Ja natomiast nie jestem ortodoksem ani w jedną, ani w drugą stronę. Jak jadę w trasę też się ubieram bo czuję się bezpieczniej, natomiast wkoło komina orzeszek, okulary, podkoszulka, dżinsy i trampki. Wtedy jednak nie zaprzeczam że komfort psychiczny mniejszy, a i jazda o wiele bardziej zachowawcza. I tak, zdaję sobie sprawę że wszystkiego się przewidzieć nie da, i że nie ma żadnej reguły a wypadki zazwyczaj zdążają się najbliżej domu, jednak jakbym myślał kategoriami że każda przejażdżka może skończyć się glebą wogóle bym na motocykl nie wsiadał. Widziałem też już masę zdjęć i filmików z rożnych wypadków, widziałem też na żywo jak kolega asfalt i przydrożne krzaki szlifował własnym tyłkiem, sam też niejednokrotnie miałem już serce w gardle i już się z asfaltem witałem, jednak nadal mnie to nie przekonuje. Całe nasze życie ponosimy ryzyko, jedni je starają się zminimalizować, inni idą na żywioł. Ja chyba ten drugi typ jestem.