Haha.. Sprawa ma się tak - jak Wy szanowni kolekcjonerzy zegarów potrzebujecie sobie powiesić zegar, to sprawa prosta. Od A do Z jesteście samowystarczalni. Wieszacie jak chcecie, czy prosto, bokiem czy do gory nogami , żaden problem. Natomiast ja w starciu z bardzo krzywą, nośną ścianą z żelbetonu i wiertarą jestem bezsilna czyli puch nędzny. MUSZĘ PROSIĆ MĘŻA. Dalej to wypisz - wymaluj jak skądinąd ze świetnej komedii "Dwaj zgryźliwi tetrycy" tyle, że w mieszanej obsadzie. Czekam, aż na mąż będzie miał chwilę czasu, a potem odciągam od pysznej szklaneczki pifka... Po bez mała godzinie wzajemnych uwag, wskazówek, uszczypliwości i własnych racji, zegar zawisł w arcygęstej atmosferze Długi hak pozwolił odsunąć górę zegara ale moja i męża KONCEPCJA co z tą dziurą, diametralnie się rozbiegała. Dziad swoje, baba swoje. Skutek był taki, że mąż wrocił bezceremonialnie do szklaneczki pifka z dosypką ściennego pyłu gipsowego. A ja niewiele myśląc stetrałam podpórkę z pozaginanej na trzy razy tektury falistej i taśmy klejącej, i zatykłam z tyłu co by zegar się nie merdał na boki I każde z nas poszło w swój kąt. Zegar "czymie" się dobrze aczkolwiek po "DZIADOSKU" jak zapewne sobie myśli mąż. W domu cisza panuje. I prawie niesłychalne tykanie miesięcznego ledwo. Od pierwszego bujnięcia wahadła na swojej tekturczanej podporze