Faktem jest, że nasz język ewoluuje, tak w zegarmistrzostwie jak i ten powszedni, codzienny. Ja tam lubię słowa, które wypadły z codziennego użytku, czym irytuję swoje dzieci, które nie za bardzo rozumią o czym mówię, przy użyciu takich określeń, a jednocześnie wplatam mnóstwo tzw. "nowomowy" młodzieżowej, którą też lubię Tak, wiem - taki mix jest nieznośny i proszę o wybaczenie tych, których taka mikstura męczy. W związku z tym, w pracy cieszę się z przywileju wymyślania treści pism, w których trzeba się o czymś wypowiedzieć tak, żeby dużo napisać i jednocześnie nic nie napisać. Na odpytywaniu przez nauczycieli w szkole pomagało mi to wybrnąć (czasami ) z zagadnień, których nie umiałam. Przyznaje się bez bicia - grzeczną i pilną uczennicą nie byłam, za to "gadatą". W dzieciństwie zaczytywałam się bajkami, baśniami i fantazjowanie chyba zostało do dziś Kolekcjoner ze mnie żaden, za to wielbicielka uruchomionych mechanizmów owszem, a "dorobienie" czegoś to dla mnie chyba największa umiejętność, której nigdy zapewne nie posiądę, za to mogę podziwiać u innych