targowanie to sam miód. Ale czasami wtopy udaje mi się zaliczyć. Był fajny poljocik. Myśle sobie - jestem w stanie dać za niego góra 40 zeta. Pytam gościa za ile. ten mi odpowiada 70. No to ja że dużo i kto to widział tyle za jakis ruski złom. Gościu pyta: a ile pan daje? Na co ja: 25. A gostek: OK. sprzedane. Kopara mi opadła. Myśle, że jakbym powiedział 15 to też by sprzedał. Całą frajdę mi zepsuł. Innym razem trafiłem fajniutkiego plastikowego Łucza o dziwo mechanika. Gostek chciał 50zeta. Bo bardzo długich targach zeszło do 28 przy czym pod koniec do dosłownie o każdą złotówkę się targowaliśmy Jeszcze inny przykład. Cieniutki łucz. Cena wywoławcza 40zeta. Powiedziałem dziadkowi, że 15 to mogę dać. On mi na to, że za 15 to nie ma szans. jako, że miałem już dwa Łucze w plecaku wzrószyłem ramionami i powiedziałem, że w takim razie nie dobijemy targu. odwróciłem się i odszedłem. A dziadek: Panie! Panie! pan zaczeka, niech będzie te 15