Tylko teraz na rowerze się nie napijesz. Jeszcze parę lat temu braliśmy z żoną rowerki do samochodu i nad morze. Fajnie bo można było jechać na odludną plażę, o parking się nie martwił, w ogóle luz. Na obiadek smażona rybka, dwa piwka i w drogę na kwaterę. Dzisiaj w czasach politycznej poprawności i "unijnych" norm znad morza by wracał pociągiem, bo stróże prawa reż mają normy do wyrobienie, a najłacniej złapać rowerzystę po piwie. Że też nikt nie dorównuje do niektórych krajów unii, gdzie można do 0,5 a nawet 0,8.