Ciekawe rzeczy piszesz, Janku.
To, że organizację oceniasz jako żenującą, jest po prostu Twoją subiektywną opinią. Piszesz też o "amerykanizmach". Tylko że tak działa biznes. Współczesna piłka nożna to przede wszystkim ogromny biznes i globalny produkt, a Stany Zjednoczone są jednym z największych rynków na świecie. Trudno się dziwić, że organizatorzy chcą to wykorzystać.
Piszesz również o gwiazdach Hollywood, które pewnie nie mają pojęcia, co oglądają. Rozumiem, że Javier Bardem zadzwonił do Ciebie i zwierzył się ze swojego zakłopotania? "Wstaję, kiedy inni wstają, cieszę się, kiedy inni się cieszą, a kibicuję... chyba Hiszpanii". Matt Damon pewnie wykonał podobny telefon, choć patrząc na jego partnerkę w koszulce Argentyny, można odnieść wrażenie, że oboje doskonale wiedzieli, komu kibicują.
A jeśli chodzi o Trumpa, nie miałbym nic przeciwko temu, żeby np. Karol Nawrocki świętował na Stadionie Narodowym z reprezentacją, która zdobyła mistrzostwo świata. Głowa państwa uczestnicząca w takim wydarzeniu nie wydaje mi się niczym nadzwyczajnym.
A tak na marginesie - ja kibicowałem Hiszpanii od pierwszego do ostatniego meczu. Robię to od wielu lat. Dlatego oglądałem przede wszystkim futbol, a nie celebrytów na trybunach, oprawę medialną czy polityków pojawiających się przy okazji finału. Tak jest higieniczniej.