A wy dalej wałkujecie ten sam temat, przy okazji skacząc sobie do gardeł?
za Wikipedią…
Pojęcie audiofila nie jest ostro zdefiniowane, nie jest też ono jednorodne. Można przyjąć, że audiofilami są osoby zainteresowane „specjalnymi” domowymi urządzeniami nagłaśniającymi (audio). Podstawowymi kryteriami tej „specjalności” jest wysoka cena oraz odrębność od urządzeń produkowanych masowo. Zestawy audiofilskie składają się nierzadko ze sprzętu nazywanego Hi-end, którego koszty poszczególnych komponentów sięgają dziesiątek i setek tysięcy złotych.
W środowiskach audiofilskich duże znaczenie mają kwestie mody, na przykład pewien powrót do wzmacniaczy lampowych, jak i do gramofonów.
Audiofile przywiązują dużą wagę do wszelkich innych aspektów mogących wpłynąć na odtworzenie zarejestrowanego dźwięku: pomieszczenia odsłuchowe, ich adaptacja (maty wytłumiające, przedmioty rozpraszające), wymiary oraz akustyka, właściwe ustawienie głośników oraz ulokowanie miejsca odsłuchowego.
Audiofilia ma swój własny system wartości oraz zasad słuchania i podkreśla ich odrębność od tych, które są używane przy podejściu naukowym. Audiofile budują swoją tożsamość wokół posiadanego sprzętu, a ich samoidentyfikacja zależy od jego wartości.
Stąd też należy przyjąć, że melomania a audiofilia to zupełnie inne pojęcia, i o zupełnie co innego tutaj chodzi - bo przypomnę jedynie, (o czym wspominałem ) jeżeli chodzi o wyłapanie tych wszystkich dźwięków w muzyce, jak przesunięcia palców po gryfie gitary, delikatne muśnięcia werbla itp. „smaczków w dźwięku” - to dlaczego nikt nie używa jedynie monitorów studyjnych, z których to realizator dźwięku jest właśnie te wszystkie „przestery” wyłapać, i przy ich pomocy właśnie realizowane są płyty w studiach ?
A w kwestii słuchu zupełnie, to przypomnijcie mi… Beethoven to miał słuch absolutny czy …🤭
P.S @McIntosh pozdrawiam 😄🖐️