Taka ciekawa historia: Sputnik siedział w woreczku strunowym z karteczką. Gdy pytałem o zegarki (był jeszcze Poljot) to gość mówił, że na chodzie, niech Pan zajrzy! Zaglądnąłem, ale karteczkę olałem. Dopiero w domu ją otworzyłem, a w środku stało: 265 zł. Czyli cena raczej bliższa wartości obecnej tych zegarków (choć może nie w tym stanie?). Sprzedawca też olał tę karteczkę? No i skąd miał tego Sputnika?