Miłość platoniczna do rzeczy trwa w obietnicy - w świetle witryny, w marzeniu o dotyku, chęci zdobycia niedostępnego. Gdy wreszcie ją spełniasz, magia często blednie: idea staje się materią, a marzenie - przedmiotem z wagą, zapachem i niedoskonałością. Wtedy rozumiesz, że najpiękniejsze bywa to, co jeszcze nieosiągnięte - bo w wyobraźni nic się nie starzeje. Zrozumiałem wtedy, że najpiękniejsza była droga, nie cel. Bo pragnienie miało duszę, a rzecz - tylko metkę. Człowiek marzył, oglądał, wzdychał - prawie jak do niedostępnej miłości. Wreszcie kupił, rozpakował, postawił… i nagle cisza. Już nie błyszczy jak w marzeniach, nie gra jak w wyobraźni. Okazuje się, że cała magia mieszkała nie w przedmiocie, lecz w pragnieniu. [emoji6]