Dużo złego czytałem w internecie o "wielkości" wersji stalowej 45mm. Okazało się, że ten rozmiar wcale nie jest za duży na mój 19,5cm nadgarstek, który wcale nie jest jakiś szeroki, a raczej gruby - okrągły. Wersja 40mm z białego złota wygląda optycznie wręcz na trochę za małą, podobnie jak Cartier Santos w wersji medium.
Tu odpowiem odnośnie wrażeń z przymiarki. Na pierwszy rzut oka zauważam, że jest to projekt wtórny po Nautilusie. Wersja większa stalowa lepiej układała się na moim nadgarstku, i wg mnie była lżejsza i zarazem cieńsza od mniejszej 40mm wersji z białego złota. Na pierwszy rzut oka w sztucznym oświetleniu zauważyłem, że wskazówki oraz sekundowa z wersji stalowej odbijają refleksy świetlne na nierównościach wynikające ze słabszego ich wykończenia. Szlify na bezelu są delikatne. Wahnik jest bardzo słabo obrobiony, wygląda wręcz na "plastikowy" pomalowany na złoto. Ciekawe jest natomiast wykończenie koperty od strony dekla - taki mikro grysik. Czytelność wskazań na dobrym poziomie w obu wersjach. Kolor starej zieleni w większej wersji nie zachwyca, natomiast ten niebieski z mniejszej wersji jest przepiękny - ma w sobie coś takiego, co hipnotyzuje, kiedy patrzy się na tarczę obracając zegarek pod różnymi płaszczyznami względem światła. Brak szybkiej regulacji to jak dla mnie duży minus.
Reasumując, wtórny dizajn przypominający Nautilusa, słabo obrobione wskazówki, "plastikowy" wahnik i brak mikroregulacji oraz fakt, iż za te same pieniądze można mieć trzy razy lepiej prezentującego się i wykonanego Royal Oaka + extra dwutygodniową wycieczkę do Francji na full wypasie dla czteroosobowej rodziny w 5-gwiazkowym kurorcie uważam, że Patek trochę przestrzelił ten projekt.
Oba leżały dużo lepiej od łososiowego Choparda, którego także mierzyłem w tym samym salonie.