Jako jedni z pierwszych dostaliśmy zamiast kbkAKgn granatniki podwieszane 40 mm Pallad. Chciało się postrzelać, ale okazja dopiero się trafiła po wyjeździe na poligon. Zamówiłem pare skrzynek amunicji i na strzelnice. Kierownik strzelnicy na Bemowie pyta, jaka to amunicja. Noooo, bojowa. Eeee, tutaj to tylko ćwiczebna, z bojowa to na strzelnicę artyleryjską. Pojechaliśmy na artyleryjską. Fajnie się strzelało, tylko trawa była po pas i zostało sześć niewybuchów. Po strzelaniu naliczyłem materiały wybuchowe i środki zapalające żeby to zlikwidować bez ruszania z miejsca i z saperem pojechaliśmy na „mokre robote”. Na miejscu ja co patrzę, a saper zbiera to gó*no i gdzieś niesie. Co pan robisz ? A bo tutaj jak walnie, to szyby na wieży wypadną. Wysadzimy to dalej w leju. Do tego jeszcze okazało się, ze wziął tylko 5 granatów, a ja musiałem wziąć szósty. Myślę tak sobie, wezmę lewa ręką, to chociaż prawa mi zostanie. Zostały obie. Saper stwierdził ze niepotrzebnie się ekscytuję, nie trzeba tylko tego przewracać ani upuścić. No tak
No i udało się wysadzić - huk, kłąb dymu i tak zakończyliśmy przygodę z kieszonkowa artylerią 40 mm