Zakładam ten temat, wkurzony mocno obserwacjami z ostatnich lat i...niedawnym przeglądem magazynu zegarków. To są jakieś kpiny z ekologii (wymienianej w nazwie) etc etc.
Przykłady zegarkowe:
Damasko DA 36, rocznik ~2008. Pasek Di Modell Pilot w wersji dla producenta - wewnętrzne, (zegarek "na ręce" spędził może 30 dni) wodoodporne pokrycie paska- rozsypuje się pod paznokociem.
Steinhart Nav- B uhr - rocznik ~2010. Pudełko w ekoskórze - rozsypuje się pod paznokciem i przy patrzeniu się.... Jest takich opakowań więcej.
Gerlach ORP Dzik, jakieś 10 lat temu. Dedykowany pasek, markowy całkiem, nie wspomnę teraz producenta, "carbon", nigdy nie używany (zegarek dostał masywną bransoletę) - rozsypał się w proch.
W domu - mnóstwo różnych wyrobów - nakładka masująca na fotel, pokrowce (np. na słuchawki Audio-Technica, na laptop itd) w wieku ok. 10 lat i młodsze- rozsypują się, brudząc wszystko dookoła.
Co to kurde jest? Ekologia? Ochrona środowiska? Jakie są koszty utylizacji tego szajsu wobec "niszczących środowisko" wyrobów ze skóry?