-
Liczba zawartości
287 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
Typ zawartości
Forum
Profile
Galeria
Kalendarz
Blogi
Sklep
Zawartość dodana przez Lamela
-
Miałem ostatnio podobny temat na tapecie - podstawa do okrętowego Schatza. Została zrobiona z klejonej warstwowo dębiny, wycięte na pile taśmowej i oszlifowane. Trochę zdjęć z etapu stolarskiego, pomagał mi zięć który ma nieco onarzędziowania no i praktyki. Całość potem olejowana Jerzy A ten za Schatzem w tle - samochodowy (chyba) Jaeger, oprawiony kiedyś w wyrzezaną z pucka obudowę typu czapka napoleona - całkiem zgrabnie maluch wygląda. Widać z tyłu zupełnie ręczną robotę - jakby nożem ktoś mocno pracował 😄
-
Fajna maszynka, zachowam obrazki to może sobie też coś takiego wystrugam. Na razie robię to ręcznie w skórzanych rękawicach, ale czasami strach jak sprężyna gruba no i zawsze obawa, że ją zwichruję. Przyznam też bez bicia, że jak wnętrze bębna robi dobre wrażenie, to często odpuszczam mycie - w najgorszym przypadku sam zegar się upomni...
-
Może jednak warto ekshumować (o ile nie spopieliłaś, skoro pochowany w kolumbarium - tfu, trąci nekrofilią ..☠️) . Mam coś takiego To jest Slava, w którejś wersji to był bliźniak Mira. Na pocieszenie, skoro ostatnio robisz w Poltikach - może takie cudo Cię zainteresuje ? Pozdrowienia, Jerzy
-
No tak, wężydło to dość stara nazwa wstawianej, najczęściej gotowej, tulejki łożyskowej. Może te określenie już teraz jest niezbyt używane ale kiedyś ta nazwa była dość powszechna (vide Podwapiński). Nie mam natomiast pomysłu na genezę pochodzenia tego słowa - może ktoś wie ?
-
Stare budziki są wdzięcznym polem do kolorystycznych wariacji 🙂 Ten nawet wrócił na swoje miejsce sprzed dziesięcioleci...
-
A jak poszło z wężydłem ? Mam w Schatzu marynistycznym takie coś do roboty i temat jast dla mnie gorący... Kupiłeś tulejkę łożyskową, czy dorabiałeś ?
-
No właśnie - malowanie czy to tuning, czy taka, trochę wiejska uroda od początku? Ale ten z czaszkami to trochę przegięcie 😏 Dzwon to jest po byku i jak się ustawi. to naprawdę głośny - ale dość wysoki w tonacji no i po takim okazie to słuchacze raczej oczekują głębokich kurantów....- skąd mają wiedzieć, że „ten typ tak ma”😊
-
Jest jeszcze jedna historia z kolorowym zegarem. To miał być pierwszy (i jak dotąd - jedyny) stojący zegar, wymarzyłem sobie dla niego miejsce w pokoju. Żadna tam poniemiecka baba czy chłop, tylko rasowy anglik czy duńczyk. Ile aukcji przegrałem, o złotówkę..☹️. Aż wreszcie jest , sukces, zielony duńczyk, niezbyt drogo bo bez zawieszki, wahadła, wag - ale cóż to dla mnie, zrobię. Przywożą, wnoszą jak trumnę (ma prawie 2 metry wysokości). Oglądam - skrzynka niezła, teraz mechanizm - jaki ładny... toż to replika, nikt mi nie wmówi, że w XIX wieku używali pierścieni osadczych Seegera DIN 6799. Obraziłem się, stał ze dwa lata... Przyszedł moment remontu mojego pokoju, trzeba było ściany pomalować. I tu pojawił się pomysł (moja małżowinka w tym się specjalizuje 😄) - a może jedną ścianę w kolorze zegara ? Długo w mieszalni dobieraliśmy odcień do drzwiczek - i JEST ! Zegar na tym tle ożył, musiałem się z nim przeprosić, polubić i uruchomić. Zawieszka z żyletki Polsilver, wagi początkowo z dwóch hantli po 5 kg (no nie, teraz już są metalowe - kamiennych jak w oryginale się nie dorobiłem). Tylko musiałem bicie wyłączyć - narzekają, że taki wielki zegar, a robi a robi skromne "dzyń" w pojedyńczy dzwonek jak, nie przymierzając, eunuch.
-
Wracając do kolorowych zegarów - spotkałem kiedyś, będąc na nartach małej włoskiej mieścince koło Cortiny wahadłowego Junghansa bogato pomalowanego w fantastyczne wzorki na zielonkawym tle. Nagabywałem właściciela, skąd tam się on (ten zegar) wziął i czy by się z nim nie rozstał. Z dość trudnej rozmowy (ach, ten włoski-angielski) wynikało, że jest tam on od zawsze i jest to mniej więcej lokalna wiejska tradycja, zaś o sprzedaniu - nie ma mowy ☹️. Zacząłem się więc oglądąć po różnych aukcjach i oto co przygarnąłem kilka lat temu. Styl malowania (wzorki) podobny do tego włoskiego, tylko inne tło. Miał też inną, przydatną dla mnie cechę - dosyć zrujnowany mechanizm po pękniętej sprężynie, co dało przyjemność z nim zabawy i pozytywnie rzutowało na negocjacje cenowe. Pozostaje tylko pytanie, na które nie mam odpowiedzi - czy Junghans jako firma robił sam takie malowane dzieła pod zapotrzebowania lokalne, czy jest to domorosła twórczość artystyczna ? A jeżeli - to pojawia się wtedy wątpliwość - skąd podobna inspiracja we Włoszech i w Polsce ?. A tak odnośnie gustu - kolorowy zegar grzecznie sobie tyka i podzwania w kąciku, nad kwiatkiem wygląda jakby tu się urodził i jest częściej adresatem efektu "wow" niż wiszący na sąsiedniej ścianie dostojny linkowiec 🙂
-
Naprawa Atmosa
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
To jednak by było zbyt piękne... Minęło pół roku od instalacji nowego mieszka, Atmos chodzi ale coraz bardziej późni, nie ma śladu nakręcania. Wyjąłem mieszek - wygląda OK, pracuje, amplituda lodówka (ok. 5 stopni) - temp. pokojowa to ok. 11 mm. Podejrzanie za to wygląda zespół naciągu sprężyny głównej. Sprężyna spiralna wystaje od ramy mechanizmu na ok. 25 mm i ani drgnie w miarę pracy (a więc spadku naciągu sprężyny głównej przez blisko 2 miesiące). Według dostępnej literatury wymiar ten to powinno być 45 - 48 mm. A w moim Atmosie po ok. kilku miesiącach pracy tak to wygląda. Przylepiłem miarkę, aby obserwować, czy w miarę pracy "coś się rusza", ale nic nie widać. Problem tylko, że nie wiem, czy te 45-48 mm jest mierzone w stanie naciągniętym, czy rozwiniętym sprężyny głównej, a zatem powstrzymuję się z regulacją. Podobno jest to wyjaśnione w publikacji "Atmos Factory Repair Notes". Niestety, nie znalazem w sieci tego dokumentu w postaci elektronicznej. Jeżeli ktokolwiek z Kolegów ma wiedzę nt. zasad tej regulacji ewentualnie dostęp do powyższej publikacji, byłbym bardzo zobowiązany. Jerzy -
Moja Eureka
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Wszystko gotowe do ważenia balansu, narzędzie gotowe tylko jeszcze na koniec, tak na rybę, pokręciłem trochę przesuwką - tak prawie pół zakresu. No i znowu tylko kilka minut na dobę poprawki, prawie rewelacja . I wciągnęło mnie... To trochę bez sensu - skracanie włosa wydłuża okres wahań (!) i vice-versa, ale ciekawy jestem, jaką dokładność można tą techniką wyciągnąć i jak stabilnie. Wszystko grzecznie notuję w excelu i zobaczę, jaki z tego wyjdzie wykres. -
Moja Eureka
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Mechanizm wyczyszczony, zmontowany - działa pięknie jak na wideo. W tej chwili pod prowizorycznym kloszem kupionym za nieduże pieniądze w Hucie Szkła "Ładna". Niestety, klosz z prostokątnym dołem jest na razie raczej w sferze pobożnych życzeń - krajowi wytwórcy albo nie chcą się podjąć, albo mówią o astronomicznych kosztach... Znalazłem producentów w Niemczech i Anglii, ale to też nie ten budżet. Powoli skłaniam się do innych rozwiązań spotykanych w Eurekach - okrągła podstawa do istniejącego klosza (ale to najmniej efektownie wygląda) lub szkieletowo/szklana pokrywa na podobieństwo kareciaka (były takie w drewnie bądź metalu). Zobaczymy, pokombinuję. Więcej ciekawych wyzwań mam z samym mechanizmem. Faktycznie, zasługuje on na swoje miano - kilka razy zakrzyknąłem "Eureka !, mam cię", po czym znowu podejmuję dość nierówną walkę przy kolejnym problemie . Najpierw trochę zabrało czasu ustawienie przekładni zliczającej, która namiętnie gubiła bądź dodawała kroki. Trzeba było w końcu porzucić "fabryczne" ustawienia i wyregulować "po swojemu" przeciwzapadkę, wtedy wreszcie poszło. Potem zabrałem się za regulację, trzeba było zgubić te kilkugodzinne opóźnianie. Przyjąłem założenie zasilania 1,5 V i regulację wg NAWCC przez zmianę położenia ciężarków balansu. Poważone, ponumerowane, zrobiłem mapę położenia i po kilku cyklach tasowania - Eureka!, jest już odchyłka tylko kilka minut na dobę. No to tylko trochę regulacji włosem i jesteśmy w domu. Tak myślałem Najpierw - jednego dnia spieszy, drugiego późni - ot, tak sobie. Pamiętam, że balans ma dość duży luz osiowy - może pływa przód-tył i to powoduje tą odchyłkę. Proszę bardzo, zostawiam go przechylony jakiś milimetr do przodu, niech spoczywa na jednym łożysku - fakt, poprawia się, tylko późni. Ale regulacja włosem to raczej fikcja - tak jakby na ostrzu noża, najpierw długo, długo nic a potem małe muśnięcie pokrętki (a przecież jest spore przełożenie zębate do przesuwki) - i leci kilka minut w drugą stronę. I tak kołyszemy się drugi tydzień... Powoli skłaniam się do opcji tak jak robił to kol. Karol - precyzyjnie wyważyć balans i dopiero potem po bożemu regulować włosem - ale czyżby amerykanie się mylili ? Ale przynajmniej - fajnie jest, nie mogę się nudzić -
Moja Eureka
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Cewka 19,8 ohma, dosyć stabilny pomiar (mierzone na wyjętym balansie). -
Moja Eureka
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Pomiary chodu Eureki zajęły trochę czasu ... Dla zasilania 1,5 V jest marnie - amplituda 250 stopni, późni 2,5 h/doba. Nieco lepiej wypada dla zasilania 3 V - amplituda wzrasta wtedy do 370 stopni, a spóźnienie spada do ok. 20 min. /doba. Błąd izochronizmu wydaje się więc być ewidentny. Rozebrałem zatem balans i zabrałem się do ważenia, zgodnie z Twoimi doświadczeniami. Przy okazji obejrzałem czopy - nie wydają się zużyte, myślę że przepolerowanie wystarczy. Pojawiły się dwa pytania: 1. ważyć z włosem (jak na zdjęciu z postu) - mam pewne wątpliwości, wszak punkt zaczepienia i przesuwka nie są jednoznacznie określone, a więc część włosa i tak nie bierze udziału w pracy. 2. Wstępne próby wykazały, że bez dołożenia znacznej masy podkładek się nie obędzie, co de facto zwiększy moment bezwładności balansu, a więc wydłuży okres. A przecież nie o to chodzi... W międzyczasie zacząłem trochę grzebać w internecie i na forum NAWCC (gdzie aż roi się od problemów z regularnością chodu Eureki) znalazłem ciekawe rozważania, sygnowane przez "wisty", z 5 listopada 2017. Załączam link https://mb.nawcc.org/threads/help-with-eureka-clock.119979/ W skrócie wynika z treści, że balans Eureki, jako źródło napędu, wcale nie musi być wyważony a wręcz przeciwnie, przez zmianę położenia ciężarków o różnej masie (sprawdziłem - w moim występują trzy rodzaje, od 3,8 do 6,2 g) a tym samym zmianę położenia środka ciężkości można zgrubnie regulować jego okres. Jest nawet domniemanie, że to był sposób na fabryczną wstępną regulację zegara. Byłbym bardzo ciekawy komentarza na ten temat, z pewnością po złożeniu mechanizmu spróbuję tej opcji. Jerzy -
To była długa naprawa... Padł mieszek. Dzięki pomocy kolegów z forum (dzięki ), po próbach lutowania i napełniania werdykt był jednoznaczny - nie da się, nieszczelność jest na bocznej, pracującej fałdzie i wcześniej czy później na skutek ruchu łata się rozlezie. Na zatoce mieszki są, ale z komentarzem wystawiającego w stylu "nie jestem ekspertem, widziały gały co brały.. ", co przy cenie, kosztach dostawy i ryzyku czyniło całe przedsięwzięcie niespecjalnie atrakcyjnym. Po dość długim poszukiwaniu wybrałem ofertę Mike Murray'a z Mike's Clock Clinic oferującego części w dość rozsądnej cenie (tzn. dla nas - drogo), ale dawał dwa lata gwarancji na mieszek i nie za wysoki, jak na Stany, koszt wysyłki. No i nie ukrywał, że jest to część z odzysku, z konkretnego rocznika, napełniona i sprawdzona. Przesyłka była u mnie w niecałe 3 tygodnie. Korzystając z lodówkowej temperatury na balkonie dosyć łatwo i bez pośpiechu że się ogrzeje umieściłem go w baniaku ze sprężyną i dla pewności zrobiłem pomiary jak na zdjęciach. Wygląda, że OK , wstawiłem do zegara i czekam, obserwując zostawiony znacznik na kole zapadkowym .
-
Moja Eureka
Lamela odpowiedział Lamela → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Dzięki za cenne uwagi, myślę że na tym się nie zakończy Na razie zegara jeszcze nie rozbierałem - jest uruchomiony, obserwuję go i robię listę "cierpień" aby kompleksowo zabrać się do roboty. Zdecydowanie się późni - ok. 40 minut / doba. Z początku podejrzewałem że trochę przepuszcza, co któryś ząb, zapadka (jest pewien luz na osi dźwigni zapadkowej). Policzyłem jednak pracowicie ząbki koła zapadkowego i przełożenie przekładni chodu oraz okres wahań balansu - jest ok. 2,82 sek, a dla prawidłowego chodu z wyliczeń wychodzi, że powinno być 2,66 sek. Tak więc najpierw pokombinuję z włosem (pewnie trzeba będzie przesunąć punkt mocowania, regulacja jest już na skraju - ktoś z tym wcześniej walczył ). Jak nie wystarczy - pozostanie pewnie do zmniejszenia moment bezwładności balansu. No i wtedy na pewno pobawię się z luzem poosiowym balansu. Pozdrowienia, Jerzy -
Już w domu I nawet (jeżeli nie liczyć klosza...) - kompletna. Dała się uruchomić z pierwszego podejścia, chociaż na pewno trzeba będzie pogrzebać w środku. Choćby - oczyścić "na błysk". Wypolerować - to mały miś, tylko tu jest pytanie - czy jest jakiś sensowny sposób zabezpieczenia mosiądzu przed paluszkami i matowieniem ? Słyszałem o szelakowaniu, ale nigdy tego nie robiłem ... Niepokoi mnie też trochę duży (ze 2mm) luz poosiowy balansu i tu pytanie do kol. Karola - czy zetknął się się z takim objawem w Eurece Janka którą naprawiał ? Czy warto / należy z tym walczyć ? Na razie (wstępnie) widzę, że trochę późni, jeszcze nie sprawdzałem zakresu regulacji. Zasilanie 3V daje niezłą amplitudę ok. 360 stopni. ale chyba wg literatury to za dużo, zmniejszę napięcie do 1,5V i zobaczę, co się pochrzani , wtedy będę wiedział, od czego zacząć. No i najważniejsze - jakoś mi głowy nikt w domu nie zmył ...
-
Master Clock - Standard Electric Time Co.
Lamela odpowiedział Taraj → na temat → Zegary roczne i inne z wahadłem torsyjnym, zegary elektryczne
Śliczności maszyneria, gratuluję i zazdraszczam -
Jednym słowem - kapitalna, zazdroszczę oka i szczęścia. Ciekawe, na jakim szrocie mechanizm i skrzynia ...
-
Nie jest to nowy nabytek, gdyż w rodzinie jest od lat 30 ubiegłego wieku, ale jest z pewnością jedyny. Zrobili go mechanicy dla mojego dziadka (rocznik 1901, był lotnikiem, w czasie wojny w Bitwie o Anglię, po wojnie zawiadowcą lotniska na Gocławiu). Oryginalne śmigło mahoniowe, zegar z tablicy przyrządów - bodajże myśliwskiego Nieuporta. Oczywiście, na chodzie. Jerzy
