Po mocnej reorganizacji mojej niewielkiej kolekcji zegarków, jaką przeprowadziłem na początku tego roku, nie zakładałem dalszych zmian czy poważniejszych zakupów. W szkatułce pojawiło się kilka świetnych zegarków, których noszenie i fotografowanie sprawia mi masę frajdy, więc planowałem po prostu się nimi cieszyć.
Ale niestety nadszedł ten nieszczęsny wieczór, kiedy na bazarku pojawił się ON. Ktoś mógłby powiedzieć - kawał żelastwa w początkowym stadium erozji 😄 Ale mnie Glycine Airman 44 GL0166 Bronze - bo o tym zawodniku mowa - zauroczył jak chyba żaden inny zegarek na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy. Tym bardziej, że nie widziałem go nigdy wcześniej i nie miałem pojęcia, że w ofercie Glycine jest model z kopertą wykonaną z brązu. Spodobało mi się w nim wszystko. Do tego stopnia, że ze wspomnianej zawartości szkatułki wyselekcjonowałem jedyny na ten moment zegarek, którego mogłem się pozbyć i wrzuciłem na rynek kilka ofert. Na szczęście udało mi się go szybko spieniężyć.
Przejdźmy zatem do konkretów i przyjrzyjmy się bliżej brązowej Glicerynie.
Koperta
Zegarek ma spory rozmiar 44mm. Mnie to akurat odpowiada, bo lubię zegarki raczej większe niż mniejsze. Mimo tej średnicy bardzo wygodnie leży na nadgarstku. Zegarek jest dość smukły, jego grubość to niecałe 11mm. Do tego typowy dla linii Airman układ dwóch koronek. Główna, służąca do obsługi napędu, ma sporą wielkość i głębokie żłobkowanie, dzięki czemu jej używanie jest niesamowicie wygodne. Na jej czołowej powierzchni jest wyryty wzór krzyżujących się rowków. Podobno miało to pomagać pilotom w obsłudze tego typu zegarków w ciemności, ale dla mnie ta kratka jest słabo wyczuwalna. Koronka ta jest zakręcana, bowiem zegarek jest wodoszczelny do 100 metrów. Druga koronka służy do zwalniania i blokowanie obrotowego pierścienia bezela, dzięki któremu możemy śledzić czas w trzeciej strefie czasowej. Krawędź tego pierścienia jest ząbkowana, co ułatwia jego obracanie i wprowadza dodatkową fakturę do kształtów koperty. Jest to o tyle istotne, że z uwagi na materiał koperty, nie ma tu mowy o zdobieniach typowych dla kopert stalowych. Lustrzane czy szczotkowane powierzchnie nie miałyby tu sensu. Jedyną ozdobą tego metalu jest pojawiająca się z czasem patyna.
W moim egzemplarzu patyna jest już dobrze widoczna. Poprzedni właściciel „hodował” ją mniej więcej rok. Zegarki te były sprzedawane w próżniowym foliowym opakowaniu zabezpieczającym kopertę przed utlenianiem, żeby każdy kupujący mógł na początku używania zegarka zobaczyć lśniący metal. Czekając na przesyłkę zastanawiałem się, czy jej nie wyczyścić. Usuwanie patyny z brązu to prosta, chemiczna czynność. Jednak kiedy pierwszy raz wziąłem do ręki ten egzemplarz stwierdziłem, że nie będę nic zmieniał. Patyna jest równomierna i dodaje zegarkowi rewelacyjnego charakteru.
Tył koperty jest przeszklony i pozwala oglądać automatyczny mechanizm z rotorem ozdobionym typowym dla lini Airman grawerem samolotu i napisem GLYCINE AIRMAN. Tylny dekiel jest stalowy w odróżnieniu od reszty koperty. Taki zabieg pozwala uniknąć brudzenia ręki na zielono, kiedy latem pot wchodzący w reakcję z brązem może wywoływać taki efekt. Dla mnie wielki plus.
Tarcza
Mówiąc krótko - jest bajeczna. Gradientowy, brunatno-czekoladowy kolor, matowe złotawe indeksy i napisy idealnie kolorystycznie skomponowane z kolorem tarczy oraz złote połyskujące logo. Do tego dwie linie tworzące motyw celownika (crosshair) w tym samym kolorze co indeksy i napisy. Wskazówki w kolorze mosiądzu, szczotkowane wzdłuż, z elementami wypełnionymi lumą. Końcówka wąskiej wskazówki GMT muśnięta karminową czerwienią. Indeksy godzinowe oznaczone wypełnionymi lumą kółkami, a na godzinach 6, 9 i 12 prostokątami. Jedyne co bym w tej tarczy zmienił, to kolor tła datownika. Jest czarny, a gdyby był też brunatny, to byłby już odlot. Na tarczy sporo się dzieje za sprawą wielu wskazówek i oznaczeń, jednak dla mnie jest ona przepiękna. Zegarek wydaje się wręcz monochromatyczny, z kolorystyką zawężoną do niewielkiej palety kolorów, z karminowym akcentem na wskazówce drugiej strefy czasowej. Daje to znakomity efekt wizualny.
Luma świeci całkiem ładnie o mocno. Nie zdążyłem jednak jeszcze sprawdzić jak długo.
Mechanizm
Według katalogu zegarek napędzany jest mechanizmem GL293. Często pisze się, że Glycine robi ten mechanizm na bazie ETY 2893, jednak zaglądając przez obiektyw makro do wnętrza mechanizmu zorientowałem się, że w moim egzemplarzu siedzi mechanizm oparty o Selittę SW330. Taka ciekawa niespodzianka, bo to chyba pierwszy mój zegarek z mechanizmem od tego producenta. Oba mechanizmy według dostępnych danych są bliźniaczo podobne (ETA ma jednak 21 kamieni, Selitta 25) i producenci z nich korzystający podobno często stosują je zamiennie bez zaznaczania tego w informacjach o swoich produktach.
Pasek
Wykonany z cielęcej skóry, przeszyty w tradycyjny sposób kremową nicią, jest niesamowicie miękki. Dawno nie miałem zegarka z tak delikatnym i przyjemnym paskiem. Solidna mosiężna klamerka ma wygrawerowaną nazwę GLYCINE. Nazwa producenta jest też odciśnięta na jednej szlufce. Jedynym mankamentem paska jest jego długość. Jest dla mnie za długi, dlatego pójdzie do szuflady, a ja ubiorę Airmana w pasek od któregoś z forumowych producentów.
To tyle. Brązowa Glycine jest niesamowicie urokliwa. Dawno nie miałem tak spójnego kolorystycznie, rewelacyjnie skomponowanego zegarka. Brązy połączone ze spatynowanym brązem (sic!) i złotawymi dodatkami tworzą niesamowicie harmonijną i atrakcyjną wizualnie całość. Dopiero oglądając i zachwycając się ty zegarkiem zdałem sobie sprawę, że pomysł na zegarki z brązu jest genialny. Materiał ten pokrywa się patyną w nieprzewidywalny i niepowtarzalny sposób. Wraz z upływem czasu zegarek się zmienia, a jego wygląd będzie go odróżniał od wszystkich innych zegarków tego samego typu. Dla mnie jest to wspaniała analogia upływu czasu, do odmierzania którego służy przecież ten instrument.
Oczywiście każdy użytkownik może sobie zrobić „reset” tego procesu i za pomocą sody oczyszczonej, kwasku cytrynowego i wody przywrócić kopercie jej pierwotny blask.
Zdecydowanie jest to kandydat do zajęcia miejsca w tej części szkatułki, która ma opis „na zawsze” 🙂