Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
logann

Walka o polszczyznę

Rekomendowane odpowiedzi

Niewiadomo, napewno, wogóle, narazie, niewiem, pozatym, nacodzień, conajmniej - najczęstsze klasyki.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Sławol napisał(-a):

Niewiadomo, napewno, wogóle, narazie, niewiem, pozatym, nacodzień, conajmniej - najczęstsze klasyki.


- Dokładnie.

Zapomniałem o „dokładnie”, używanym jako izolowane słowo zamiast potwierdzenia. Kiedyś „dokładnie” występowało niemal wyłącznie w biurach, wśród korporacyjnych dziewczyn, które „forłardowały asapem” i w ten sposób się „czalendżowały”. Ostatnio usłyszałem to znowu, w wywiadzie z jakimś intelektualistą. Przy okazji nie omieszkał powtykać „jakby” i „tak naprawdę” w co drugim zdaniu, czyli wykonał prawie cały program obowiązkowy.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

„Moim zdaniem to jest, nie wiem, przykład zjawiska pokazującego, że, nie wiem, ludzie się trochę pogubili…”

„On był taki, nie wiem, dziwny…”

„To ma, nie wiem, klimat lat 80…”

"Wiem, to może brzmieć, nie wiem, jakoś dziwnie może, nie wiem, ale to jest, nie wiem, chyba jasne i, nie wiem, klarowne, do cholery!"

 

:D  

 

I jeszcze wszechobecny "specyficzny" jako ekwiwalent "dla mnie niezrozumiały".  ;)

 

„To bardzo specyficzny człowiek.”
„Ma specyficzne poczucie humoru.”
„To specyficzny film.”
„Panuje tam specyficzna atmosfera.”

 

Tylko że „specyficzny” coraz częściej niczego realnie nie opisuje. Jest bezpiecznym słowem-wytrychem używanym wtedy, gdy ktoś nie bardzo wie, co właściwie chce powiedzieć albo po prostu nie rozumie osoby, zjawiska czy estetyki, o której mówi. Bo przecież można powiedzieć: chłodny, pretensjonalny, neurotyczny, absurdalny, manieryczny, melancholijny, egzaltowany, szorstki, duszny, chaotyczny, itd. Ale po co, skoro wystarczy: "To jest taki, nie wiem, specyficzny, jakby, nie wiem, człowiek".  ;) 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

wymyslilem-bezmyslnik-stawiac-sie-go-bedzie-przed-zdaniem-nie-majacym-sensu-tytus-romek-i-atomek.thumb.jpg.336af740f14a0938cdf2f128a90ef4cd.jpg


Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji. Němec z Královce

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak zdanie pozbawione sensu, to mi się przypomniało... 

 

"Aczkolwiek niewątpliwie generalnie rzecz biorąc,

patrz z punktu widzenia przez punkt patrzenia

na aspekt całej sprawy...

No bo jeśli, powiedzmy, weźmiemy pod uwagę

taki powiedzmy punkt widzenia...

to znaczy punkt patrzenia... no to przecież jasne jest,

że z tego punktu widzenia, to ten punkt patrzenia...

no i aspekt sprawy jest zupełnie inny!" 

 

Pozdrawiam Jacek 


"Na żadnym zegarze nie znajdziesz wskazówek do życia" 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 16.05.2026 o 11:34, Lincoln Six Echo napisał(-a):

Bo przecież można powiedzieć: chłodny, pretensjonalny, neurotyczny, absurdalny, manieryczny, melancholijny, egzaltowany, szorstki, duszny, chaotyczny, itd. Ale po co, skoro wystarczy: "To jest taki, nie wiem, specyficzny, jakby, nie wiem, człowiek".  ;) 

 

Teoretycznie można. W praktyce to niewykonalne, bo autor "wypowiedzi", opartej na wypełniaczach pozbawionych treści, nie jest w stanie sformułować jej ładnie ani nawet poprawnie, przynajmniej w tej chwili. Gdyby umiał, to by sformułował. 

 

Sposobem na językową nieporadność (która jest powszechnie akceptowaną formą ubóstwa, znacznie bardziej rażącą niż ubóstwo materialne) jest "olewanie tematu", demonstrowane na zewnątrz poprzez wypowiedzi w rodzaju "i co z tego?", "kogo to obchodzi?", "najważniejsze, żeby się można było zrozumieć", itp. Jest to postawa zrozumiała, bo kto dotknięty jakimś niedoborem albo kalectwem chciałby je eksponować? Z pewnością byłoby mu przyjemniej być uznawanym za w pełni sprawnego. Każdy przecież zmaga się w życiu z jakimiś trudnościami, które musi pokonywać. O ile jest ich świadomy, bo jeśli nie jest, to nie musi. Co innego jednak pozostawać w nieświadomości, a co innego lekceważyć słuchaczy i czytelników, demonstracyjnie tkwiąc w epoce, kiedy pisownia i wymowa polska nie były jeszcze ustalone. 

 

W negacjonistycznej postawie wobec językowych porażek dopatrywałbym się nawet cech pewnego szlachetnego indywidualizmu, gdyby nie to, że jednak znacznie łatwiej jest rozrzucać wokół siebie odpadki na ulicy, zachowując niewzruszone i dumne oblicze, niż zdobyć się na minimum wysiłku i pokornie poszukać kosza na śmieci. Rażących błędów ani zachowań ludzi wokół mnie staram się nie korygować (i czasami mi się udaje), podobnie jak nie chodzę za osobami śmiecącymi na ulicy i nie sprzątam za nich tego wszystkiego, co zostawiają za sobą. To już ich sprawa.

 

Co innego słowo pisane i ogólna dyskusja, taka jak tutaj. A temat poprawności, dopuszczalności, rzekomych lub rzeczywistych braków i niedostatków, ma dodatkowy aspekt, który mnie interesuje. Otóż tworzy mnóstwo okazji do autopromocji, widocznej w niektórych wypowiedziach. W moich tekstach najwidoczniej z tym przesadziłem, bo w pewnym momencie jeden kolega nie wytrzymał, że tyle osób tak jawnie i bezkarnie się wymądrza, i postanowił dołożyć coś od siebie, sugerując (nie wiadomo na jakieś podstawie) jakoby błędy interpunkcji albo pomijanie polskich znaków odpowiadały brudnym rękom i plamom na ubraniu, a cała reszta (ortografia, gramatyka, frazeologia) była już mniej ważna.

 

Nie wiem skąd akurat taka hierarchia ważności, że dbałość o przecinki i "ą, ę, ć" miałaby być ważniejsza od pisowni np. "nie" z przymiotnikami albo od prawidłowej odmiany przez przypadki, to już tajemnica autora tej propozycji. Uważam jednak, że na takim forum, jak to, każdy niedorzeczny pomysł powienien być dozwolony, nawet jeśli został podany w mało estetyczny sposób. Była taka książka "Wolna Trybuna", zawierająca fikcyjne listy obywateli skierowane do tytułowej Trybuny, forum powstałego dla uczczenia 50-lecia PRL. Moim zdaniem jest to właściwy model funkcjonowania każdego dobrego forum.

 

W poprawności językowej, jak w każdej dziedzinie savoir-vivre'u, w grucie rzeczy nie chodzi o to, żeby nie robić błędów i poprawnie stawiać przecinki. Nie wymagam od nikogo, żeby był ideałem. Sam również nim nie jestem i nie jest to dla mnie powód do depresji, tylko do pracy nad sobą. Wystarcza mi w zupełności, kiedy ktoś się stara. Poznaję to po tym, że np. cztery lata temu mówił "poszłym", dwa lata temu "poszłem", a obecnie mówi i pisze "poszedłem". W następnej kolejności przyjdzie czas na zastąpienie "wyłanczam" przez "wyłączam". Wszystko wymaga czasu, takie rzeczy nie dzieją się od razu. Nie chodzi o to, żeby oceniać innych na podstawie ich błędów robionych dzisiaj.

 

Każdy ma jakiś własny poziom wyjściowy, od którego zaczynał i który na ogół nie zależał tylko od niego samego. Istotny jest postęp, jakiego ktoś dokonał względem tego, jak mówił i zachowywał się wcześniej. Od zewnętrznej poprawności znacznie ważniejsze są intencje i sposób traktowania innych. O ile jednak rzeczy powierzchowne, takie jak błędy języka, są łatwo zauważalne i nawet możliwe do wytłumaczenia (niektórym, tzn. tylko tym, których to interesuje), to nie sposób sprawić, żeby ktoś stał się zdolny powiązać swój styl wypowiedzi z relacją, którą nawiązuje ze słuchaczem lub czytelnikiem. To już jest wyższa szkoła jazdy.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, ireo napisał(-a):

 

Teoretycznie można. W praktyce to niewykonalne, bo autor "wypowiedzi", opartej na wypełniaczach pozbawionych treści, nie jest w stanie sformułować jej ładnie ani nawet poprawnie, przynajmniej w tej chwili. Gdyby umiał, to by sformułował. 

 

Sposobem na językową nieporadność (która jest powszechnie akceptowaną formą ubóstwa, znacznie bardziej rażącą niż ubóstwo materialne) jest "olewanie tematu", demonstrowane na zewnątrz poprzez wypowiedzi w rodzaju "i co z tego?", "kogo to obchodzi?", "najważniejsze, żeby się można było zrozumieć", itp. Jest to postawa zrozumiała, bo kto dotknięty jakimś niedoborem albo kalectwem chciałby je eksponować? Z pewnością byłoby mu przyjemniej być uznawanym za w pełni sprawnego. Każdy przecież zmaga się w życiu z jakimiś trudnościami, które musi pokonywać. O ile jest ich świadomy, bo jeśli nie jest, to nie musi. Co innego jednak pozostawać w nieświadomości, a co innego lekceważyć słuchaczy i czytelników, demonstracyjnie tkwiąc w epoce, kiedy pisownia i wymowa polska nie były jeszcze ustalone. 

 

W negacjonistycznej postawie wobec językowych porażek dopatrywałbym się nawet cech pewnego szlachetnego indywidualizmu, gdyby nie to, że jednak znacznie łatwiej jest rozrzucać wokół siebie odpadki na ulicy, zachowując niewzruszone i dumne oblicze, niż zdobyć się na minimum wysiłku i pokornie poszukać kosza na śmieci. Rażących błędów ani zachowań ludzi wokół mnie staram się nie korygować (i czasami mi się udaje), podobnie jak nie chodzę za osobami śmiecącymi na ulicy i nie sprzątam za nich tego wszystkiego, co zostawiają za sobą. To już ich sprawa.

 

Co innego słowo pisane i ogólna dyskusja, taka jak tutaj. A temat poprawności, dopuszczalności, rzekomych lub rzeczywistych braków i niedostatków, ma dodatkowy aspekt, który mnie interesuje. Otóż tworzy mnóstwo okazji do autopromocji, widocznej w niektórych wypowiedziach. W moich tekstach najwidoczniej z tym przesadziłem, bo w pewnym momencie jeden kolega nie wytrzymał, że tyle osób tak jawnie i bezkarnie się wymądrza, i postanowił dołożyć coś od siebie, sugerując (nie wiadomo na jakieś podstawie) jakoby błędy interpunkcji albo pomijanie polskich znaków odpowiadały brudnym rękom i plamom na ubraniu, a cała reszta (ortografia, gramatyka, frazeologia) była już mniej ważna.

 

Nie wiem skąd akurat taka hierarchia ważności, że dbałość o przecinki i "ą, ę, ć" miałaby być ważniejsza od pisowni np. "nie" z przymiotnikami albo od prawidłowej odmiany przez przypadki, to już tajemnica autora tej propozycji. Uważam jednak, że na takim forum, jak to, każdy niedorzeczny pomysł powienien być dozwolony, nawet jeśli został podany w mało estetyczny sposób. Była taka książka "Wolna Trybuna", zawierająca fikcyjne listy obywateli skierowane do tytułowej Trybuny, forum powstałego dla uczczenia 50-lecia PRL. Moim zdaniem jest to właściwy model funkcjonowania każdego dobrego forum.

 

W poprawności językowej, jak w każdej dziedzinie savoir-vivre'u, w grucie rzeczy nie chodzi o to, żeby nie robić błędów i poprawnie stawiać przecinki. Nie wymagam od nikogo, żeby był ideałem. Sam również nim nie jestem i nie jest to dla mnie powód do depresji, tylko do pracy nad sobą. Wystarcza mi w zupełności, kiedy ktoś się stara. Poznaję to po tym, że np. cztery lata temu mówił "poszłym", dwa lata temu "poszłem", a obecnie mówi i pisze "poszedłem". W następnej kolejności przyjdzie czas na zastąpienie "wyłanczam" przez "wyłączam". Wszystko wymaga czasu, takie rzeczy nie dzieją się od razu. Nie chodzi o to, żeby oceniać innych na podstawie ich błędów robionych dzisiaj.

 

Każdy ma jakiś własny poziom wyjściowy, od którego zaczynał i który na ogół nie zależał tylko od niego samego. Istotny jest postęp, jakiego ktoś dokonał względem tego, jak mówił i zachowywał się wcześniej. Od zewnętrznej poprawności znacznie ważniejsze są intencje i sposób traktowania innych. O ile jednak rzeczy powierzchowne, takie jak błędy języka, są łatwo zauważalne i nawet możliwe do wytłumaczenia (niektórym, tzn. tylko tym, których to interesuje), to nie sposób sprawić, żeby ktoś stał się zdolny powiązać swój styl wypowiedzi z relacją, którą nawiązuje ze słuchaczem lub czytelnikiem. To już jest wyższa szkoła jazdy.

 

 

No nie wiem... :D;) 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

@ireo niepotrzebnie zmieniasz sens mojej wypowiedzi, bo wątpię, że jej nie zrozumiałeś. 
Poprawna pisownia „nie” z przymiotnikami i poprawne wymawianie/pisanie powszechnie znanych idiomów są bardzo ważne, ale jeśli w wypowiedzi zwracamy na to uwagę całkowicie lekceważąc zasady pisowni, stosowania polskich znaków itd., to to się po prostu nie klei. 
 

Nie ma żadnej hierarchii, są proste zasady. 


e x p a n d     y o u r     t i m e

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 16.05.2026 o 15:09, Anansi napisał(-a):

wymyslilem-bezmyslnik-stawiac-sie-go-bedzie-przed-zdaniem-nie-majacym-sensu-tytus-romek-i-atomek.thumb.jpg.336af740f14a0938cdf2f128a90ef4cd.jpg

 

Zestarzał się ten fragment "Księgi XII". Obecnie przydałby się raczej specjalny znaczek wyróżniający zdania do rzeczy, żeby ich nie przeoczyć.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja na forum zauważam ostatnio bardzo częste pisanie “produkt od”, np. “produkt od Cartiera”. Ten błąd składniowy w doborze przyimka staje się już nagminny.


Przyimek „od” w polskim oznacza pochodzenie, źródło, osobę: list od mamy, prezent od kolegi. Marki typu Cartier to nie osoby i nie używamy przy nich „od” + dopełniacz. 

 

Kolejną sprawą jest pisanie bardzo często Ją, Jemu, Nim z wielkiej litery.

Ten błąd ortograficzny typu stylistycznego, nazywany błędem hiperpoprawności lub nieuzasadnionym użyciem wielkiej litery widzę bardzo często. 


Wielką literą piszemy zaimki Ty, Tobie, Ciebie, Ci, Twój tylko w bezpośrednich zwrotach do adresata w listach, mailach, wiadomościach:
   Szanowny Panie, dziękuję Panu za odpowiedź.
W tekstach religijnych wobec Boga: Ty, Panie.

Gdy ktoś pisze: Widziałem Ją wczoraj. Powiedziałem Jej, że… o kimś trzecim
to jest błąd. Zaimki on, ona, jemu, jej, oni piszemy małą literą, bo to nie jest zwrot bezpośredni.

Niektórzy chyba z szacunku chcą "podnieść" osobę wielką literą, jak przy Pan/Pani. Ale w polskim to wygląda niepoprawnie i nienaturalnie. Zresztą, spotkałem się już z pisownią “Mnie” na LinkedIn - trzeba mieć naprawdę wysokie mniemanie żeby tak o sobie samym pisać.

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 godzin temu, beniowski napisał(-a):

spotkałem się już z pisownią “Mnie” na LinkedIn - trzeba mieć naprawdę wysokie mniemanie żeby tak o sobie samym pisać

 

Nie wiedziałem, że Kukuniek ma profil na LinkedIn. I teraz myślę, małą literą czy wielką? Chyba wielką, dla wywołania odpowiednio "wielkościowego" wrażenia. Poza tym to już praktycznie nazwa własna.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, ireo napisał(-a):

 

Nie wiedziałem, że Kukuniek ma profil na LinkedIn. I teraz myślę, małą literą czy wielką? Chyba wielką, dla wywołania odpowiednio "wielkościowego" wrażenia. Poza tym to już praktycznie nazwa własna.

 

Kto to jest Kukuniek??

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
19 minut temu, beniowski napisał(-a):

Kto to jest Kukuniek??

 

Elektryczny nasz noblysta, od 2008 r. oficjalnie zaliczony w poczet "Mędrców Europy".

I znów nie wiem, jaką literą ten "Mędrzec". Może, jeśli zostawię cudzysłów, to przejdzie.

O, i jeszcze przecinek po "może". Co zdanie, to problem, proszę państwa.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, ireo napisał(-a):

Nie wiedziałem, że Kukuniek ma profil na LinkedIn. I teraz myślę, małą literą czy wielką? Chyba wielką, dla wywołania odpowiednio "wielkościowego" wrażenia. Poza tym to już praktycznie nazwa własna.

 

Michalkiewiczem tu Kolega potrząsa..? :D Oj, widzę ciemność, ciemność widzę! ;) 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lincoln Six Echo napisał(-a):

 

Michalkiewiczem tu Kolega potrząsa..? :D Oj, widzę ciemność, ciemność widzę! ;) 

Irek: Stanisławem, a Ty: Juliuszem, Jolantą i Pavlem.

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
1 godzinę temu, Lincoln Six Echo napisał(-a):

Michalkiewiczem tu Kolega potrząsa..? :D Oj, widzę ciemność, ciemność widzę! ;) 

 

Znaczy, chodzi o Ciemnogród? :) 

Red. Michalkiewicz jedynie zaproponował pseudonim, nacechowany swego rodzaju czułością. Może dlatego w pewnych kręgach się przyjął, a i mnie wydał się całkiem trafny, bo zdrowiej jest obśmiewać nieudane zjawiska i osoby, niż się na nie złościć.

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, ireo napisał(-a):

 

Red. Michalkiewicz jedynie zaproponował pseudonim, nacechowany swego rodzaju czułością. Może dlatego w pewnych kręgach się przyjął, a i mnie wydał się całkiem trafny, bo zdrowiej jest obśmiewać nieudane zjawiska i osoby, niż się na nie złościć.

 

Nieprawda, Ireneuszu.

Pseudonim nadała znajoma ze środowisk dyplomatycznych red. Michalkiewicza.

Red. Michalkiewiczowi pseudonim "kukuniek" przypadł do gustu, ponieważ trafnie oddaje charakter tej osoby.

 

I muszę przyznać, że mnie również.

 

Edytowane przez Autor1984

"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Właściwie wpadłem tu w innym celu, bo dziś natknąłem się na tekst następujący (pisownia oryg.; autora nie podaję, bo nie o to chodzi):

 

"Współczuję tej śróbki. A sam zegarek ładny i z gatunku tych mniej spotykanych."

 

Atak został wyprowadzony w przemyślany, dwufazowy sposób. Najpierw poraził mnie błąd ortograficzny, pełniący rolę przygotowania artyleryjskiego, bo najbardziej rzucał się w oczy. Następnie trafiła mnie konstrukcja "współczuć czegoś" zamiast "komuś", z dopełniaczem zamiast celownika. Gdybym zachował zdolność operacyjną, mógłbym się jeszcze zastanawiać, czy z "gatunkiem mniej spotykanych" aby na pewno wszystko było w porządku, ale niestety poległem wcześniej. 

 

11 minut temu, Autor1984 napisał(-a):

Nieprawda, Ireneuszu.

Pseudonim nadała znajoma ze środowisk dyplomatycznych red. Michalkiewicza.

Red. Michalkiewiczowi pseudonim "kukuniek" przypadł do gustu, ponieważ trafnie oddaje charakter tej osoby.

 

I muszę przyznać, że mnie również.

 

Faktycznie. Zapomniałem już, jak to było. 

 

Za to przypomniałem sobie, że znam jedną panią z takich środowisk, która uparcie przekręca znane powiedzenie francuskie. Zamiast noblesse oblige ciągle mówi "noblis obleż", co wychodzi bardzo śmiesznie. I za każdym razem walczę ze sobą, żeby się nie roześmiać, bo podejrzewam, że to jednak prawdziwa, utrwalona pomyłka, a nie żart. 

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

image.jpeg

13 minut temu, ireo napisał(-a):

Właściwie wpadłem tu w innym celu, bo dziś natknąłem się na tekst następujący (pisownia oryg.; autora nie podaję, bo nie o to chodzi):

 

"Współczuję tej śróbki. A sam zegarek ładny i z gatunku tych mniej spotykanych."

 

Atak został wyprowadzony w przemyślany, dwufazowy sposób. Najpierw poraził mnie błąd ortograficzny, pełniący rolę przygotowania artyleryjskiego, bo najbardziej rzucał się w oczy. Następnie trafiła mnie konstrukcja "współczuć czegoś" zamiast "komuś", z dopełniaczem zamiast celownika. Gdybym zachował zdolność operacyjną, mógłbym się jeszcze zastanawiać, czy z "gatunkiem mniej spotykanych" aby na pewno wszystko było w porządku, ale niestety poległem wcześniej. 

 

Faktycznie. Zapomniałem już, jak to było. 

 

Za to przypomniałem sobie, że znam jedną panią z takich środowisk, która uparcie przekręca znane powiedzenie francuskie. Zamiast noblesse oblige ciągle mówi "noblis obleż", co wychodzi bardzo śmiesznie. I za każdym razem walczę ze sobą, żeby się nie roześmiać, bo podejrzewam, że to jednak prawdziwa, utrwalona pomyłka, a nie żart. 

 

Kiedyś, podczas wyjazdu służbowego, byłem zaproszony na lokalny bankiet. I tam pojawił się jakiś lokalnie znany polityk. Zapytany przez znajomego co robił na tej imprezie, ów polityk powiedział: Ciii, proszę pana, ja tu jestem in blanco. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
5 minut temu, beniowski napisał(-a):

Kiedyś, podczas wyjazdu służbowego, byłem zaproszony na lokalny bankiet. I tam pojawił się jakiś lokalnie znany polityk. Zapytany przez znajomego co robił na tej imprezie, ów polityk powiedział: Ciii, proszę pana, ja tu jestem in blanco. 

 

Jeżeli "in blanco", to zgaduję, że gość był z PEZELU.  :D  ;) 


WARTO POMAGAĆhttps://www.siepomaga.pl

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Godzinę temu, Lincoln Six Echo napisał(-a):

 

Jeżeli "in blanco", to zgaduję, że gość był z PEZELU.  :D  ;) 

Z czego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 minut temu, beniowski napisał(-a):

Z czego?

Waldek, nie jestem pewien, ale o to najlepiej powinieneś zapytać np. posła Brejzę.
Więc nie "z czego", tylko "skąd".
Jareczku, jak jest?

... z PeSeLu? Kasiniak i Kamasz?


"Człowiek tyle jest wart, ile warte są sprawy, którymi się zajmuje." Marek Aureliusz

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
56 minut temu, Autor1984 napisał(-a):

Więc nie "z czego", tylko "skąd".

 

Z czworaków. 

 


- ireo

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

  • Ostatnio przeglądający   1 użytkownik

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.