Kilka jakiś czas temu z powodu robionych w tym czasie zdjęć i pasji ornitologicznej (poważnie taki był powód ale to inna historia) przeprowadziłem na wieś. Mam spory ogród dzięki żonie (pasjonat zieleni), co roku wiele ptaków wije gniazdo w koronach drzewach i głownie w krzewach. Na początku miałem kilka budek . Najszybciej zasiedliły je właśnie sikorki bogatki. Problem polegał na tym że budka jest bardzo widocznym i eksponowanym miejscem . Drapieżniki (sójka, sroka ) wypatrują intensywnie spokojnie siedząc w ukryciu i lokalizują ptaki lecące z pokarmem dla piskląt. Normalnie ptaki nie wlatują bezpośrednio do gniazda a siadają z jakieś 10m obok i drobnymi przeskokami podlatują pod osłoną liści do ukrytego gniazda. Budka daje pełną osłonę dla młodych (niestety dzięcioł pstry rozkuwa otwory wlotowe budek lub ścianki ). Najtrudniejszy okres to moment wylotu młodych . Drapieżniki (i nie mówię tu o kotach 😉 ) dokładnie wiedzą kiedy następuje wylot. W tym momencie ginie przeważnie 50% młodych... Im bardziej gniazdo ukryte i w bardziej "zakrzaczonej" części tym młode mają większe szanse. Niestety, u sikorek tylko około 30% młodych przeżywa okres pierwszych 3 miesięcy - stąd do trzech lęgów w roku. I nie dotyczy to tylko maluchów ... Mam taką parę drozdów, której mimo starań udało się dopiero po dwóch latach wyprowadzić pierwsze młode ... Kosy cwaniaki budują gniazdo na balkonie - zarośnięty i sójki boją się szabrować ...
Przyroda to niestety ... W tym roku miałem gniazda rudzika, pierwiosnka, kapturki, strzyżyka (nam strumyk w granicach działki) kowalika, sikorek (bogatka, modraszka, uboga ) kos, drozd śpiewak. Przez kilka lat miałem (od 2011) na dębie gniazdo wilgi. Pozwoliły się fotografować przez wile lat, ale tylko mnie (tysiące zdjęć samca samiczki i młodych) - załączam unikatowe zdjęcie karmiącej samiczki. Przy obcych nic - to mistrzowie kamuflażu. W tym roku z powodu porządków na sąsiedniej działce odpuściły miejsce - są bardzo wrażliwe na zmiany w biotopie. Tuż za działką, na dzikiej czereśni, gniazduje w dziupli dzięcioł zielony. Zalatuje po pokarm dzięciołek i dzięcioł pstry (ale rzadko). Na opuszczonym gospodarstwie w zagajniku posadzonych świerków gniazdują co roku raniuszki . Nad moim strumyczkiem pnie drzew porasta bluszcz gdzie roi się od życia i młodych ptaków. W okolicy jest puszczyk (zimuje w opuszczonym gospodarstwie) - poluje z naszych drzew na sąsiadującej za płotem 40h łące. Co roku młode skrzeczą w nocy więc są lęgi. Gdzieś w okolicy muszą być sowy uszatki bo ostatnio znalazłem na drzewie truchło niedojedzonej sowy, a puszczyk na nie poluje niestety.
Teren naszej działki to również teren łowiecki kuny i gronostaja. Kuna buszuje w nocy po drzewach , gronostaj zmniejsza populację nornic ...
Zatem podsumowując budki są oczywiście rozwiązaniem, ale lepiej jest rozwijać ogólnie pojętą "krzaczastość" ogrodu i drzew no i konieczność zapewnienia urozmaiconej bazy pokarmowej - czyli owadów. Zatem nie używamy chemii ani nie stosujemy oprysków z "chemii" (nawet na komary 😉 ).
Parę zdjęć z zakrzaczonego ogrodu, rzeczki i balkonu gdzie gniazdują na zmianę drozdy i kosy no i naszych wilg.
Pozdrawiam Leszek K.