jest w tym sporo racji ale wydaje mi się, że z ekonomicznego punktu widzenia kupowanie droższych poprzeglądowców nie ma większego uzasadnienia. Owszem jest to wygodniejsze i zazwyczaj bezpieczniejsze... Ale pociągnijmy przykład Komandirskiego. 1. Kupujesz trupka za 20. Okazuje się, że samo wyczyszczenie nie wystarczy i musisz dorzucić 50-60 zeta. Finalnie masz zegarek w doskonałym stanie mechanicznym, po przeglądzie u zaufanego zegarmistrza (większość z nas pewnie ma takich zaufanych fachowców) i z roczną gwarancją w takiej samej cenie jak kupiony "gotowiec poprzeglądowiec". 2. Kupujesz okaz z pewnego żródła za 70-80 zeta. Nie musisz biegać do zegarmistrza i najczęściej cieszysz się bezawaryjną pracą zegarka. Chyba, że... No właśnie... Chyba, że coś w nim zacznie szwankować. Jak masz gwarancję pół biedy, jak nie masz czeka cię kolejny wydatek. Na jakieś 40 trupków które kupiłem tylko jeden nie nadawał się do naprawy. Wszystkie inne bez trudu dało się uratować (w 90% przypadków wystarczało same czyszczenie) a łączne koszty zakupu i przeglądu nie przekraczały cen "poprzeglądowców", ba były jakieś 20-30% niższe i na każdy z tych zegarków dostałem roczną gwarancję zegarmistrza. Natomiast jeżeli chodzi o "gotowce" to takich kupiłem koło 10, z czego w 4 przypadkach okazało się, że jednak wymagają mniejszej lub większej interwencji zegarmistrza (wszystkie 4 z Allegro). Tak więc na dwoje babka wróżyła. Wydaje mi się, że nie można autorytatywnie stwierdzić, że lepiej kupować drożej ale bezpieczniej.