Powitoł
To co Zabawny napisałeś wyżej sprawia, że nie chce mi się wchodzić w żadną motocyklową subkulturę
Podziały, mędzenie kto komu nie odmachuje i dlaczego. Jedne marki to religijna nabożność, inne pfff chociażby samo moto było ciekawe. Skuter to kibel i niezależnie ile kilometrów robi ktoś na nim w mieście i poza nim to nie prawdziwy motocyklista, itp, itd.
A wszystko pod sztandarem "motocykl to wolność."
Garażuję z Młodziakiem, który składa z proszku bandita 250. Kupił go w pudłach, bo stosunkowo rzadki to u nas model i ciekawy z uwagi na czwórkę z tak małą pojemnością. Po mieście rozbija się czym może i co ma dwa kółka: rower zamieniony na elektryczną hulajnogę, ta po dorobieniu u mechanika wymieniona na skuter, ten zarżnięty i odbudowany chyba już ze dwa razy. Bandyta robiony już długo bo mało rzeczy u nas można znaleźć.
Czasem przyjeżdżają do niego motocykliści i żal mi d*pę ściska jak się słucha ich rad i komentarzy: cmokanie nad wysiłkiem aaaale po co babrać się w ogóle z 250 jak to pojemność do nauki i dla bab. Tyle wią po pojemności, a moto ma czerwone na 15tys obrotów, kręci do 20 i zdecydowanie nie jest spokojną 250tką Albo teksty, że za tą kasę co już wydał można mieć używane CeBePińcet, bleble, blabla. Moja jednocylindrowa 250tka z 81r. tylko stoi z boku i z politowaniem śledzi gadaczy