Phi. Wielkie mi rzeczy.
Powiem Ci lepszą historię.
25 grudnia o godz. 22 mój syn przeciął sobie dwa palce, okiem laika od razu stwierdziłem, że bez szycia się nie obejdzie. Pomyślałem sobie, zadzwonię do szpitala Medicover, nie będę kwitł z synem całą noc na izbie przyjęć w Święta w normalnym szpitalu. Zadzwoniłem do rzeczonego Medicover, opowiadam o wypadku, że dziecko, że palce, rany, szycie - i czy jak podjadę na biegusiu to mi to załatwią. „Oczywiście, zapraszamy jak najszybciej”, powiedziała miła pani, „bo w takich przypadkach nie ma co zwlekać”. Po jakichś 15-20 minutach byłem w szpitalu. Podchodzę do rejestracji, a pan mówi: „Niepotrzebnie się Pan fatygował, nie możemy Panu pomóc, chirurg dziecięcy będzie od 10 rano. Przykro mi.”
Odnotował sobie w komputerku fakt, że dzwoniłem i zostałem zaproszony, ale co z tego?
Jak taki numer można w szpitalu (prywatnym), to butik omegi może wszystko…