Ale on nie wrzuca audiofilów w głupkowaty kontekst, tylko oni sami się tam wrzucają, a on tylko cytuje i ocenia. Czy ten produkt Van den Hula nie istnieje? Z filmiku można się też dowiedzieć, że produkują leczniczy pierścień na urazy kręgosłupa, który jednocześnie poprawia jakość akustyki, jeżeli to nie jest już wysoki poziom szurstwa audiofilskiego, to co nim jest? Tutaj dowód, pierścień istnieje: https://www.vandenhul.com/product/health-ring/), tylko 100 EUR, może warto spróbować żeby poszerzyć scenę, a może kark boli od siedzenia przy gramofonie?
I co to zmienia? Gość twierdzi że przełącza pstryczek na emiterze i słyszy różnicę na plus, rozumiem że tak jak wszystkiego w audiofiliźmie, trzeba doświadczyć osobiście bo cudowne ozdrowienia się zdarzają i ten kondycjoner też pewnie działa.
Chłop fale, których istnienie zostało odkryte być może teoretycznie, odbiera mózgiem, szkoda że nie sprawdził czy po założeniu amelinowej czapki nadal słychać różnicę, a może te fale przenikają też przez aluminium?
Ale jesteśmy w temacie szurskiego audiofilizmu, a nie geopolityki, więc rozmawiamy o audiofilskich emiterach fal skalarnych. I też nie uważam tego za problem, bo nikt nie zostaje skrzywdzony poza portfelem bogatego przygłupa, ale pośmiać się warto.