Z emocjami to jest tak że jak się przesiądziesz że ściga/turystyka czy nawet nakeda, to rzeczywiście to ani nie jedzie, ani nie skręca, ani nie hamuje. Przyznaję rację. Chyba że przycelujesz w Raidera, Vulcana 2000 czy Triumpha Rocketa III. Te, uwierz, potrafią adrenaliny dostarczyć. I to większej niż ścigi bo nie problem się rozpędzić, problem takiego mastodonta wyhamować Są natomiast motocykle które potrafią skręcać i hamować, jednak nie powodując wielkich chęci do odkręcania manetki. Na myśli mam np. Triumpha Bonneville. Klasyka w czystej postaci. Ja nauczyłem się czerpać radość z samej jazdy, przestało mi zależeć dobrym przyspieszeniu, byciu pierwszym z każdych świateł, czy dziennym przebiegu powyżej 500km bez bólu tyłka i w szybkim czasie. Ale rozumiem że nie każdemu może to przynosić radość. Ja w każdym razie chyba nieuleczalnym typem jestem bo jeździć przestać zamierzam dopiero wtedy gdy nie będę mógł wsiąść na moto. Za dużo frajdy mi to przynosi.