Ostatna moja wypowiedź. Jeżeli prof.dr hab. jest ostatnią instancją, to nie negocjujesz. A po wszystkim przynosisz kopertę lub dobrą butelkę czegoś, bo Ci życie uratował, oczekuje tego i to jest powszechna praktyka. Smutne, ale takie realia. Dwa lata temu leżalem na onkologii z niewielki szansami na przezycie - po wszystkim taka osoba przyjęła co miała przyjąć mówiąc "nie trzeba, ale rozumiem, że to pan tego potrzebuje". Jasne. Ja tego potrzebuję, bo coś może mi wrócić.
Jeżeli Twój prof ma inną pozycję, bezpośrednio nie wpływa na kwestię życia i śmierci (kolejka do operacji), to jest normalnym przedsiębiorcą i przy jednej czy kilku wizytach nie negocjujesz, ale przy pakiecie 50x1000 pytasz przynajmniej o raty 0%, albo zapewniasz sobie niezmienną cenę na następne 2 lata. Poza tym kwestie związane z życiem czy zdrowiem są czymś innym, niż zakup zegarka, pomimo faktu, że to często lekarze mają RR i R.