Wojtek796
Użytkownik-
Liczba zawartości
163 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Wojtek796
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 5 z 7
-
Dziękuję wszystkim za wszystkie wskazówki. W wolnym czasie będę działał. Jeżeli coś się zmieni, dam znać. Pozdrawiam Edycja. Na razie roczniak GB w trybie wahadłowego chodzika. (muszę wstawić link, bo plik nie chce się załadować) https://photos.app.goo.gl/vD9KsMxD7itEJopA9 Chyba nic go nie blokuje (zegara, nie pliku), co? Skłaniałbym się ku sugestii Dziadka, że kotwica jest za wysoko. Podniosłem na maksa widełki (były już dość wysoko), usztywniłem dolną zawieszkę wahadła i zobaczymy. Czekam na włos. Jak będzie prawidłowo wskazywał, zostawię tak. Po zmianach kręci ca 170 st.
-
Dzięki za dobre słowo. Ciężko jest w GB obserwować ten wychwyt, bo, jak wiesz, jest oddalony od tylnej płyty. W JUFach jest łatwiej - kotwica i koło prawie na niej leżą. Dlatego pewnie w późniejszych mechanizmach w plecach są dwa duże judasze. Jeżeli zegar będzie chodził prawidłowo, zostawię jak jest. Chciałem pójść na skróty i myślałem, że otrzymam instrukcję co zrobić z tą kotwicą, jak już miałbym go rozebrać. Oczywiście to żart. Do tej pory nie miałem z tym problemu - powtórzę raz jeszcze - chyba miałem szczęście. Old time, pisząc o oryginalnym stanie miałem na myśli stan zegara po 120 latach po wyprodukowaniu. Różnie też rozumiemy najwyraźniej słowo brud. Dla mnie jest obraźliwe (szczególnie, że czyściłem go z brudu kilka godzin, korozja i patyna to nie brud). Trochę mi się znów przykurzył bez klosza przy tych regulacjach. A wg mnie zegar poddany renowacji metodą obróbki ubytkowej i pokryty lakierem akrylowym nie jest zegarem oryginalnym jakby na to nie patrzeć. Każdy ma jednak prawo robić ze swoją własnością co uważa. Odpalam tak, jak widzisz, bez używania wyrazów, mimo, że nie lubię Cię za te haucki.
-
PM1122, również dzięki. Ja tym widelcem już próbowałem. Specjalnie dałem fotkę z nim w roli głównej, żeby pokazać, że jest już wysoko. Ale mnie wcale nie martwi ten mały kąt wahnięć, niech sobie będzie jaki chce. Ten zegar naprawdę nieźle pracuje. Jak będę miał grubszy włos, sprawdzę czy da się nim załatwić sprawę spóźniania. Piszesz też, że jakiś czop może hamować - no ale, jakby hamował, toby ta energia impulsów była taka duża. To jest przecież wszystko ze sobą zazębione - tak myślę. Nie mam porównania - może tak te beckery z początku XX wiecznej produkcji chodziły. Bo mój drugi, jak pisałem, jest o kilka lat młodszy. Old time, jasne, masz rację - ja o tym wiem, ale mam taki zakręt, że dla mnie ważny jest oryginalny stan zegara. Oznacza to dla mnie też minimum ingerencji, a rozbiórka jest taką ingerencją. Jakoś miałem szczęście do tej pory i żadnego roczniaka nie musiałem rozbierać. A noszącego ślady jakiejkolwiek renowacji nie kupię (i nie mam). Przyglądam się skrzętnie każdej śrubce czy nie pokiereszowana, płytom, czy nie wbijano wielokrotnie pinów, no i czy nie składane to jest z części z różnych zegarów. A oryginalna dziura po szkodniku (to akurat nie w temacie roczniaków) jest naprawdę oryginalna, bardzie niż jej współczesne zaszpachlowanie. Dlatego męczę się i płuczę te czopy za pomocą środków do usuwania oleju i przedmuchuję sprężonym gazem. Co do sprężyn, to po prostu chyba miałem do tej pory szczęście. Nie mam dużo zegarów, nie kolekcjonuję. Wyposażam, powiedzmy, w nie dom. Lubię wiedzieć, która godzina. Teraz akurat będę chyba coś musiał dobudować.
-
Dzięki za zainteresowanie. Zegar nie był rozbierany, sprężyna nie była więc serwisowana. Wychwyt i łożyska tylnej płyty były zaklejone zestalonym czymś koloru czarnego. Łożyska przedniej płyty były czyste i suche. To mazidło zostało wypłukane, a niezbędne miejsca naoliwione. Jak pisałem, wymieniłem włos i wyregulowałem widełki. Energia impulsów jest naprawdę duża, zegar pracuje wyjątkowo głośno (w filmiku jest fonia). Obok niego stoją dwa hubery kręcące 270 i 315 st., a słychać tylko tego beckera (sorry za małe litery, ale piszę o zegarach nie o osobach), i to klikającego trzy razy na każdy okres wahadła. Porównując tak na oko do drugiego zegara GB, w którym kotwica nie wycina hołubców, w tym omawianym jakby były mocniej wysunięte palety.
-
Hej, miałbym prośbę o rzut oka na na pracę mechanizmu rocznego GB. Temat chyba dobry - było coś o półokresach - a dobrze jest raz na parę lat wzruszyć, aby kwitł. A więc: GB, jak GB - standardowy s.n. 16xxxxx, z 1903. Kompletny i, według mnie, mało ruszany. Nie chciał pracować. Okazało się olej na wychwycie miał konsystencję miodu - palety kotwicy kleiły się do zębów koła wychwytu. Po usunięciu mazidła nadal zegar zatrzymywał się po kilku minutach. Włos jakoś podejrzanie sztywny mi się wydawał. Okazało się, że miał 0,2 mm grubości! Nie wiem czy takie istnieją, tzn. istnieją, bo miałem egzemplarz w ręku, ale czy to w ogóle jest włos do zegara rocznego. Po instalacji takiego, jak w książce piszą (0,102 mm), zegar działa stabilnie, tzn. stabilnie późni się 4 minuty na godzinę. Jak dojdzie (bo nie miałem), założę oczko wyższy (0,114) - podobnie jak w moim drugim (18xxxxx), który też na polecanym prawidłowo chodzić nie chciał. Ale nie wiem czy z nim poza tym wszystko tenteges, bo wychwyt pracuje jakoś dziwnie. Chyba, że się mylę i ten typ tak ma, bo dwa wspomniane egzemplarze GB (w tym ten) to całe moje fizyczne doświadczenie z tym producentem, jeżeli chodzi o roczne. Nie wiem czy transmisja będzie działać. Wahadło kręci tylko ca 135st. Wychwyt stuka bardzo głośno - w sensie, że mu się się chce. Z góry dziękuję za wszystkie informacje. VID_20221126_112237.mp4 VID_20221126_112237.mp4 VID_20221126_112237.mp4
-
Tutaj nie pasuje tytuł wątku. Naprawca wykazał się sprytem na miarę geniuszu przewodniczącego Mao. W mojej uranii zawieszka wahadła zrobiona jest (bardzo staraniie) z żyletki. I tak to działa od 50-60 lat co najmniej. Tu może też miało być na chwilę - aż znajdzie się odpowiednia sprężynka. No, i pół wieku minęło jak z bicza trzasł.
-
Czy ja mógłbym wyrazić miłe zaskoczenie liczbą pań uczestniczących w wydarzeniu? To wyrażam. Żałuję, nie byłem. Wyrażam ze zdjęć. Bo panie, które znam, na słowo zegar przewracają oczami.
-
Oj, przydałaby się jakaś KMZiZtv. Również w pracy, ale jednym okiem łypać na ekran by się dało.
-
I jeszcze jeden z międzyczasu (też stołowy duży GB kwadrans). Ten sam poniedziałek po popularnych imieninach, ten sam młotkowy (w fabryce z młotkiem szalał). Widać, że przy 2076406 jeszcze spokojnie, przy 459 nerw go już brał, a przy 480 ... lepiej było nie podchodzić.
-
JUF
Wojtek796 odpowiedział prx68 → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Cześć. Dzięki za film. Zawsze coś takiego wygląda na łatwiznę - na filmie. Zawsze to przecież tylko 20-30 lat ćwiczeń i już się można chwalić. Przyznam ze wstydem, że terminu drykowanie nie znałem. To jest jakaś forma walcowania, a ten termin znam, więc jako inżynier mechanik mogę się nie palić ze wstydu. Nazwy nie znałem, technologię oczywiście tak. Te stare drewniano-mosiężne podstawy były tak robione na 100% - widać na nich ślady po takiej obróbce - nazwałem to półprofesjonalnie zawalcowywaniem. Ale te nowsze blasiane, to są na 95% tłoczone. Także świadczą o tym ślady, a właściwie ich brak. Tego radełkowania przy szkle nie dałoby się zrobić na tokarce. Jest zbyt idealne - to stempel. Profilaktycznie zostawiłem te 5% niepewności, żeby w razie W nie wyjść na durnia. -
Ciekawostki roczniakowe
Wojtek796 odpowiedział old time → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Old time, Hauck wychodzi na na najbardziej wszechstronnego producenta, a Ty na na właściciela jednego z najciekawszych zestawów zegarów w całym internecie. A już Cię miałem polubić. -
JUF
Wojtek796 odpowiedział prx68 → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Tak myślisz? Po wojnie mieli pras pod dostatkiem. Zapotrzebowanie na mosiężne gilzy spadło miliardkrotnie. Można było pewnie maszynę kupić po taniości. Napęd elektryczny też się chyba upowszechniał. -
JUF
Wojtek796 odpowiedział prx68 → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Cześć! Post pod postem - kiedyś to było wbrew netykiecie, ale czasy się zmieniły (szybciej się zmieniają, niż ja nadążam się zmieniać). Bo sprawa jest tego typu, że, wprawdzie latem nie mam czasu na zegary (w ogóle, od kiedy ludzie mają zegary nie mają czasu - to nie moje), ale piszę, bo zdałem sobie sprawę, że wbiłem z tym JUF-em z regulowanym paletami jak ten z piosenki człowiek z liściem na głowie. Nie chodzi o jego kotwicę, tylko o podstawę. Nadziwiłem się publicznie nad nią pod kątem podejrzeń o nieużywanie zegara, a potem zauważyłem, że chyba nie to wahadło on powinien mieć. Poszukałem śladów po dyskowym, ale ich nie ma - tylko charakterystyczne wgłębienia po lądowaniu czterokulowego. Wcześniej już widziałem, że cokół jest lekko inny od tych, które mają JUF-y sprzed WWI. No i jest lekko inny, bo takie mają zegary z sygnaturą ze słoniami. Powinna być taka, jak niżej (ta starsza) Są, jak pisałem, podobne, ale różnią się też na pewno sposobem tłoczenia. Starsza da się zrobić na zwykłej prasie jednoosiowej, za pomocą stempla i matrycy, a ta młodsza już nie - tzn. wymaga już chyba prasy izostatycznej - nie znam się za bardzo, ale na jednoosiowej zrobić się jej nie da. Czyli "postęp techniczny" jednak czasem ma zabarwienie pozytywne (bez ironii). Wojna pewnie w technice tłoczenia popchnęła technologię mocno do przodu, i nie tylko tłoczenia. Młodsza podstawa jest ładniejsza. Zupełnie stare podstawy też mają wypukły mocno zarys, ale mam wrażenie, że były zawalcowywane na drewnianym rdzeniu. No, chyba, że się mylę. Poza tym radełkowanie wokół klosza w nowszych jest promieniowe, w starszych spiralne. Reszta wniosków z postów wyżej na razie bez zmian -
Dzień dobry! Żeby nie zamulać technicznego wątku, tu ciąg dalszy tego. W skrócie. Zaciekawił mnie ten zegar, chociaż interesuję się raczej techniką niż meblarstwem. Coś w sobie ma. Czasem, po rozpakowaniu, okazuje się, że sprzedawca to zdolny fotograf, ale w tym przypadku nie czuję (do tej pory) rozczarowania). Zegar, jaki jest każdy widzi: (więcej zdjęć w podlinkowanym wątku). Uratowany przed denazyfikacją - przyszedł 24.02.br z Ukrainy - opisany jako pochodzący z carskiej rosji. Na razie się przy nim powolutku robi, co opisałem w podlinkowanym wpisie. Pytałem tam o intarsje, których w dużej części brakuje. Jak jeden z forowiczów, ja także podejrzewałem jakieś tworzywo, oprócz widocznych gołym okiem elementów mosiężnych, Okazało się jednak, że te pozostałości to pomalowana, chyba cynkowa, cienka blaszka. Inne moje wątpliwości (ładnie nazwane dziury w wiedzy, a właściwie jej brak) nie dotyczą już jednak renowacji skrzyni. Jak widać na załączonym obrazku, brak jest wag i wahadła. Wiem, że ciężko tu wróżyć z fusów, bo to robota rzemieślnicza i powtarzalności może nie być. Wagi jakoś dobiorę, a co do wahadła, to jak ma wyglądać mniej więcej wiem, co nie zmienia faktu, że trudno je znaleźć i z tej przyczyny na wstępie postanowiłem określić jego długość. Rozebrałem mechanizm Policzyłem zęby... i wyszło mi, że winno mieć (wahadło) 2700 okresów na godzinę, co, przyjmując jako model wahadło matematyczne, daje jego długość (modelu) wynoszącą 477 mm. I moje pytanie: czy tak może być także w rzeczywistości? Edycja 17.05.22. Kto to potem złoży? Zauważyłem, jedno z kół było u dentysty ... Kiedyś od tych spraw we wsi był kowal. Ale... to już chyba nie te czasy. Ślady czyszczenia w miejscu naprawy nie moje - nie przeze mnie zrobione. A więc naprawiane było już mocno przykurzone. Lut? (Widok tego samego miejsca z drugiej strony) Czyszczenie tulejek-łożysk. Struganie wykałaczek, nafta i godzinka relaksu. Przepraszam, w tym miejscu powrócę do kwestii, której nadal nie pojmuję, tzn. sensu produkcji tych mechanizmów z drewnianymi płytami. Strasznie to musiało byś skomplikowane, na przykład: samo wbijanie tych tulejek. Oszczędność? ale to nie jest też topola, a przez brak precyzji (chyba) łożyskowania, koła masywne jak diabli - sporo to waży, biorąc jeszcze wskazówki, tarczę i łańcuszki wag. Miałem kiedyś lub mam - nie pamiętam - wagi zrobione z czegoś byleczegoś i owinięte cienkim mosiężnym pozłotkiem - jak cukierek, albo wielkanocny zając z czekolady. Tam widzę oszczędność, ale tu ... Jakiś, nie wiem, swoisty upór mylony czasem z tradycją, dogmatyzm, kopiowanie? Że uczeń miał tylko jednego nauczyciela i sam tak uczył następców? Nie znalazłem odpowiedzi, ale, przyznaję, wiem mało. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że praca była kiedyś tania, a dzieci nie kosztowały prawie nic - w sensie ich zatrudnianie. Dziś jesteśmy nieco skrzywieni współczesnymi zasadami - chodzi o pojmowanie przeszłości. Przecież, na przykład, wysyłania bobasów pocztą zakazano w 1920, a to nie było znów tak dawno. Ten zegar już chyba wtedy tykał (lub zajmował miejsce na ścianie). Sądząc po minach listonosza i przesyłki, sprawa urzędowo poważna. USA, okres I WŚ. Ale, przy okazji, - praktyczne - przesyłka automatycznie rozpoznaje odbiorcę, po facjacie. Nie trzeba legitymować. Edycja 06.06.2022. Trochę było przerwy, ale coś się dzieje. Mechanizm czeka na czyszczenie - na szczęście wygląda na zupełnie kompletny i całkowicie niezużyty, więc tym na razie nie muszę się martwić. Wróciłem do tych intarsji. Ten, kto je wykonał, miał lepiej - wyciął sobie detale, odrysował na okleinie, albo wycinał razem. Ja mam jedno wycięte i trudno to odrysować na drugim. W dodatku co to ma być to drugie? - nadal się waham. A więc postanowiłem przycwaniaczyć: Negatyw - nawet kołatkowa dziurka się ładnie uwieczniła w silikonie. I pozytyw: Pozytyw z poliuretanu, bo się nie skleja z silikonem (tym różowym). A to dlatego, bo ... ... w jednym miejscu zachowało się chyba wypełnienie - żywiczne coś, co wygląda na klej (listki pod pąkiem), ale to jest zlicowane z powierzchnią okleiny i nie rozpuszcza się ani w gorącej wodzie, ani w jagodziance na kościach. No i poliuretanowa foremka posłuży do odlania intarsji z żywicy. A, jakby coś, to widoczny na zdjęciu odłupany kawałek okleiny w środku pączka dokleiłem. I jeszcze jakby coś, to te rysy na politurze to były.
-
Uważam. Tylko i wyłącznie stosuję wodę suchą. Żartuję, nie mam takiej. A poważnie, to robię to ostrożnie. Szoruję mały fragment i osuszam. Efekt za wielki nie jest, ale woda w miseczce czarna. Zdjęcia już po tym wstępnym praniu. Stan. stwierdzam, niepogorszony. Dodam zdjęcia z dziś. "Góźdź żelazny?! Skąd tu góźdź?!" To samo miejsce po 2 minutach czyszczenia za pomocą nowatorskiego środka - pasty polerskiej do lakieru samochodowego. To przebarwienie niestety jest w/pod politurze/politurą. Te gwoździe siedzą naprawdę mocno. Ciężko jest to zdemontować i nie uszkodzić detali. Są ręcznie kute w stożek - zgodnie z logiką - nie tak, jak współczesne. Myślę, że ktoś przewidywał wilgoć i nie polegał na kleju. Zardzewiałe mocno, co świadczy o warunkach w jakich czas spędzał zegar, i niemal zespolone z drewnem Edycja 20.04.22. Postanowiłem jednak porozbierać trochę tę górkę, co wiązało się głównie z wyrywaniem gwoździ, a nie było to proste. Na szczęście nic nie uszkodzone. Ktoś się nieźle namęczył - każdy, kto próbował się z taką metodą montażu, wie, że jest to (bez uszkodzeń elementów) dość trudne. Tu się, naprawiając, natomiast nikt już nie przemęczał. Miałem to zostawić, ale ten gwoździng tak śmierdział postępem technicznym, że jednak to rozmontowałem. Gwoździe wyglądają współcześnie i pewnie dlatego łatwo się dały wybić, mimo, że też zardzewiałe. Ja tego nie uszkodziłem. Pękło na pół, gdy jakiś ... ktoś wbił centralnie pierwszy gwóźdź (i pewnie się zdziwił, że pękło). Następne to ratowanie sytuacji przez jeszcze większą masakrę. Dlatego, z jakichś powodów, lubię oglądać robotę starych majstrów. Edycja 30.04. Górka zrobiona (w zakładanym zakresie: maksimum tego, co było, minimum od siebie, niezbędna doza wpływu czasu) i czeka na poskładanie. Czeka, bo się prostuje, właściwie próbuje, bo z profilu wyglądała tak W rzeczywistości jest jeszcze bardziej krzywa. Wziąłem się więc za skrzynkę, konkretnie drzwiczki, i częściowo mechanizm. Zdemontowałem, również, a jakże, przygwożdżone półtoczenia- kolumienki i, biorąc pod uwagę z jaką siłą siedzą te gwoździe i jak delikatne są to elementy, że są w całości, uważam to za osobisty sukces. Dwie oryginalne sterczynki mam, brakuje górnej, tzn. jest, ale raczej nie jest od kompletu - jest za duża. I przekładnia wskazań po zdjęciu tarczy. A tarcza jak przymocowana do mechanizmu? Kto zgadnie? Nikt? Bo odpowiedź nieoczywista: zamocowana była gwoździami. A wyobraźcie sobie, że te kolorowe wstawki intarsji, to nie, jak i ja sądziłem, jakieś tworzywo (sztuczne w sensie), a pomalowana metalowa blaszka. Cynk, albo coś... Przyłożę jeszcze do tego omomierz, ale ewidentnie - zarysowane błyszczy, sztywne, plastyczne i ciężkie.
-
Wziąłem się trochę za ten zegar, wzięcie zacząłem od korony, i zaskoczenie, przynajmniej dla mnie, wszystkie elementy, nawet drobne, są zamocowane gwoździami. Oczywiście nie mam tu na myśli dość bezceremonialnej naprawy z pierwszego zdjęcia. Jest tak rozczulająca, że chyba tak zostawię - w końcu oryginał. Szoruję to wszystko wodą z mydłem, ale ciężko idzie (ale idzie). Maniana Po zdjęciu ozdobnego pierścienia Mały guzik - w środku widoczny otworek pod gwóźdż. A co do mechanizmów z drewnianymi płytami - nie rozumiem tego z prostotą czy taniością (pewnie tak było, ale tego nie czuję). Koła i reszta bardzo solidne - nie prościej, zamiast pracochłonnego spasowywania tych deszczek, byłoby powiercić dwie blachy?
-
Dzięki. A coś więcej? To nie wygląda na fabrykę, obawiam się. Ale właściwie to o rękodzieło mi chodziło i nie powiem, że byłbym niekontent. Nic to - był w w niedzielę w Świdnicy i wagi zakupił. Mają pełne oczka do szwarcwaldzkich haczyków na łańcuszkach, ale czy masa będzie OK - nie wiem. A wahadła wyszły - za późno przyjechałem. A a propos - ktoś by coś podpowiedział co do długości wahadła? Czy będę zmuszony liczyć zęby? No dobrze, ale wracając do zasadniczej kwestii - czym ja mam wypełnić te intarsje. Można gdzieś dostać taki kolorowy celuloid? A może można to zastąpić czymś innym, mniej trywialnym od polipropylenu. Może żywica? Politura barwiona? Kiedyś uzupełniłem czarne indeksy w mosiężnej tarczy politurą zmieszaną z sadzą - taki byłem.
-
Stalowe elementy zegarów rocznych
Wojtek796 odpowiedział Mat112 → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Tak, to jest czarna stal. Czyli stal węglowa konstrukcyjna. Nie ma tam najmniejszego uzasadnienia do stosowania stali wysokojakościowych (stopowych). Wypolerowana będzie się błyszczeć. Trochę wilgoci i na styku czarnej stali (czyli prawie technicznie czystego żelaza) i mosiądzu tworzy się ogniwo. Żelazo jako anoda będzie rdzewieć. Termin czarna stal pochodzi stąd, że wyroby walcowane pokryte są warstwą czarnego tlenku - magnetytu i węgla. Stal nierdzewna zawsze się błyszczy. Przydał mi się nareszcie do czegoś wyuczony zawód. -
Zdjęcia mechanizmu. Dużo ręcznej roboty, dużo śladów po trasowaniu. Skrzynka, oprócz toczonych i frezowanych elementów, też tak od siekierki. Tutaj szyba. Ciekawie wyglądają krawędzie - jakby była wylana w tym kształcie, a nie wycięta. Przy krawędziach pod palcem czuć menisk.
-
OK, niech i tak będzie. Obfotografuję i wkleję, ale jutro, bo zegar gdzie indziej. W sumie to nie sądziłem, że jest szansa coś o nim powiedzieć, i się, nie poweim, bardzo z tego cieszę. Sprzedający określał miejsce powstania jako, przepraszam za wulgaryzm, raszjan empaja. Tak mi się zdawało, że to nie ta empaja (chociaż ta sama banda). Dzięki wielkie i pozdrowienia dla wszystkich (tych, co ich nie ma, też).
-
Tarant! Gdzieżeś bywał ... Niestety nie widzę żadnych oznaczeń. Mechanizm jest jednak w zadziwiająco dobrym, wręcz idealnym, stanie - nie licząc kilkudziesięcioletniego brudu i pająków (martwych). Chyba, że źle szukam. Brak niestety wag i wahadła, ale myślę, że z tym nie będzie problemu. Muszę znaleźć równie rustykalne. Za to w komplecie dostałem klucz...
-
Poniał. Dzięki. Celuloid zawsze mi się kojarzył z mlecznobiałym i nieprzeźroczystym tworzywem, spotykanym na klawiszach starych fortepianów, i ping-pongiem.
-
Shreq, dzięki za odpowiedź. Masz na myśli barwiony tlenkami metali celuloid? Tak mi to wyglądało. Z tego co pamiętam. celuloid był po to wynaleziony aby zastąpić kość słoniową, głównie w klawiszach fortepianów, pianin i innych instrumentów. Kiedyś to była sporej wielkości branża. Anansi, w tej chwili mam po ręką tylko takie (sorry za stan, jeszcze nie wyczyszczony)
- Poprzednia
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- Dalej
-
Strona 5 z 7
