To nie tylko dotyczy lektur. Odnoszę wrażenie, że polska szkoła przygotowuje obecnie wyłącznie do zdawania testów. Obserwując moje dzieciaki (teraz już maturalne), zauwazyłem, że przechodząc przez podstawówkę i gimnazjum nigdy nie skończyli programu historii - zawsze brakowało czasu na historię współczesną, powojenną i refleksje nad nią. Natomiast "wałkowano" do znudzenia starozytność, średniowiecze, itd. Wiek XX-ty zamykał się dwoma lekcjami. Kiedyś oglądałem pracę domową w gimnazjum (w formie odpowiedzi na pytania) dotyczące epoki napoleońskiej. I jedno z pytań brzmiało: "Czy epoka miała wpływ na inne części świata i gdzie?" Młody wymienił nazwy krajów i regionów, w tym Amerykę Południową. Zafascynowany, zacząłem z nim rozmawiać, aby rozwinął dlaczego, podpowiadać, jakie kraje tam powstawły itd. Nic, żadnego odzewu! W końcu się zdenerwował, czemu go się czepiam, przecież nikt nie chce uzasadnienia, tylko odpowiedzi na pytanie. W podręczniku nic nie ma ten temat!. No to otwieram najnowszy podręcznik do historii. A tam: "Epoka napoleońska miała wpływ na sytuację polityczną na świecie nie tylko w Europie, ale także w Afryce i Ameryce Południowej". Kropka. Ani słowa więcej. To oczywiście jeden z przykładów.