Dawno, dawno temu byłem ławnikiem w sądzie. Sądzony był młody plutonowy zawodowy. Przyjechał na wieś pod lubelską odwiedzić rodzoców i przywiózł klamkę /bez pozwolenia dowódcy jednostki/. W nocy usłyszał jakiś hałas. Zabrał klamkę i wyszedł. Spłoszył złodziei, chcących ukraść silnik do młockarni i następnie ich gonił.
Jeden ze złodziei zaczaił się na ścigającego i zaatakował go łomem. Dostał 7,62 mm w serce. Prokurator zarzucał mu zabór broni i przekroczenie obrony koniecznej, wręcz zabójstwo /bo złodziej uciekał/. Sąd go uniewinnił. Broń była mu przydzielona, więc żaden zabór. Każdy obywatel powinien jeśli może, zatrzymywać przestępcę. A w momencie strzału oskarżony był atakowany łomem, czyli niemniej niebezpiecznym narzędziem. Skończyło się na karze dyscyplinarnej /za zabranie broni bez pozwolenia/.