Cóż, nie bardzo jest czego zazdrościć. Kiedyś, na progu transformacji systemowej cwaniactwo mylono z zaradnością. To jest ten przykład. Jego działania noszą znamiona oszustwa, a ludzie, nie znając się, powierzchowny pic i złote słówka przyjmują za dobrą monetę i dają się nabrać. Należałoby to tępić, ale komu się chce za dwie stówki kałacha z ogrodu wykopywać. Jednak problem jest jeszcze inny - mianowicie za lat, może niewiele, na temat tych wynalazków i w obronie ich oryginalności powstaną całe tyrady i rozprawy. I to jest moim skromnym zdaniem fundamentalny problem istnienia pseudorenowatorów.