Wtedy wiesz do czego rozmówca nawiązuje.
Nierealne, żeby prywatny przedsiębiorca stojący za Farasute został zmuszony przez urzędnika do zakupu ST-17 w wersji automatycznej.
Większość mechanizmów zegarkowych (także w Chinach) produkuje się w wersji automatycznej. Usunięcie rotora to prosta operacja. No i skąd wiesz kto stoi za Farsute? Może progenitura lokalnej wierchuszki partyjnej? Decyzja, że akurat mikromaraka Tandorio (sama nic nie wytwarza, tylko projektuje) zleca w Shenzhen produkcję zegarków z dobrym mechanizmem, kopertą z WR do 200 metrów, szkłem szafirowym, często poniżej 100 dolarów raczej gdzieś zapadła, inne chińskie mikrobrandy aż tak hojne nie są.
Już pół wieku temu Japończycy przećwiczyli taką "gospodarkę rynkową". Zamknęli swój rynek dla sprzętu fotograficznego z Niemiec i USA, cały czas osłabiając pozycję Leiki, Zeissa i Kodaka, zapędzając je do niszy. W latach 60. i 70. wykosili z rynku lustrzanek niemal wszystkich. Wówczas to japońskie ministerstwo przemysłu decydowało jak podzielić rynek fotograficzny na świecie, już w zasadzie opanowany przez Japonię, i to w ten sposób, żeby japońskie firmy nie konkurowały za granica ze sobą. No więc Yashica - firma bardzo innowacyjna (migawka sterowana elektronicznie w kompaktach pod koniec lat 60.) przyciągała entuzjastów, Pentax i Olympus były dla zaawansowanych amatorów i hobbystów, Canon i Nikon to sprzęt dla profesjonalistów. Kilka mniejszych firm (Cosina, Chinon, Fuji, Miranda, Konica, Ricoh, Minolta, etc.) robiły tłok na światowym rynku, wypierając z niego sprzęt inny niż japoński, ale ponieważ były względnie małe to musiały sobie radzić same. Z nich po złotej erze lustrzanek w latach 70. i 80. do ery cyfrowej dociągnęła Fuji, Minolcie ministerstwo nie pozwoliło zbankrutować, ale za cenę wchłonięcia przez Sony. Ponieważ Sony miało ogromne doświadczenia w produkcji kamer cyfrowych, ministerstwo przemysłu ustanowiło tę firmę japońskim liderem w fotografii cyfrowej (bezlusterkowej). Kiedy japońskie ministerstwo przemysłu chciało jakąś firmę ratować, np. Pentaksa polecano żeby ktoś ją kupił (Hoya, później Ricoh). Teraz Pentax w zasadzie zniknął z kurczącego się rynku i już nie jest ratowany. Pozostaje na rynku bezlusterkowców lider innowacji Sony, oraz starające się nadążyć Canon, Nikon - po staremu dla profesjonalistów; a Fuji i Panasonic dla entuzjastów. Dalej nie ma nic, poza niszą w postaci bardzo drogich aparatów Leica, no tak to zostało ustanowione. Po prostu nie wszystko w gospodarce jest takie na jakie wygląda.