Takie hipnotyzerstwo przypomina mi historię rodem z głębokiej komuny. Bardzo długo nie mogłem kupić i co oczywista zjeść zwykłego solonego śledzia. Tak, tak, byt określa świadomość
I wreszcie bingo, rzucili śledzie w osiedlowym sklepiku. Kupiłem kilo z łbami, a jakże, stać mnie było. Namoczyłem wszystkie z wyjątkiem jednego do bezpośredniego spożycia. Odkroiłem śledziowi łeb, a tu obok tak samo jak Irenka siedział mój Amiczek (Wachtelhund). Wiec ten łeb przysuwam mu do nosa, żeby się przekonał węchem że to niejadalne. Nagle łeb śledziowy wyśliznął mi się spomiędzy palców, Amiczek kłapnął żębami, przewrócił oczami i ... po wszystkim. Z wyjątkiem tego, że do momentu kiedy poszliśmy spać wypił trzy miski wody !!!