No i wyszedłem na przeciwnika analogów... :oops: Wręcz przeciwnie! Sam niedawno kupiłem aparat Canon 50E. Zdjęcia Twojego kolegi są wspaniałe, ale chyba nie powiesz, że wykonał je starymi aparatami typu Fed, Zorki czy Kiev? Wydaje mi się, że potrzebne jest rozróznienie na zabytkowe analogi - wykonujące klimatyczne, ale statyczne zdjęcia i na nowoczesne lustrzanki Canona czy Nikona na film, które w wielu kwestiach są jeszcze nieosiągalne dla najlepszych małoobrazkowych konstrukcji cyfrowych. Dla przykładu to właśnie Canon 1V z powerwinderem potrafi kłapać lustrem 10 klatek na sekundę, a reporterski model cyfrowy tegoż producenta 'tylko' 8,5 kl/s. Nie mówiąc o przewadze kliszy w kwestiach rozdzielczości (film 36x24 mm to ok. 16 mln pikseli), przejść tonalnych czy braku problemów z balansem bieli... Niestety dziś to, co bardziej opłacalne wygrywa, a przyzwoity film (10 zł za 36 klatek) plus wywołanie i skanowanie z negatywu do rozdzielczości 2100x1400 (15 zł; w sumie 25 zł) to spory koszt za tak niewielką liczbę ujęć. Ostatnio, gdy fotografowałem moim 50E na konferencji (z niej pochodzi zdjęcie Żukowskiego) widziałem reportera lokalnej gazety, który przyszedł i bez specjalnego zastanowienia zrobił ponad 50 ujęć jednego z prelegentów... I nie myślał o zmianie filmu w czasie kadrowania... Czy w ogóle myślał? To młodzian jakiś był (ale starszy ode mnie ;-)), więc nie sądzę, by miał kiedyś do czynienia z analogami. Obecna technologia pozwala na wykonanie ponad tysiąca zdjęć na przeciętnej klasy sprzęcie. Tak, fotografia skomercjalizowała się (bo każdy może wykonać dobrą fotę - pytanie tylko z jak wielu prób pochodzi dane ujęcie) i zastanawiam się, czy można jeszcze mówić o niej jako o sztuce? Ech, smuty jakieś piszę... Taki dzień trefny.