edycji, albo unikalną sztukę? Pokaż go w tym wątku.
ireo odpowiedział AK&AK → na temat → FORUM GŁÓWNE
Fajny zegarek. Widać, że nie leży w szufladzie, tylko jest w użyciu.„Żabol” wygląda na przerażonego. -
Klub Miłośników Zegarków OMEGA
ireo odpowiedział Degustatorr Noir → na temat → ZEGARKI SZWAJCARSKIE i NIEMIECKIE
Tak właśnie wygląda etui serwisowe Omegi. Dawniej też były dobre, takie na zamek błyskawiczny, przypominające etui na okulary. Może nie takie ładne jak te obecne kanciaste, ale lepsze do zabezpieczenia zegarka w walizce albo w bagażu podręcznym. Nie jaram się opakowaniami, ale wypada zauważyć, że różnica jakości normalnych, nieserwisowych pudełek Omegi i Rolexa też jest wyraźna. -
Tylko sie dobrze za te kiejdze trzymej, co by ci w składzie jakijś juchy nie wcisli.
-
Premiery zegarkowe, nowości, ciekawe wydarzenia
ireo odpowiedział Lincoln Six Echo → na temat → NOWOŚCI ZE ŚWIATA ZEGARKÓW
Prawidłowa odpowiedź: "To zależy". -
(„Mi, mi, mi, mi…”, próba mikrofonu.) Fajne, dobra muzyka. Momentami przypomina polskie melodie ludowe z okolic Biłgoraja.
-
Dobra recenzja, dzięki. Ja przeciwnie, miałem ze dwa momenty nadziei, że się ta opowieść jakoś wyprostuje. W kategorii filmów "dłuższych, niż widz zdoła wytrzymać", Potop Hoffmana wydał mi się lepszy. To prawda, wizualnie to bardzo piękny obraz. Mało kto dzisiaj tak kręci. Mówią "arcydzieło", ale ten film jakoś obok mnie przepłynął i zostawił mnie dokładnie tam, gdzie byłem. Może powinienem wybrać lepszy dzień na oglądanie. Nie powiedziałbym, że tylko dla kina społecznego i tylko Południa. Po prostu w kinie, od czasu Pancernika Potiomkina, żadnych innych "ruchów" się nie idealizuje. Sposób prowadzenia narracji przypomniał mi filmy Márty Mészáros z lat '80-'90, "rozrachunkowe", jak się wtedy mówiło. Nie.
-
Od razu przypomniał mi się bohater piosenki Muńka Staszczyka. "Mówiono o nim King". Szkoda, taka piękna nazwa. "Goga-sport" to mogłaby być koleżanka Mariusza w wersji sportowej, np. na wrotkach.
-
Mam w Poznaniu kilkoro znajomych a nawet dalszą rodzinę, ale "goga" jakoś mnie ominęła". Dzięki. Jest taki sklep sportowy pod Warszawą, i teraz się zastanawiam, czy chodzi o właściciela, czy o klientelę...
-
Owszem, ale tylko żartem.
-
Fascynujące. Na szczęście nie spotkałem nikogo, kto by używał wyżej wymienionych nowotworów. Ale jedno z tych słów rzeczywiście istnieje i uchodzi za poprawne, chociaż w żargonie zawodowym. Mianowicie: Ceramicy nazywają tak wypalanie wyrobów w piecu.
