Dziękuje, aktualnie Tudory są dwa (54 & 58) i mam nadzieję, że niedługo wleci trzeci.
Powtórzę raz jeszcze, bez ogórek - kawa na ławę, co było powodem 'pozbycia się tylu fajnych Longinesów' (a co tam, najwyżej wyjdę na świra hah).
Zrobiłem...test nocy (robię tak np. przy dopasowaniu bransolety / ponieważ wtedy jest efekt spuchniętego nadgarstka - jak podczas lata, obżarstwa & pijaństwa lub długiego noszenia tego samego zegarka).
Spałem we wszystkich Longinesach i okazało się, że HC i C'39 są nie do zniesienia! - ponieważ ich bransolety (ostre krawędzie) dosłownie wbijają się w ręce i ciążą niesamowicie (absolutny dramat).
Uznałem wówczas, że sprawiają one zbyt duży dyskomfort w noszeniu i podjąłem decyzję o zmianie.
Padło na Tudora - ponieważ od premiery BB'54, bardzo mi się podobał. Sprzedałem 2L i kupiłem T. Zachwyt. Potem sprzedaż kolejnego/kolejnych L i zakup BB'58. Rewelacja.
*test nocy - prawidłowy
Bransolety Tudiego - sztos (Genewa pełną gębą) / Longiego - made in China (chociaż ten ryżyk od Sectora i mesh od LLD, mogą być / Presence - najlepsza / mimo motylka, nie przeszkadza mi).
I to m.in (bransoleta) było powodem sprzedaży Spirita (oraz Jego wada i zaleta zarazem - wewnętrzny & zewnętrzny AR na szkle *podatny na porysowania). Uznałem bowiem, że kolejny Tudor będzie lepszym rozwiązaniem (lepsza bransoleta + zakręcana koronka).
W międzyczasie podjąłem decyzję o wylocie Dziadków z pudła (uroczy klasyczny jasny Conquest'35 mm- trafił do Przyjaciela z naszego Forum, Presence 34.5 został w Rodzinie i wręczyłem go Brejdaczce).
Ostał się więcej jeden rodzynek - Tuxedo, o którym więcej mógłbym napisać (i może kiedyś to zrobię) w innym wątku.
Co będzie, czas pokaże - w myśl maksymy Kolegi z forum Rolexa "żaden zegarek nie ma u mnie dożywocia"...i to jest moim zdaniem - jedyne rozsądne podejście w tym hobby.