Longines Heritage Flagship to dość dziwny zegarek. Z jednej strony lista jego wad jest dość długa. Wydaje się, że wszystko zaczęło się od decyzji o zastosowaniu małej sekundy. Jest ona umieszczona zbyt blisko środka tarczy. Być może wynikało to z dostępnego mechanizmu (a przy tej cenie raczej nikt nie będzie robił zmian w istniejących mechanizmach). Niemniej przez małą sekundę tarczy brakuje równowagi. Projektanci chyba zdawali sobie z tego sprawę i próbowali uciec. Przesunięto okienko daty na godzinę 6 ale tak jakoś wyżej, wydaje się, że zastąpienie indeksu 6 okienkiem daty jeszcze bardziej zaburzyłoby równowagę. Tyle tylko, że w efekcie sekundnik zasłania datę. O ile w przypadku dużego sekundnika dzieje się tak zawsze i nikomu to nie przeszkadza, o tyle tutaj... no właśnie. Dalej przesunięto indeksy minutowe do środka tarczy. Zyskano równowagę ale wymagało to skrócenia wskazówki minutowej, w efekcie skrócono też wskazówkę godzinową, która teraz jest po prostu za krótka. Dyskusyjny jest też dekiel. Wolałbym przeszklony, choć biorąc pod uwagę, co mógłbym zobaczyć w tej cenie, to nie wiem czy pełny nie był jednak lepszym wyborem. Z drugiej strony jest to zegarek o bardzo dużej sile przyciągania. Jakiś czas temu oglądałem wystąpienie kogoś z Longinesa i on mówił, że ten model należy go grona najlepiej sprzedających się zegarków Longines'a. Również w salonie Jubitom powiedzieli, że cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem. Ja sam koło tego zegarka chodziłem około roku. W końcu kupiłem Longines 1832, który będąc podobnym zegarkiem, nie miał żadnej z wymienionym powyżej wad. Ale na Heritage Flagship ciągle spoglądam, ciągle jakoś mnie ciągnie do siebie. Magia czy co Jak mawia nasz forumowy kolega: "nie żałujemy zegarków, które kupiliśmy, żałujemy tych, których nie kupiliśmy".