Imponujące 😄
Od blisko 30 lat również zajmuję się dokumentacją koligacji rodzinnych, to naprawdę pasjonujące znajdować ślady rodzinne, szczególnie w trakcie podróży po kraju. Zacżęła jeszcze moja babcia i ojciec w związku z głośną w latach 50-tych sprawą gigantycznego spadku w Ameryce po jakimś kasztelanie, noszącym nomen-omen to samo nazwisko co ja (dosyć rzadkie - Holli, jest nas w Polsce nie więcej niż 50 osób) i urodzonym w tej samej mieścinie co mój dziadek. Spadku nie wywalczyli, nie udało się znaleźć dowodów pokrewieństwa w jednym pokoleniu, ale papiery zostały. Ale trochę historii przodków poznałem, początki datują się na XV w. - byli to uchodzcy z Czech po wojnach husyckich, którzy osiedlali się w Polsce na ziemiach śląskich i pod Częstochową (stąd pochodziła moja rodzina). Dowódcą wojsk był Prokop Łysy (po czesku Holy) - tak, to genetyczne 🤥- i po zniemczeniu nazwisko, które przekazuję dalej.
Od początku staram się prowadzić drzewo genealogiczne, póki żyli rodzice i ciotki można było wyciągnąć od nich sporo informacji o koligacjach rodzinnych. Najpierw na kartkach, potem przyszły komputery, teraz używam myHeritage, gdzie mam już wprowadzone już ponad 720 członków rodziny.
To wprowadza pewne ograniczenia - wszystko ma się ze sobą sensownie łączyć, nie może być dziur. Tak więc ze strony ojca najstarszą osobą jest mój prapradziadek, urodzony w 1870 r. Ze strony mamy również jesteśmy przybyszami, w Hesji mieszkał Wenceslaus Zametschnik, którego syn, Franz, stolarz, udał się ok. 1820 r. do Polski, osiadł w Warszawie i spolszczył nazwisko na Zamecznik. I tak to się potoczyło...
Czasem w programie, w początkowych wersjach trafiałem na miny. I tak jak wuj wpadł na pomysł, aby ożenić się z pasierbicą, a programista nie przewidział mezaliansów międzypokoleniowych...😁
Lubię tę zabawę, zwłaszcza jak przybywa wnuków do wpisania..